Zarabianie na zarabianiu
Grosz do grosza, ziarnko do ziarnka. Łatwo się mówi, ciężej realizuje. Nie jeden raz pewnie każdemu z Was udało się przespać szansę na dodatkowe parę złotych. W świecie projektowania będą to najprawdopodobniej wymienione poniżej. Nie są to możliwości na generowanie kokosów, ale często nam umykające szanse na procenty od…
1. Dola za konta hostingowe – ktoś kto tworzy dużo stron internetowych często w imieniu swoich klientów dokonuje zakupu miejsca na serwerze. Dobrze jest mieć sprawdzonego usługodawcę tego typu i „kasować z polecenia”. Średnio jest to 10-20% od kwoty, na którą dokonano zakupu.
2. Dola za konta stockowe – sam nie jeden raz zakładałem tego typu konta kolegom po fachu, którzy potem hojną ręką trwonili kupę pieniędzy między wirtualnymi półkami pełnymi zdjęć. Tu również da się uszczknąć coś dla siebie.
3. Dola za pośredniczenie – to, że nie oferujemy konkretnej usługi nie musi wcale oznaczać, że nie możemy na tym zarobić. Wystarczą stosowne znajomości, zaprzyjaźniona i zaufana firma, która świadczy tego typu usługi. Dla przykładu, wcale nie musimy oferować wizualizacji 3d. Jeśli takie usługi oferują nasi znajomi, warto ich polecić, samemu prowadząc np. zadania związane z prowadzeniem klienta i otrzymać za to stosowny procent od kwoty zlecenia.
4. Dola za polecenie – podobnie jak pracownik hipermarketu budowlanego, może mieć po cichu umowę z jakąś zaprzyjaźnioną firmą zajmującą się pracami wykończeniowymi, za polecenie usług, której będzie otrzymywał 20% kwoty zlecenia, tak i my możemy kasować za polecenie firm oferujących usługi jakich nie świadczymy.
5. Dola za sprzedaż wielokrotną – ładnych już parę publikacji wstecz pisaliśmy o dochodach pasywnych. Poza informacjami we wpisie zawartymi nie należy się też bać wykorzystania popularnych platform typu Allegro (jeśli o wielokrotną sprzedaż chodzi).
6. (Element dodatkowy) Kupowanie domen – warto czasem zaszaleć i dokonać zakupu wolnych, a powabnych i przewidywalnych domen. Inwestycja to niewielka, kłopotu z tym niewiele, a przy odrobinie szczęścia można na tym zarobić.
Podsumowanie
Ten zwięzły wpis obrazuje w takim samym stopniu szanse na dodatkowe parę złotych jak i możliwość ulatniania się pieniędzy między palcami. Nie są to kwoty duże, ale „grosz do grosza”. W dobrze zorganizowanym interesie zaangażowane są wszystkie możliwości na generowanie zarobku np. odpady z produkcji zwykło się złomować itp.
No related posts.




22 komentarzy
7.6.2010
Przy okazji pierwszych dwóch punktów miałem czego żałować. Nigdy nie ogarniałem tego całego syfu i nie starałem się proponować usług konkretnej firmy swoim klientom. Uważałem, że to dobrze, że nie naciągam ich i nie namawiam, by usidlić gdzieś i jeszcze na tym zarobić. To był mój błąd. Tak na to patrzę po latach, bo trzeba było tak robić.
Ze sprzedażą wielokrotną produktów jakoś sobie radzę. Domeny też zdarza mi się połykać. Co do usług pośredniczenia i z polecenia, to wiesz, myślałem o tym. Barierą było to, że miałem cykora poświadczać za kogoś kosztem swojej reputacji. Czyli jak widać problem tkwił w zaufaniu. Nie miałem zaufania do strony, którą bym polecał, ani pod względem tego, że dzieło wykona należycie (o ile wykona), ani pod względem tego czy mnie czasem nie oszuka i czy stosowną kwotę mi wypłaci i nie będzie kręcić i kombinować. Poza tym to kumple. Z kumplami pracuje się ciężko… może inaczej, ciężko się z nimi rozlicza. Tu w grę wchodzi szacunek i na szalę rzuca się koleżeństwo, czy przyjaźń. Nie jestem za tym, aby układy interesów mieszać z koleżeństwem. W przeciwnym wypadku bym się tym zajmował, bo już nie raz były szanse na zarobienie pieniędzy w ten oto sposób.
7.6.2010
@deryl, wiem, że poruszasz tutaj ważną kwestię związaną z męską dumą, szacunkiem w męskich kręgach itp. Nic jednak nie szkodzi spróbować. Jeśli kumpel jest fałszywy, to i tak to wypłynie i nie będziecie się poznawać na ulicy (choć nikomu tego nie życzę). Takie jest życie. Podejmując konkretną próbę jeden raz, tracisz tylko to, co wchodzi w grę w przypadku tego konkretnego zlecenia (choć wiem, że są sytuacje typu: koleś na tym wypłynie, a Ty zostaniesz na lodzie). Mówi się trudno, a prawda jest bolesna. Lecz lepsza prawda niż łudzenie się odnośnie kręgów w jakich się człowiek obraca:)
7.6.2010
Mało kto chce zapłacić „za polecenie” czy „przekazanie zlecenia”. Najwięcej to usłyszałem „dzięki”, a potem „ale okropny klient”
Więc różnie to bywa, ostatnio w ogóle nie polecam. Wolę nie słyszeć, że zsyłam komuś na głowę kurę, bo sam nie chce się paplać.
7.7.2010
Tak naprawdę najbardziej sensowny i bezstresowy wydaje mi się sposób nr.2 – zarabianie na stockach. Ludzie kupują fotki/grafiki, ty dostajesz z tego procent i w ogole się nie martwisz.
A najmniej trafny to konta hostingowe – dla mnie totalnie odpada. Jak coś stanie się z serwerem to będą dzwonić i mieć pretensje do mnie. Wolę zarobić te kilka zł mniej, ale mieć spokój
7.7.2010
@Tomek Buszewski, nakreśliłeś kolejny problem. Fakt, wiem o tym, że nawet gdyby ktoś dzięki nam zlecenie chwycił to będzie tak marudził ile to on się nacierpiał, żeby nam skorupkę rozmiękczyc, że szok. Takie to jest wszystko…niskie. Gdyby jednak się zdarzyło, że natrafisz na człowieka, za którego ręczysz i wiesz, że on Ci działkę odpali to czemu nie? Przecież i on ma zagwarantowaną robotę (a tego chce) i Ty masz parę złotych. Rozumiem o co Ci chodzi z tym „zsyłam komuś na głowę kury”, bo chcesz dobrze, a kumpel będzie miał do Ciebie żale w co to go nie wmieszałeś. Po takim czymś też drogi potrafią się rozejść. Myślę jednak, że jak ktoś działa na rynku to wie ile to się trzeba naużerać z klientami. Czy polecony, czy własny, co za różnica.
Głupie jest to wszystko w naszej branży. Czasem żałuję, że nie jestem sprzedawcą bluzek, albo kimś kto handluje. Tam jest prościej. Starczy trafić z towarem. A jak się ludzie „pultają”, to zawsze można im powiedzieć „ja w tym nie siedzę, ja tego nie robiłem, tylko sprzedaję”;)
Wielkie dzięki za liczne komentarze:) Serdecznie pozdrawiam
7.7.2010
@Bartosz Oczujda, zgadza się. Jeśli ma się układ z jakąś firmą hostingową i tam się osadza strony klientów, a coś się im sypnie to jest problem, bo klienci dzwonią do nas, a my nie wiemy o co chodzi. Myślę, że i tak zadzwonią do nas. Dla nich strona nie działa, my ją robiliśmy, więc nas będą ścigać w pierwszej kolejności.
Parę razy w życiu zdarzyło mi się, że serwer padł. 1 raz w życiu zdarzyło mi się coś jeszcze gorszego, bo firma znikła. Zawsze jednak się jakoś wybieliłem, bo to nie ja świadczyłem usługi utrzymania stron na serwerze tylko firma XYZ.
7.7.2010
Sprzedawca bluzek? On to dopiero ma. „Zbiegło się”, „kolor zszedł”, „napis zszedł”. Ludzie rozumują tak – on sprzedaje = on w tym siedzi i wie wszystko na wylot. W sumie tak powinno być, ale nie jest.
Osobiście nie znam nikogo, komu mógłbym coś teraz podrzucać/przekazywać. Te kilka osób, którym, no bądź co bądź, chciałem pomóc, bo słyszałem dość często że „nie ma pracy, nie ma zleceń, mam 20 lat i zrobiłem sobie dziecko, muszę je utrzymać, blablabla”, to odwdzięczyły się jak napisałem. Teraz nawet na ulicy „cześć” nie mówią.
Swoją drogą, ludzie w wieku 18 lat robią dzieci, żenią się pod presją rodziny, a potem narzekają, i za trzy, cztery lata dociera do nich, że zmarnowali życie na starcie. Może źle to widzę, ale 20-letni koleś latający na trzy zmiany do fabryki żeby nakarmić dziecko i żonę to chyba nie jest zbyt różowy scenariusz w dzisiejszych czasach. (ej, to nie jest temat wpisu, tak sobie tylko pozwoliłem na refleksję).
7.7.2010
@Tomek Buszewski, tutaj jest miejsce na refleksje, jak najbardziej. Lubie oglądać to wszystko od strony życiowej i uwielbiam szczere wypowiedzi. Nawet sobie nie wyobrażam tego, aby było inaczej, bo to by było dopiero drętwe. Wiem, że dużo się tu narzeka, no ale takie jest życie. Jak są złe doświadczenia, to poszukiwanie w nich na siłę dobrych stron nie ma sensu. Nawet jak się je znajdzie to to nie rozwiąże problemów, które kochają powracać, jeśli się nad nimi człowiek nie zastanowi.
Tak jak piszesz, fajnie jest komuś pomóc, ale różne są tego rezultaty. Czasem się zaszkodzi, czasem przez to się samemu ma potem przesrane, bo jest „ej, kogo Ty mi poleciłeś?!”, a samo dobro, coraz rzadziej powraca i mało kto wie co to wdzięczność.
Co do ludzi, którzy zaliczają wpadkę, to fakt nie jest to ciekawa perspektywa, choć ludzie wpadają od zawsze i zawsze wpadać będą. Praca w fabryce jest przykra nie tylko dla nich, ale dla wszystkich, nad którymi stoją ze stoperami. To wyjaławia, bo innej opcji nie ma, a stanem na koncie dostaje się w pysk. Co zrobić? Taki koleś chociaż próbuje ogarnąć sprawę i wydorośleć, szczęściarze mogą też liczyć na pomoc rodziców. Chociaż nie, Ci to wiedzą jak ratować swoje tyłki, by łyknąć karierki i jeszcze trochę pobyć lekkoduchami, bo przecież jest kasa by ciąży się pozbyć.
7.7.2010
„Dorastanie” już po fakcie to wylewanie wody z dziurawej łajby. Co z tego, że koleś pracuje, jak za osiem godzin harówki dostaje minimalną krajową? Nikogo w sklepie, czy banku nie interesuje, że jemu jest ciężko. A żyć trzeba, używać prądu, gazu, jeść. Poza tym, koleś w rok zrobił się przezroczysty, a to chyba nie z dobrobytu.
Użyłeś słowa „wpadka”, wiem że ono jest popularne, i używane w tym kontekście, ale osobiście uważam, że jest zdecydowanie zbyt mało wymowne. „Wpadka” to może być literówka w tekście, chlapnięcie czegoś niestosownego podczas rozmowy, ale nie zniszczenie sobie życia. Ale co ja mówię, niechby uważali :]
7.7.2010
@Tomek Buszewski, poruszyłeś trudny wątek. Oczywiście ja życzę wszystkim jak najlepiej, ale w życiu jest jak jest. Zawsze byłem zdania, że każda praca wymaga godziwej zapłaty. Są ludzie mniej zdolni, ale pracują jak wszyscy, płacą im grosze. To już sam system tworzy coś na kształt patologii niewolniczej. Koleś nie ma wyboru, musi przetrwać, to chwyta się tego co ma, żeby przeżyć. Inna sprawa, że płacą minimalną to nawet sobie człowiek nie strzeli w pysk, bo za mało jest banknotów i „plaskacz” nie pociągnie. Z takimi groszami to nie wiadomo co robić, co zapłacić, a czego nie itp. Ludzie wychodzą jednak z założenia, że lepsze coś niż nic. I to jest wielki problem. Płaca minimalna o obecnym kształcie jest dobra dla kogoś kto nie musi się fizycznie utrzymać, a zarabia na własne potrzeby (podręczniki, kino, płyty, gadżety). Poza tym uważam, że zarobki minimalne powinny być jakoś uzależnione od wieku, albo od stanu cywilnego, dzietności/bezdzietności. Tak na chłopski rozum, ta sama płaca minimalna dla studenta i faceta, który ma np. 35 lat, żonę i dziecko ma zupełnie inną wartość.
7.7.2010
Minimalną można rozmienić na złotówki i prać się ile wlezie.
Ciężko jest dać więcej niż płacę minimalną, jeżeli sam zakład ledwo ciągnie. To nie jest taka jednostronna sprawa, jak pokazuje telewizja. Poza tym, jeżeli Twoja praca polega na staniu osiem godzin i dokręcaniu śrubek, to to nie jest zbyt wymagające umysłowo.
Przyjęte jest, że ludzie mniej „bystrzy” idą do fizycznej, inni idą na studia, i tak dalej. I nikt nie patrzy na „koleje losu”, bo cwaniaków nie brakuje, i ludzie, gdyby przez ślub i dziecko można było mieć większy dochód, żeniliby się i rodzili dzieci na potęgę.
7.8.2010
@Tomek Buszewski, o rozmienieniu na drobne nie pomyślałem. Takie drobne w skarpetę, rozkręcić i bum;) A tak na poważnie to chodziło mi o to, że każdemu o te pliki się rozchodzi. Coś w tym jest (o czym piszesz). Jak było becikowe to stanowiło to jakąś zachętę do płodzenia (ponoć). Ehh, ciężko jest to wszystko jakoś sensownie i sprawiedliwie rozważać, bo z tego mogą się urodzić jakieś utopijne wizje:) Widzę, że masz mocne poglądy na wiele spraw. A to się ceni.
7.8.2010
a gdzie rozwiązanie odkładanie z każdej zarobionej kwoty 10% pieniędzy na jakieś fundusze etc. ew. programy takie jak Multiportfel Złoty Wiek w Skandii tudzież też fajna oferta [nawet nie wiem czy lepsza]. Nie dosyć, że zawsze jest coś na tzw. czarną godzine to jeszcze ładnie się zabezpieczamy na przyszłość – bo na emeryture to liczyć nie ma co
7.8.2010
Szczerze mówiąc, z moimi poglądami pasowałbym bardziej w domu seniora, między zgorzkniałymi cynikami
Becikowe to pamiętam, że pierwsze poszło z kieszeni mec. Giertycha, potem trochę się o to kotłowali, w końcu nie wiem na czym skończyło, bo nie mam dzieci.
Ogólnie wiesz, gdyby młodzi ludzie byli odpowiedzialni, nie mieliby problemów. Niestety, odpowiedzialność przypomina trochę poziomy doświadczenia w grach – zdobywane przez długie i żmudne praktyki. A wyjątki, takie jak ja, czy kilkoro moich znajomych, po prostu potwierdzają regułę.
Eh, koniec narzeka, idę rozbić na rowerze drugi łokieć!
7.9.2010
@dayv, o rezerwowaniu konkretnej kwoty od każdego zlecenia było parę wpisów wstecz: Dyskusja: Freelancer i wydatki. Oczywiście zgadzam się z Tobą w tej kwestii, że należy się zabezpieczyć pod opisanymi przez Ciebie względami. Jestem za. Ten akurat wpis potraktowałem wyłącznie o dodatkowych formach zarobkowania. Dzięki za komentarz. Pozdrawiam:)
7.9.2010
@Tomek Buszewski, i jak tam z łokciami? Całe?
Odpowiedzialność młodych to temat rzeka. Ja ogólnie podziwiam młodszych o 5-10 lat ludzi. Mają więcej wiary, działają szybko i bez kompleksów, jeśli idzie o interesy, zakładanie działalności itp. Wychowani są już typowo w realiach po przemianach ustroju. Inaczej patrzą na pieniądze i to wokół tych pieniędzy kręci się ich świat.
7.10.2010
Łokcie całe, zażartowałem tak, bo siostra rozregulowała hamulce, i jadąc z uczelni (z dość stromej górki) zaliczyłem dość mocne spotkanie z płotem. Głupi człowiek zapomniał, jaka to frajda pojeździć i porozbijać się na rowerze.
7.10.2010
@Tomek Buszewski, odnośnie rowerów. Zauważyłem, że kumple, którzy przesiedli się do samochodów przestali jeździć na rowerach. Z wygody i lenistwa.
7.10.2010
Ja wybrałem rower, bo jestem skąpy :] Serio, rower kosztuje tyle, co niewielka wizyta w serwisie samochodowym. Do tego nie potrzebuje paliwa, a jedynym środkiem konserwującym jest smar, i wymiana opon. Poza tym auto to większe niebezpieczeństwo dla Ciebie i innych – chwila nieuwagi i po Tobie. Na rowerze najwyżej sobie zedrzesz skórę z kolan (chyba że szalejesz gdzieś na skarpach) i stukniesz przechodnia kierownicą (jeżeli nie reagują na „z drogi do cholery, babo, głucha jesteś”).
Ale z drugiej strony, nie jeżdżę za miasto, a Sanok jest tak malutki, że rower wystarcza. Pewnie gdybym pracował w miejscu oddalonym od mojego mieszkania o 40km, to miałbym inne zdanie.
7.10.2010
@Tomek Buszewski, rower jest zdrowy, z rowerem jest mniej problemów i jest bezpieczniej;) Zgadzam się z Tobą. Generalnie nie przykładam większej uwagi do gromadzenia dóbr materialnych. Lubię tramwaje i pociągi. Lubię patrzeć na ludzi. Kiedyś lubiłem w takim tramwaju poczytać książkę, czy posłuchać muzyki. A jak się dużo siedziało przed komputerem w domu, w odosobnieniu, to tym bardziej ciągnęło mnie do ludzi. Jedną z szans bycia między ludźmi była komunikacja miejska:)
7.11.2010
Mnie do ludzi nie ciągnie wcale, ale komunikację miejską lubię – ma wiele zalet. W ogólnym rozliczeniu wychodzi taniej niż samochód, jest bezpieczniejsza (statystycznie), ima szeroki zasięg. Ludzie w środku to właśnie jej największy minus
7.11.2010
@Tomek Buszewski, a ja lubię obserwować ludzi, rozgryzać ich;) To taki mój konik. Nie żebym był wścibski, patrzył po ciuchach, czy butach. To nie o to chodzi. Zwyczajnie, lubię patrzeć i słuchać jakie ludzie mają durne tematy do rozmów…