Jak zaczynałem przygodę z projektowaniem myślałem, że…
Pragniemy Was zaprosić do zabawy polegającej na obnażaniu głęboko zatajanych faktów na temat tego, co myśleliście sobie na początku Waszej drogi w projektowaniu. Chodzi o mylne rozumowanie wynikające z niewiedzy.
Rodacy! Nie bójmy się zaczerwienić. Upalne lato zamaskuje nasze wypieki. Nikt nie zauważy.
Oto mój przykład:
Na początku swojej drogi z grafiką komputerową myślałem, że… projektanci, których prace miałem przyjemność oglądać, a których warsztat tak podziwiałem używają niezliczonej ilości, nieznanych mi i płatnych wtyczek programowych. Myślałem, że te wtyczki są kluczem ich sukcesu.
Przystąpiłem więc do sumiennych poszukiwań i wzmożonych testów wszystkich plug-in’ów jakie mi się tylko udało zdobyć. Dopiero gdzieś po roku moich zmagań zmęczyło mnie to i zrezygnowany stwierdziłem, że wszystko czego mi potrzeba to… wyobraźnia i czysta instalacja programu.
No related posts.




39 komentarzy
6.28.2010
He, he, bardzo fajny, wstydliwy temat. Niech pomyślę…
Ja za to myślałem, że jak już w końcu uda mi się otworzyć stronę, to będę obrzydliwie bogatym człowiekiem. Liczyłem na miliony odsłon, które „zrobią się same”.
Drugi przypadek. Myślałem, że wszystkiego nauczę się migiem, w tempie błyskawicznym. Zupełnie jak osiedlowy zabijaka, który idzie na lekcje boksu tylko po to, by nikt mu na dzielnicy więcej nie podskoczył. A będąc tam, w sekcji bokserskiej dostaje solidną lekcję pokory.
Potem nie zdawałem też sobie sprawy z tego, że jakość moich prac nie dorównuje jakości prac konkurencji, dlatego że nie używam wysokiej jakości materiałów płatnych takich jak np. zdjęcia.
A ponad wszystko wierzyłem w to, że ludzie są z natury dobrzy. Myślałem, że moje prace będą przechodzić takimi jakimi są, nie myślałem, że będzie mnie czekać tyle marudzenia i poprawek. Poza tym nie zdawałem sobie sprawy z tego, że będą takie problemy z regulowaniem należności, i że klienci w tak perfidny sposób będą się szarpać „co do grosza”.
6.28.2010
zaczynając hmm oj to troche ponad 5 lat temu hmmm co sobie wtedy myślałem … w sumie to nie liczyłem, że w ogóle stanie się to moją pasją
od tak just for fun zacząłem, potem zaczęły przychodzić pieniądze i w sumie od wtedy można mówić o jakiś wyobrażeniach – więc podobnie jak Ty Adamie, że Ci topowi używają jakiś pluginów etc. stąd takie zajebiste efekty – ale jaokś nie chciało mi się grzebać, szukać i testować – ot wolałem zapytać
inny problem [jak to zwykle u młodych ludzi bywa] myślałem, że moge porównywać się z lepszymi, pół roku mi zajęło nabranie pokory i przyznanie się samemu sobie, że cienki bolek jestem i sporo nauki przede mną
Jeżeli wpadnie tutaj misz to pewnie z chęcią potwierdzi wojny nasze digartowe o to jaki on niedobry i wywala mój prześwietny projekt
to, że na początku liczyłem, że będzie to mega biznes i super kasa tez dorzuce, tyle, ze z tym mysleniem sie szybko pozegnalem i olałem myślenie stricte kasowe, bo kapnąłem się, że wtedy ucieka cały fun
6.28.2010
a ja…….
4 lata temu: (brak neta, miałem photoshopa i dreamweavera i robiłem 2 strony dziennie)
Moje strony opierały się na prostym schemacie. Po prawej menu w prostej tabeli
i na srodku pole tekstowy. Kolory brzydko dopasowane, czcionka nie taka, generalnie cienizna. ale wtedy to było coś. Myślałem, że wszyscy projektanci mają dużo sprzętu (dopiero po pół, może po roku doszedł mi internet) kasy i kupują sprzęt i najnowszą wersje photoshopa. To miało być proste : pasja + kasa z pasji, a jako bardziej doświadczeni w tym momencie wiemy że to nie takie proste. Generalnie pozniej poznałem mojego serdecznego znajomego Damiego. To on mi mówił co to jest Brush Tool w photoshopie i jak się zmienia krycie warstwy. nigdy tego nie zapomne. Znamy się do dziś i jest git. Do teraz jest mega kozakiem i zazdroszczę mu takiego poczucia estetyki.
Ale generalnie pozniej olałem hajs bo jak jest hajs to nie ma zabawy.
Poznawałem dalsze techniki, jakieś tam zasady i nagle, projektowanie stało się czymś innym, czymś co jest bardziej niesamowite jak na początku. to była mega zajawka i dalej jest. Kurcze niesamowite jest to, że kiedyś każdy sobie to wyobrażał bardzo podobnie – a my mamy pretensje do przeciętnego klienta : ) Chociaż fakt faktem niektórzy bardzo przesadzają z tym, że to wszystko takie proste.
Sorki za ten chaos w komentarzu, ale zależało mi na tym, żeby napisac a mam mało czasu na przemyslenie tego. To była historia w pigułce
6.28.2010
Dawno dawno (bardzo dawno) temu, zafascynowany moim pierwszym komputerem (Atari 800 XL) – powoli „wsiąkałem” w temat… potem pierwszy PC… wiedziałem już, że to lubię :] Do dzisiaj nie zapomnę jak mój Tata mnie odganiał od komputera i krzyczał żebym wziął się za coś konkretnego… Wtedy jeszcze korzystałem z komputerka czysto rozrywkowo… pomyślałem, że kurcze może ma rację…
…teraz, 30ka na karku – nie da się ukryć, ciągle w tym tkwię, z tego żyję, praca daja mi wielką satysfakcję (chociaż za pieniądze trochę mniejszą), nie siedzę za okienkiem w banku – i cieszę się, że Tata nie miał jednak racji
Cieszy mnie też to, że Młodzi aktualnie zasysają tą wiedzę 100 razy szybciej niż ja kiedy miałem 15 lat… i niektórzy (ciągle jeszcze) bez dowodu robią takie rzeczy, że szczęka opada…:]
Czy ja wogóle piszę na temat?
Pzdr
6.28.2010
@deryl, no patrz, nie przyszły mi do głowy te sprawy, o których wspominasz, ale z wszystkim co wymieniłeś też się spotkałem. Też myślałem, że jak otworzę stronę to będę miał miliony odwiedzin, też myślałem, że niezwykle szybko będę się uczył (a potrafiłem się na czymś wyłożyć i rozgryzać to aż do szczytu znudzenia i zrezygnowania). Jeśli chodzi już o sprawy czysto finansowe i relacje z klientami, to również myślałem, że będzie to wyglądać lepiej. Liczyłem na szybki rozwój, na to, że prędko otworzę firmę i będę zatrudniał ludzi.
6.28.2010
@dayv, ehh skąd ja to znam? Dokładnie tak jak piszesz. Myślenie o kasie i proszenie się o kasę, która nam się za pracę należy skutecznie psuje człowiekowi krew i mąci chęci do dalszego działania. Fajna jest teraz reklama banku, w której M.K. czyta bajkę i występuje tam piękna puenta „to tylko mamy za darmo co robimy sami”.
Fajnie, że wspomniałeś o wojnach digartowych:) Tego też trzeba się było nauczyć. Umiejętności oceny jakości projektów, samokrytycyzmu itp., jeśli to akurat miałeś na myśli:)
6.28.2010
@Sebastian Cencyk, każdy zaczynał na prostych schematach, żeby poznać to jak się sprawy mają od kuchni. Z czasem wiedza wchodzi w nawyk i wszystko przychodzi prościej. Choć nadal występuje złośliwość rzeczy martwych. Do tego wszystko bardzo szybko idzie do przodu i wciąż trzeba pochłaniać nowe patenty, trendy, techniki i wzorce. Jest to pasjonujące i się nie nudzi. Fajnie jest gdy wychodzi. I korzystnie jest gdy ma się odpowiednie zasoby wolnego czasu na poznawanie nowych rzeczy.
Tak na marginesie, obserwuję, że dość często wojna o kasę kłóci się chęcią wyrażenia się w grafice i innych sposobach wyrażania siebie (fotografii, muzyce itp.). Tak to czasem jest, że kasa zabija wiarygodność i głębszy sens czegoś. Dobrze gdy jest środkiem, a nie celem.
Też myślałem, że inni są lepsi, bo mają lepszy sprzęt:)
6.28.2010
@Pancho, ja już przekroczyłem 30kę:) Poruszyłeś ważny wątek dotyczący krytycyzmu rodziców. Zawsze bardzo zazdrościłem kolegom, których rodzice popierali ich w tym co robią. Wydawało mi się to bardzo budujące, też chciałem mieć takie wsparcie. Ja również byłem przeganiany od kompa i nikt nie wierzył w moje poczynania. A to trucie skutecznie i to nie raz potrafiło człowieka zniechęcić. Nie jest to zdrowe dla rozwoju, ale było w tym trochę racji, bo wszystko ma dwie strony. W każdym razie są rodziny, gdzie rodzice bardzo kibicują pociechom. Są też takie, w których liczy się etat, konstruktywne zajęcie, nastawienie. W takich rodzinach się przegania i truje zamiast dopingować. Dopiero jak taki ktoś stawiając na swoim osiągnie jakiś sukces, wszyscy truciciele odzyskują wiarę i przychodzą z frazesem „zawsze w Ciebie wierzyłem” hehehe. Takie życie.
Masz racje, teraz jest wiele możliwości dla dorastających ludzi. Dla przykładu, już od dzieciaka mają dostęp i styczność z komputerem, czy to w szkole, czy w domach. Pamiętam, że pierwszy raz w szkole miałem styczność z kompem dopiero w szkole średniej. Fakt, czasem młodociani siekają takie rzeczy, że głowa mała:)
6.28.2010
Na początku swojej drogi z grafiką komputerową myślałem, że…
praca w agencji reklamowej będzie nobilitacją i sukcesem. Po latach przepracowanych w różnych firmach wiem… że więcej tam nie wrócę
6.28.2010
Na początku swojej drogi z grafiką komputerową myślałem, że…
jest trudniejsza
6.28.2010
@Adam, na początku wszystko wydawało się przerażająco trudne. W gruncie rzeczy gdyby dziś odpalić laikowi program graficzny, odciąć mu dostęp do tutoriali i powiedzieć „a teraz w parę minut zrobisz mi taki przycisk jaki widzisz na pliku .jpg”, to by obgryzł sobie wszystkie paznokcie łącznie z tymi u stóp;) i pewnie parę długich dni by nad tym przyciskiem się głowił, jeśli na podglądzie by otrzymał jakieś szczegółowo wykonane dzieło.
Ja to mam inaczej, jeśli chodzi o pracę w firmie, albo jako freelancer. Jak pracuję w domu to po pewnym czasie tęsknię do pracy w zespole. A jak parę miesięcy bym posiedział na etacie, to będę myślał tylko o tym, by wrócić na swoje:)
6.28.2010
Zalezy co masz na mysli piszac „zespol”. Prawde mowiac jeszcze nie mialem okazji pracowac w prawdziwym zespole, gdzie każdy trzymalby się swoich kompetencji, a w razie „fakapu” przyjmowałby wine na klate bez uprawiania spychologii. Mówie tu głównie o PM’ach czy Account’ach, którzy wrecz ociekaja wazelina od wchodzenia klientowi w 4 litery, a do tego uzurpuja sobie prawo do ostatniego zdania w temacie kreacji, gdyz „znaja klienta”.
Misz, w swoim blogu, dobrze opisuje to zjawisko. O tym mozabyloby pisac wiele, ale wrocmy do tematu. Przypomnialo mi sie jeszcze cos:
Na początku swojej drogi z grafiką komputerową myślałem, że…
zdjęcia znalezione w google są darmowe
6.28.2010
Trochę inny wiek reprezentuję, niż reszta komentujących, ale..
Na początku swojej drogi z grafiką komputerową myślałem, że moje projekty są super ekstra hiper, ale ciągle były krytykowane. Nauczyłem się pokory i robię lepszy stuff, niż 3 lata wstecz.
6.28.2010
@Adam, bloga Misza czytuję regularnie, więc orientuję się o co chodzi. Ja jakoś nie miałem tej nieprzyjemności pracować gdzieś gdzie są konkretnie przydzielone funkcje. I znowu to też nie było dobre, bo nikt nie wiedział co do niego należy.
Co do tych zdjęć z Google
to wielu nadal myśli, że są one darmowe:)
Ja do dziś mam problem z tymi licencjami. Np. łepek napisze sobie, że zezwala na wykorzystanie czegoś tylko w projektach personalnych. I teraz tak. Problemu nie mam w przypadku kiedy wykorzystam coś na blogu na użytek własny niekomercyjny. Pewien szkopuł jednak może zaistnieć, bo jeśli na blogu emituje się reklamy, to też i się zarabia, a więc i jest to po części projekt komercyjny:) Chyba, że podejdziemy do sprawy tak, że komercyjne jest to co jest formalną działalnością gospodarczą, ale jak na to zapatruje się autor wykorzystanego dzieła? O to wypada zapytać. Znowu rozsyłanie zapytań o każdą pierdołę jest uciążliwe nawet, jeśli o okres oczekiwania na odpowiedzi chodzi, czy wysiłki poczynione w celu samego namierzenia autora. I tak koło się zamyka:) Dla świętego spokoju, by spać spokojnie, warto jednak spytać.
6.28.2010
@Dawid, parę projektów z Twojego portfolio (z ręką na sercu to mówię) mi się podoba:) Pokora jest ważna. Umiejętność odróżniania tego co jest dobre, a co złe. Zupełnie jak w życiu.
Każdy miał pewnie takie chwile podekscytowania, kiedy głęboko się rozochocił, popadł w samouwielbienie, stwierdził że zrobił coś super i postanowił tą pracę skonfrontować z pracami najlepszych. Jeśli posiadł już umiejętność rozróżniania czegoś co jest pro i czegoś co jest bublem pewnie zaliczył w tym momencie zjazd. No chyba, że faktycznie poczynił wielki progres.
6.28.2010
jak zaczynałem to myślałem, że każdemu będzie zależeć na porządnie wykonanej stronie i będzie gotowy za nią zapłacić rozsądną cenę.
A w kwestii licencji to jak to ja zawsze się zastanawiam jak wygląda sprawa z programowaniem. Czy mam kupić licencję home do użytku domowego, bo przecież pracuję w domu czy licencję firmową bo jestem jednoosobową firmą?
6.28.2010
@jahoo, ja też myślałem, że nie będzie problemu z gotowością klientów do zapłaty za moją pracę. Traktowałem to przecież myśląc rozsądnie: ja pracuję i sprzedaję, ktoś kupuje i płaci.:)
A co do oprogramowania, to nie chcę Cię wprowadzić w błąd. Moim zdaniem wersje home służą do użytku niekomercyjnego, czysto użytkowego, na własny użytek konsumpcyjny. Wersje dla studentów i nauczycieli również.
6.28.2010
Na początku swojej przygody myślałem, że najważniejsza jest zgodność ze standardami, wszelakimi jakie tylko wpadły w moje łapki. Począwszy od tego, że kod CSS i HTML, musiał się walidować, skończywszy na użyteczności, dostępności oraz typografii. Stopniowo zacząłem rozumieć, że to nie jest celem stron internetowych.
Kolejna rzecz, od zawsze interesowałem się grafiką, nie tylko tą komputerową, pojawił się szybki dostęp do internetu i odkryłem serwisy takie jak istockphoto, cgsociety czy deviantart. Zdałem sobie sprawę, że ludzie są niesamowicie zdolni i wielu z nich – nawet gdybym się bardzo starał – nigdy nie dorównam.
6.28.2010
… Nie zdawałem sobie sprawy ze na robione projekty zaledwie pare miesięcy wcześniej bede patrzył jak na totalny shit. Często zastanawiam sie co handluje myślałem biorąc pieniądze za prace
akurat w moim przypadku pirrwsze pieniadze na studiach zarobiłem dzięki ps nie znajac go zupełnie korzystajac z uczlnianego kompa na rozdzialce 800×600.
6.29.2010
Co ja myślałem, jak zaczynałem? Że to wszystko, co ludzie piszą o klientach to przesada i bzdury.
Ale w przeciwieństwie do wielu osób wiedziałem od razu, że umiejętności nie przyjdą z nową wersją PS’a i wtyczek, o.
6.29.2010
Jak zaczynałem przygodę z projektowaniem myślałam,że ….
Kurcze chyba nic nie myślałam, ani nie miałam żadnych planów związanych z tą dziedziną.
Jestem dość dziwnym przypadkiem: zaczęłam zajmować się grafiką w ramach odskoczni od pisania pracy magisterskiej z kulturoznawstwa. Robiłam wszystko byleby tylko nie pisać, więc skutecznie z dnia na dzień coraz bardziej w to wsiąkałam.
I tak dziwnym trafem, kilka dobrych lat później (też 30-tka prawie na karku) nowe hobby przerodziło się w moją pracę.
6.29.2010
@css3.pl, fakt, jedni są prawdziwie uprzywilejowani, jeśli chodzi o tempo nauki i o progres. To oni są na oczach świata i to oni wyznaczają trendy. To jest bardzo interesujący temat. Mówi się, że w 90% sukces zależy od ciężkiej pracy. Idąc tym tropem można dorównać najlepszym. Z drugiej strony mówi się, że 90% dobrej pracy to koncepcja. By mieć koncepcje trzeba posiadać nietuzinkową wyobraźnię i nosić kreatywność w sobie. Świat pełen jest sprzeczności.
Jedni odłączają kabel sieciowy i polegają na tym co im do głowy przyjdzie. Inni są jak chorągiewki. Za dużo patrzą. W tym projekcie podoba im się to, w innym coś innego, próbują to połączyć w całość, ale nie wychodzi. Bazując na opiniach i pracach innych ludzi nie potrafią odnaleźć w tym siebie.
6.29.2010
@Tomek Buszewski, to byłeś do przodu, jeśli nie myślałeś, że jakość zależy od lepszego komputera, czy oprogramowania. Są jakieś wyjątki, można mieć stary sprzęt, który blokuje nam rozwój w dziedzinie 3d, renderingu, wymagających mocy operacjach.
To, że myślałeś, że to co ludzie piszą o klientach to bzdury, to w gruncie rzeczy słuszne podejście. Wiadomo jak to jest, strach ma wielkie oczy, a jak człowiek by uwierzył w to wszystko czego się nasłucha to by nosa z domu nie wytykał. Najważniejsze to się nie zrażać, bo ludzie mają tendencję do wyolbrzymiania problemów. Co nie zmienia faktu, że z klientami nie jest lekko. Oj nie jest:)
Miło, że znowu tu wpadłeś:) Pozdrawiam
6.29.2010
@RedKoala, patent, o którym wspomniałaś jest dość popularny:) Chodzi mi o zajmowanie się czymś innym, żeby tylko nie robić tego co trzeba. To bardzo pożyteczna sprawa, pod warunkiem, że nie zawali się tego co zrobić należy. Chociaż to też zależy od tego jak to jest istotne. W Twoim przypadku było to coś ważnego, praca magisterska.:)
Twój przypadek pokazuje też, że nigdy nie wiadomo kiedy zdobyte umiejętności się przydadzą. Życie jest zaskakujące. Lata upływają, człowiek potrafi się ocknąć na stanowisku, czy w sytuacji w jakiej nie przypuszczał, że się znajdzie.
Świetne motywy podałaś.
6.29.2010
@Jask, z tymi pracami przeszłymi, które wraz z nabywaniem umiejętności uznaje się za kompletny shit, to faktycznie jest obciach. Ja miałem nawet wyrzuty sumienia, że nie odłożyłem trochę zarobkowego startu w grafice i sprzedawałem buble. To nie było do końca uczciwe względem klienta. Z drugiej strony na początku robi się raczej za grosze i to było dla mnie jakimś tam usprawiedliwieniem, kiedy spoglądałem w lustro:)
6.29.2010
@Adam Było dokładnie tak jak napisałeś. Kilka lat bycia niewolnikiem korporacji uświadomiło mi, że to zupełnie nie moja działka i nie wyobrażam siebie w tym samym miejscu za 20 lat.
Chyba ta nieszczęsna praca mgr oraz szczera niechęć do pracy biurowej pchnęła mnie do tego, aby robić to co naprawdę lubię.
p.s. a magistra obroniłam, wprawdzie na 3, ale tak to już jest jak człowiek się rozprasza ważniejszymi sprawami
6.29.2010
Ja podobnie jak dayv, na początku, a było to w wieku 13-14 hehe myślałem, że jestem mega zajebisty : )
Chociaż to co dobrze wspominam to nie skupianie się wogóle na kasie. Czysty fun, realizacja niespełnionych pomysłów w projektach. Potem zaczęła się kasa, jakiś szum zawsze uderza do głowy i myśli się, że jest się super.
Wojny digartowe to była codzienność
Jednak po tylu latach to czego się nauczyłem to ten sam wniosek co dayv – nie napalać się na kasę, wyciągać jak najwięcej fun z projektowania, a kasa to dodatek który sam przyjdzie za efekty pracy.
6.29.2010
@RedKoala, ważne, że możesz się zajmować tym co lubisz:) Tylko tak można osiągnąć ten pierwiastek szczęścia. Dziś jest pochrzanione na tym rynku pracy. Nie wiem jaki procent ludzi pracuje w obranych sobie zawodach. Na onecie było ostatnio, że ludzie robią po 2 fakultety i potem siedzą na bezrobociu. Fakt faktem trzeba mieć wiele sił, żeby robić w życiu to co się chce:)
6.29.2010
@Dominik W., odnośnie tych wojen digartowych to trochę się temu przyglądałem. Mi za to nigdy nie udzielała się woda sodowa, bo realizacja projektu i towarzyszące temu boje, były dość wyczerpujące. Do tego stopnia, że człowiek się już z niczego nie cieszył. Dopiero po paru dniach wytchnienia, przychodziła myśl „wreszcie mam to za sobą”.
6.29.2010
Nie miałem czasu na czytanie, a co dopiero na komentowanie. Staram się śledzić mecze (co ciekawsze, nie wszystkie) no i pracy trochę.
O klientach nie wierzyłem, i się przejechałem. Bo wszystko, co czytałem, to prawda. Z dopisywaniem rzeczywistości i ignorowaniem wybiórczych faktów włącznie.
A sprzęt – póki praca jest komfortowa, nie czekasz godziny na otwarcie .psd, to jest dobrze. Wiadomo, że jak ktoś chce myśleć poważnie o pracy w grafice, to komputer za 800zł (monitor w komplecie) niewiele mu tu pomoże, ale umiejętności przede wszystkim. Może uważałem (i uważam, i będę uważał) tak, bo od małego interesuje się grafiką odręczną, i już w podstawówce jasnym było, że kredkami za 50zł, jakie miał kolega, nie da się przeskoczyć braku talentu (dziś pewnie jest na to jakaś dys-karteczka dla nauczyciela).
6.30.2010
@Tomek Buszewski, ja też śledzę mistrzostwa. Oglądam głównie te mecze, które są o 20:30. Widziałem prawie wszystkie.
Niedługo będzie wpis o problemach z klientami, o sytuacjach trudnych i sposobach znalezienia sposobu rozwiązania tych problemów. Mam nadzieję, że się udzielisz, podzielisz doświadczeniami, żeby nam wszystkim było lepiej.
Co do sprzętu, to masz racje. Musi działać jak trzeba, inaczej praca staje się koszmarem.
6.30.2010
Jak będę miał czas, to chętnie. O ile nudne spotkania, takie jak wczorajsza Hiszpania – Portugalia, nie dobiją mnie nudą, na spółkę z klientem z linijką przy monitorze i podejściem „chcemy być nową jakością w polskim necie, dlatego musimy jak najwięcej wzorować się na innych i odrzucać wszystkie pomysły prezentujące się inaczej, niż u konkurencji!”.
6.30.2010
@Tomek Buszewski, piłkę nożną uwielbiam. Ostatnie dwa mecze były cieniutkie, ale mistrzostwa mnie wessały. Normalnie brakuje mi tego, że teraz do piątku przerwa, bo co ja dzisiaj będę oglądać? Debatę?;) Vuvuzele, ich ryk to dźwięki najczęściej towarzyszące fanom piłki na całym świecie. W ostatnim okresie:)
6.30.2010
Ja jestem wymagającym kibicem, i większość spotkać „przeziewałem”. Ostatnim takim prawdziwym spektaklem była Anglia – Niemcy (mimo że jestem za Argentyną) z pamiętnym błędem. Swoją drogą, to czekam tylko, aż ktoś powie, że gdyby nie ten błąd, to wynik byłby 5-4 dla Anglii :/
Musisz jakiś wpis o MS rzucić, będzie można pogadać, bo tu trochę poza tematem
7.1.2010
@Tomek Buszewski, myślałem o wpisie dotyczącym MS, problem w tym, że bym musiał trochę grafiki w to wmieszać, a jakiegoś wielkiego boomu artworków zainspirowanych piłką nie zaobserwowałem. Raptem, kilka fajnych egzemplarzy na krzyż. Kilka lat temu, nie pamiętam przy jakiej to okazji było (może bez) był prawdziwy wysyp prac i żebym tylko pamiętał gdzie ja to mam i czy mam, to bym pokazał, bo w Google powtórnie doszukać się nie mogę:)
A jeśli chodzi o samą piłkę to co bym mógł napisać? Rooney, Ronaldo, Henry, Ribery nie pokazali niczego. Polski akcent mnie za to zachwycił. Mam na myśli pana Andrzeja „Bobo” Bobowskiego. Poza tym Messi, Villa, Ozil. Od kilku lat się zastanawiam, czy gdyby Klose i Podolski grali dla Polski, to czy by w reprezentacji faktycznie grali i jak by grali. Ile to by wniosło?
7.1.2010
Graficznie najlepiej wspominam 1998, fajna maskotka (teraz za maskotę robi wuwuzela) i duża jej obecność w Polsce, nawet na takich szklankach Nutelli
A ciekawe artworki były chyba w 2002 roku, głównie ze względu na egzotykę kulturową gospodarzy.
Mnie Messi niezbyt zachwyca teraz, bardziej Tevez, szczególnie po tej megagrubej bramce zza pola. Villa też niżej możliwości, jak i cała Hiszpania (no, Puyol daje radę, powiedzmy).
Ronaldo ostatnimi minutami „nie krytykujcie mnie, to wszystko tajemnicza kontuzja” przekreślił ostatnie grosze sympatii, jakie miałem dla niego od czasu gry w MU. Rooney słabiutko, w meczach więcej oglądałem sędziów liniowych niż jego :/
A Henry? Bez Zidane’a nie mam francuskiej piłki, nawet jeżeli nie w liczbach, to duchowo na pewno napędzał drużynę. Benzema to miał być taki „drugi Zizou”, ale chyba na „miał być” się skończyło.
Polska piłka? Nawet gdyby Podolski i Klose zostali w Polsce, i grali w reprezentacji, to i tak nie wiadomo, co by z nich było. Talent talentem, ale i tutaj, potrzebna jest ciężka praca i trenerzy potrafiący wydobyć z zawodnika wydajność, wbić go w rytm, ukierunkować. A takich brakuje Polsce od dawna.
7.4.2010
@Tomek Buszewski, dla mnie najważniejsze w życiu były MŚ Italia 90. Szczeniackie czasy. Piłka nożna była wtedy całym światem:) Mecz w tv, mecz za blokiem i tak w kółko:)
Fakt, Zidane był dla zespołu Francji bezcenny. Bez niego i godnych następców Francja nie gra.
Za to (co do polskiej piłki) ja nie wierzę w jakieś przemiany w trybach szkoleniowych itp. U nas wszystko jest takie ooo… w połowie prawda, w połowie fikcja. Jak te Orliki, powstała ich kupa i większość czasu są puste, bo dostać się na nie graniczy z cudem.
7.6.2010
Orliki? Przecież tam nie wolno wchodzić, trzeba grać na starym boisku. Przynajmniej u mnie. Ponoć mogą wchodzić tylko dzieci ze szkoły z nauczycielami.
7.6.2010
@Tomek Buszewski, Orliki są do dupy. Dlaczego niby nie mogę zebrać chłopaków z osiedla, aby zagrać mecz? Tylko dlatego, że jestem dziadem to nie mogę? Byłem raz przeczytać regulamin na płocie. I owszem. Pierwszeństwo mają szkoły, przy których osadzono boiska. Teraz są wakacje i lekcji WF’u nie ma. A z zasady miały być to również boiska pro-rodzinne. Ja rozumiem, że jak 12 chłopa, chce zagrać 6 na 6 na takim delikatnym podłożu to jest problem, bo zaorają zieleniznę. W regulaminie było napisane, że pierwszeństwo mają szkoły, potem te jakoś sformalizowane szkółki w ramach zajęć. W regulaminie jest jeszcze o odpowiednim obuwiu i o tym, że można się starać o zarezerwowanie boiska. Ale to fikcja.
Jak już jesteśmy przy Orlikach to był w tv kiedyś fajny materiał dotyczący szkoły, która takiego Orlika nie dostała. I zbudowali sobie (chyba) Sępika. Wyszło dużo, dużo taniej.