Klienci Cię patroszą?
Poniżej przedstawiamy kilka najczęstszych problemów z klientami. Liczymy też na to, że podzielicie się swoimi doświadczeniami i rozwiązaniami na owe okoliczności i sprawy oraz na to, że poszerzycie je o swoje typy i napiszecie jak z takich sytuacji wychodzicie.
Zaliczka – brać, czy nie brać?
Ile to ja razy słyszałem: „słuchaj, miałem klienta z polecenia, współpraca układała się dobrze. Wykupiłem dla gościa serwer, domenę, klient po poprawkach zaakceptował grafikę. Przekazałem projekt programiście. Ten zrobił swoją robotę. Wszystko wrzuciliśmy na serwer i…klient przestał się odzywać. Nie skutkowały maile i telefony. Zostałem z długami. Serwerem, domeną i koniecznością uregulowania należnej programiście kwoty”.
I co z tym fantem zrobić? Korzystnie jest na pewnym etapie zażądać zaliczki. W jakimś stopniu zabezpiecza to nasze interesy. Klient również podchodzi wtedy do sprawy inaczej, bo przecież dał nam część należnej kwoty. Ważne by zbudować atmosferę wzajemnego zaufania.
I naczelna zasada potwierdzająca fakt, że nie powinno się pracować za worek ryżu, gdyż jeśli mamy styczność z takimi praktykami ze strony klienta faktycznie nie będziemy dochodzić należności. Zwyczajnie się to nie opłaca.
Telefony, telefony
Wśród klientów są natrętne kwiatki. Potrafią dzwonić bez poszanowania, rozumu i kultury. W godzinach, że nie wiesz czy to kur zapiał czy telefon dzwoni. Zwykli też dzwonić po pracy, głęboko gdzieś wieczorem. A tak być nie powinno. Ehh, kiedyś firma nie była wiarygodną, jeśli nie miała w kontakcie telefonu stacjonarnego. Czasy się jednak zmieniły. Tomek Buszewski i wielu innych projektantów nie podają swojego prywatnego numeru telefonu. Warto pokusić się o firmową komórkę, którą odbieramy od konkretnej godziny do konkretnej, warto też używać telefonu stacjonarnego z automatyczną sekretarką.
Wielu użytkowników nie podzielało mojej opinii odnośnie prowadzenia „rozmów” o poprawkach i innych uzgodnień poprzez pocztę elektroniczną. Będę się jednak przy takim rozwiązaniu upierać. Ludzie są zalatani, a słowa wypowiadane w słuchawkę, są „jak splunął”. Lepiej jest mieć fizyczny ślad i dowód ustaleń w postaci listu. Inaczej klient wszystkiego się wyprze „ja takiego czegoś nie mówiłem”. I co mu wtedy można zrobić?
Obwarowania w umowie
Coraz popularniejszym zabiegiem z jakim wychodzą do nas klienci jest np. zapis, że za każdy dzień spóźnienia w realizacji zlecenia odejmuje się od należnej nam kwoty 10% wartości. Wszystko spoko, ale jeśli warunki działają w obie strony.
Kombinatorka klientów nie zna granic. Zakładając, że do końca tygodnia masz umieścić coś na serwerze, a klient odwleka poprawki. Dzwonisz, mailujesz, a on nie ma czasu. I najprawdopodobniej idealnie wstrzeli się z wytycznymi dokładnie wtedy, kiedy nawet stając na głowie nie wyrobisz się na czas.
Należy więc pamiętać, że umowa to ustalenia warunków obu stron. Co jest wielkim bólem w przypadku współpracy na linii freelancera z przedsiębiorcą, gdzie to przedsiębiorca zwykł narzucać korzystne sobie warunki, a wolny strzelec ma tylko taką umowę przeczytać i ją przyjąć, jeśli chce zarobić.
Ważne jest to byśmy notowali wszystkie problemy jakie spotykają nas podczas przygody z projektowaniem i kontaktach z klientami. Ewentualność powielania się problemów powinna zostać zabezpieczona przez odpowiednie paragrafy, dlatego warto zapłacić za fachową pomoc prawną.
PPPP, czyli Poprawka Poprawkę Poprawką Pogania
Na blogu misza pojawił się swego czasu sensowny wątek dotyczący tego, by akceptować tylko jedną listę poprawek. I to jest rozwiązanie fair play. Inaczej projekty mają realną szansę ciągnąć się całymi miesiącami, a wszystko zamiast się wyklarować, bardziej się wtedy rozsypuje.
Klientom się też tu nie spieszy. Nie mają czasu spojrzeć dziś, nie mają czasu jutro. I zmuszeni jesteśmy to zrozumieć. Potem jednak, a tak często bywa, nagle klientowi zaczyna się spieszyć, przystępuje do skomasowanych ataków i snuje pretensje. Oczekuje należytego traktowania, wręcz wyłączności. Ta wyłączność i ten priorytet jednak kosztuje. Każdy ma kalendarz i obowiązki. Więc najsensowniej jest umówić się na jedną listę poprawek i… no właśnie, to nie zostało dogadane. Jak wycenić kolejne poprawki w przypadku, gdy klient chce czegoś jeszcze? O ile podnieść stawkę? Jak postępujecie w tej materii?
Problem polega na tym, że bardzo ciężko jest na sztywno określić sensowne kwoty każdej dodatkowej poprawki. Jeśli zgodzimy się np. na 24 godzinny system pracy, pracę w święta i dni wolne od pracy to teoretycznie powinniśmy dostać 200% dniówki, pytanie tylko, co ma stanowić jej podstawę? Ceny zazwyczaj ustalane są indywidualnie. Wielkim ryzykiem jest to by było inaczej, bo to pułapka. Poprawki mogą być przecież banalne, ale może się okazać, że oznaczają one zmianę kierunku, niszczą efekt +30% naszego dotychczasowego nakładu pracy, wymagają zaangażowania większej liczby osób itp.
Klient projekt odrzucił, wykonał go ktoś inny. Problem w tym, że jest łudząco podobny do naszej koncepcji
Prawdziwa zmora tych, którzy mają markę, skutkiem czego się cenią. Klienci są przebiegli. Bazując na wstępnym wykonie dojrzałego i topowego projektanta, potrafią oddać projekt komuś kto ma za zadanie wykonać coś w tym typie za parę groszy. Nawet nie warto wspomnieć jakie to jest świństwo względem tego co ma się dziełem zainspirować, (o faktycznym autorze już nie wspomnę).
Co z tym fantem zrobić? Jeśli to tylko możliwe warto jest posiadać potwierdzenie notarialne praw autorskich.
Problem z egzekwowaniem należności
Tu na tapetę wraca wątek wyceny. Ciężko jest się sądzić o coś, co nam się kompletnie nie opłaca. Dlatego należy sumiennie wyceniać swoją pracę. Cytując Tomka Buszewskiego należy brać też pod uwagę, że „sądy to nie budki z kebabem”.
Jak zapatrujecie się na system 20-50-30 w przypadku, gdy od początku do końca realizujemy projekt www i 40-60 w przypadku projektu logo, projektu do druku itp.?
Już tłumaczę o co chodzi. Robimy stronę internetową, tuż po podpisaniu umowy, klient wypłaca nam 20% należności. 50% dostajemy po zatwierdzeniu poprawek graficznych i ostatnią część należnej nam kwoty otrzymujemy po finalizacji zlecenia. Oczywiście można się indywidualnie dogadać co do procentowych wysokości wpłat przypadających na poszczególne etapy. Dlaczego należna kwota wpływa w 3 ratach? Dlatego, że projekt witryny to zazwyczaj proces bardziej długotrwały niż projekt logo, czy folderu. Jeśli w jakimś wypadku jest inaczej, to można umówić się podobnie jak w opisanym przypadku.
Wiem, wiem, lepiej jest najpierw coś skończyć i potem dostać większą sumę niż otrzymywać jej skrawki, które mają szansę się szybciej rozlecieć, ale w drugiej strony podzielenie kwoty na mniejsze części choć w części zabezpiecza zapłatę za czas poświęcony na realizację poszczególnych etapów zlecenia. Zleceniodawca, też mniej dotkliwie odczuwa faktyczną sumę poczynionych wydatków.
W przypadku klientów lokalnych, tych z którymi widzimy się oko w oko, można też pokusić się o pieczątki i podpisy pod: wytycznymi, wydrukami projektów (nawet w przypadku www, warto by klient podbił i podpisał, że akceptuje taki wygląd strony głównej i podstron).
Podsumowanie
Do kontaktów z klientami nie używamy prywatnej komórki. Dbamy o to, aby umowa była ustaleniami obu stron. Akceptujemy jedną listę poprawek, a te wytyczne przyjmujemy wyłącznie za pośrednictwem poczty e-mail. Budujemy trwałe ślady współpracy, na wypadek gdyby klient okazał się nieuczciwy, czy też pod względem płatności, czy pod względem wynajęcia tańszego kopisty naszego dzieła. Umawiamy się na wypłatę pieniędzy w kilku ratach.




28 komentarzy
7.18.2010
Jak zwykle bardzo dobra lektura. Myślę, że wszystkim nam byłoby łatwiej gdybyśmy się szanowali i traktowali jak równy z równym. Mówię o relacji klient-wykonawca.
Dobre podsumowanie.
7.18.2010
Dzięki za cytat i wzmiankę :*
Zgadzam się z większością tu wypisanych rzeczy (jedna lista poprawek FTW!, sam stosuję i od tamtej pory kasuję za projekty więcej :>), ale płatność w ratach niezbyt mi się widzi. Większość klientów po prostu nie będzie chętna do zabawy w wysyłanie forsy co dwa dni.
7.18.2010
@deryl, szacunek to słowo klucz. Różni są ludzie i klienci. Wszystkich nas powinien połączyć wspólny cel. Klient powinien być zaangażowany w projekt. Jeśli daje nam odczuć, że wszystko robi z łaski, jeśli nas olewa i projekt też, to i nam opadają ręce. Podobnie było w szkole. Jak nauczyciel sobie zlewał, to i znajdowało to odzwierciedlenie wśród uczniów. Jak wykładowca potrafił zainteresować, to i wyniki się miało lepsze.
7.18.2010
Święta prawda z tymi telefonami, klientom czasami się wydaję że mają nas na wyłączność. Co z tego że jest weekend, a my jesteśmy właśnie u cioci na imeninach.
Dobry pomysł z jedną listą poprawek, chyba muszę wcielić plan w życie
7.18.2010
Ilość poprawek na pewno się przyda. Zawsze starałem się ograniczać to ale „klient nasz pan” i robiłem nie raz po 3-5 poprawek (tak jak ostatnio). Na szczęście problemów z telefonami nie miałem
Zawsze w odpowiedzi na e-mail’e itp klientów od razu mówię: „Wymagam 30% zaliczki, resztę po wykonaniu zlecenia”. Jeśli ktoś już na tym etapie kombinuje to daje sobie spokój. Albo ktoś chce ze mną współpracować albo nie
Prosta sprawa
Pozdrawiam
7.19.2010
Sprawdzony w 90% przypadków system.
1. Klient dzwoni, mailuje i od razu pyta się o cenę.
2. Wysyłam 2 załączniki PDF
– a) zestaw pytań (następna notka na blogu)
b) warunki współpracy.
3. Klient po przeczytaniu jednego i drugiego albo już daje sobie spokój ze współpracą ze mną, albo odpowiada mi ładnie na pytania i zgadza się na warunki.
4. Po odesłaniu przez niego odpowiedzi, wyceniam projekt.
5. Nie otwieram photoshopa nawet na 2 minuty, jeśli wcześniej nie będę miał podpisanej umowy na biurku.
6. Umowa oprócz standardowych rzeczy typu aneks ze specyfikacją zawiera kary umowne działające w 2 strony: minus do wypłaty za moje spóźnienie i plus do wypłaty za spóźnienie klienta.
Realia tego są takie, ze większość klientów po dostaniu ode mnie warunków współpracy nie odpisuje więcej na maile. Dzięki temu nie mam jeszcze siwych włosów na głowie.
Realnie po podpisaniu umowy i tak męczą o poprawki, tłumaczą się ze spóźnień z wysłaniem poprawek, próbują odbijać piłeczkę na drugą stronę. Ale umowa jest i koniec końców zazwyczaj współpraca kończy się dobrze.
Taki kwiatek na koniec: „skoro limit poprawek się skończył, proszę nam przesłać pliki PSD/AI to my sobie poprawimy….” NIGDY, przenigdy tego nie róbcie! Trzeba zawrzeć w umowie, że tych rzeczy przed zakończeniem projektu nie dajemy. Najlepiej nigdy, chyba, że się mocno upierają, to można dać PSD, ale wtedy nasz podpis znika z dołu i za to dodatkowo płacą.
7.19.2010
@RedKoala, z telefonem to trzeba uważać, bo klienci potrafią człowieka zajechać. Na początku zrobiłem błąd, podawałem swój prywatny numer, a potem nie miałem spokoju. Wcale nie musi być tak, że ma się tysiące klientów. Starczy kilku, a nawet jeden nawiedzony, który potrafi wygenerować 10 połączeń w ciągu godziny. Ludzie nie mają wyobraźni i kultury. Dzwonią jak mają chwilę, a podczas tej chwili my możemy robić zakupy, być na wspomnianym przez Ciebie wypadzie.
Byłaś ostatnio na wyjeździe (imprezie) mogłaś mieć zlecenie, robota mogła być ogarnięta na tyle, że mogłaś sobie pozwolić na to by wyskoczyć za miasto. A co by było gdyby wtedy klient zacząć dzwonić, naglić Cię, gdyby chciał plików, raportów odnośnie tego co robisz, bo się chwilowo nie odzywasz? Nie wiem, czy istnieje konieczność tłumaczenia się z tego co robisz, gdzie jesteś i dlaczego? A często ludzie o tym zapominają, że nie jesteśmy ich własnością, pracownikami. Rozliczamy się z działań o danym czasie. I to wszystko.
7.19.2010
@Cestro, tak jak wspomniałeś zaliczka to punkt, który potrafi nam wiele powiedzieć na temat klienta. Czy gotów jest nam zaufać, czy zdolny jest do tego, aby płacić?
Jedna lista poprawek to świetny sposób na to by nie rozmieniać zlecenia na drobne. Nim na więcej poprawek pozwalamy klientowi, bez jakiś konsekwencji finansowych, tym nam się klient bardziej może rozbrykać. Wskakuje na głowę, bo wyczuł, że ma nas w garści.
7.19.2010
@jask, dzięki za obszerną wypowiedź. A co robisz w przypadku, gdy klient nalega na kolejne poprawki? W jaki sposób je wyceniasz, według jakich kryteriów, jakich stawek?
7.19.2010
Myślę że nie ma co demonizować klientów. Wiadomo że zdarzają się rożne przypadki ale nie ma co popadać w paranoje. Klient, też człowiek.
Mnie osobiście nigdy nie zdarzyło się aby ktoś nie zapłacił, albo przeciągał w nieskończoność. Wiadomo, że czasem zdarzają się jakieś stresowe sytuacje, ale wszystko jest do rozwiązania. Może po prostu mam szczęście
Ale z drugiej strony, przypomina mi się niedawna sytuacja w której bardzo luksusowy hotel z centrum bardzo dużego miasta nie chciał wypłacić koledze pieniędzy za wykonane i zaakceptowane zlecenie. Chłopak nie wziął zaliczki, sam pokrył koszty druku. Kwota opiewa na kilkadziesiąt tyś zł, sprawa chyba jest w sądzie…
7.19.2010
@Bartosz Oczujda, chodzi tylko o to, żeby odpowiednio zabezpieczyć swoje interesy od strony formalnej. Kiedy przychodzi nam mieć styczność z sytuacją trudną człowiek dostaje kręćka. Nie wie co się dzieje, po co, dlaczego klient nie odpowiada na maile i telefony. Rodzą się pytania i domysły.
Wspomniałeś o sytuacji kolegi. Zwracając uwagę na sumkę jaką mu klient zalega, ma on podstawy do tego, aby dochodzić należności drogą sądową, bo jest o co walczyć, jest to w jakimś stopniu opłacalne, choć swoje trwa i do przyjemnych nie należy.
7.19.2010
Oczywiście, zabezpieczyć się trzeba. Umowa i zaliczka to podstawa.
7.19.2010
Myślę, że w jednym z kolejnych tematów warto pokusić się o przedstawienie wzoru umowy, wymienić się poglądami na temat kolejnych jej składowych, wspólnymi siłami ją dopracować, poszerzyć o istotne kwestie. Przecież wymieniając się tego typu doświadczeniami nie odbieramy sobie klientów, a tylko oszczędzamy sobie nerwów.
7.19.2010
@deryl – wzór umowy to dobry pomysł, najlepiej byłoby zrobić jakąś sondę najpierw, co uważamy że powinno być w umowie (żeby nie wyszła z niej powieść), i ten, no, napisać i dać userom
7.19.2010
@Tomek Buszewski @deryl, coraz trudniejsze zadania mi dajecie;) Zgodzę się z tym, że warto dać jakiś porządny wzór tego typu pod ocenę i uzupełnienie. Oczywiście z możliwością pobrania takiej umowy. Z góry mówię, że ta moja umowa dziury posiada i trzeba ją załatać. Postaram się nad tym posiedzieć i oddać do publicznych oględzin. Potem się ją przedyskutuje, ulepszy i odda.
7.20.2010
Dopłaty za niekończące się poprawki mimo wszystko występują rzadko, to bardziej taki straszak na zapędy klientów. Jeśli już, to obliczam sobie czas jaki spędziłem przy projekcie, wychodzi stawka godzinowa i wiem mniej więcej ile zajmie mi ta albo inna poprawka. Jeśli to jest jakaś drobna rzecz to są grosze, ale jeśli klient chciałby całkiem nowy projekt, to pewnie cena razy 2. Chociaż jeszcze mi się coś takiego nie zdarzyło. Tak jak pisałem wcześniej, mam głównie stałych klientów i czasami nawet warto coś wyrzucić do kosza i zrobić od początku z własnej woli, bo to procentuje na przyszłość. Nie zawsze efekt końcowy pokrywa się z założeniami działów. Oni też często wkładają w to mnóstwo pracy i niekiedy miesiącami się przygotowują do briefu. Oczywiście jeśli poprawki są logiczne i sam się zaskakuję, że tak nie zrobiłem to nie wyskakuje z żadnymi dopłatami.
7.21.2010
@Tomek Buszewski @deryl właśnie miałam agitować o to samo: czyli wzór umowy.
Myślę, że jeżeli każdy doda swoje trzy gorsze może wyjść z tego całkiem fajna i rzeczowa sprawa. Sama myślę o sporych zmianach w mojej, właśnie dzięki ostatnim artykułom na Warstwach.
@Adam Damy radę
7.21.2010
@RedKoala, jeśli mi pomożecie to jasne, że damy radę:) Tak jak się zdeklarowałem, postaram się sklecić jakieś paragrafy uwzględniające poruszane tu przez Was problemy. Potem wspólnymi siłami się to dopracuje i rozpowszechni.
7.21.2010
Piszę, bo przypomniał mi się jeszcze jeden dość istotny problem odnośnie współpracy z klientem.
Chodzi mi o to, że klienci potrafią wydzwaniać i oczekują darmowego supportu, usuwania awarii tylko dlatego, że to my jesteśmy wykonawcami dzieła i mimo tego, że umowa została wypełniona.
To potrafi być koszmarne. Bywa przecież tak, że dobrnęliśmy do końca trudnej współpracy i zwyczajnie nie chcemy mieć już z danym człowiekiem styczności.
A ten dzwoni, za tydzień, pół roku, za rok, dwa lata i oczekuje pomocy. Oczywiście za free. Po takim czasie człowiek potrafi nie pamiętać co było przedmiotem zlecenia, a co dopiero domyślać się co klient napsocił itd.
Zdarzały Wam się takie przypadki? Jak sobie z tym radziliście?
Jeśli nie to polecam dokładnie przedyskutować daną kwestię z klientem już na etapie współpracy.
7.21.2010
@deryl, ja miałem takie przypadki. Problem w tym, że mimo tego, że wyraźnie zaznaczasz klientowi, że w tej i tej cenie nie otrzymuje on supportu, albo otrzymuje rok bezpłatnej opieki (coś w rodzaju gwarancji), to on i tak do Ciebie zadzwoni (nawet za 3 lata), bo nie ma gdzie zadzwonić. A potem jest już tak jak piszesz. Oczekuje gotowości, pomocy, za free, już po starej znajomości.
7.21.2010
tx Adam za wspomnienie
co do wzorcowej umowy jestem skłonny usiąść i razem to stworzyć, podzielić się też moimi § wypracowanymi przez lata
7.21.2010
@deryl jeśli oczekuje rady to nie widzę problemu w pomocy (szczególnie że zadowoleni klienci generują nowe zlecenia wracając albo polecając), jeśli pracy – to po prostu rzucam to będzie oscylowało w granicach X zł
7.21.2010
@misz, na podstawie tego jakie problemy zgłaszali użytkownicy przygotowałem sobie na kartce (na chwilę) obecną 12 paragrafów. Jak to doprowadzę do stanu nadającego się do pokazania to opublikuje w celu dalszych poprawek.
Myślę, że wszyscy by byli zadowoleni, jeśli włączysz się w dyskusję, jak już coś w tym temacie opublikuję. To będzie cenne doświadczenie, bo wiem, że radzisz sobie z tym sprawnie. A tu chodzi o to, żebyśmy wszyscy mieli mniej nerwów związanych z tym, że klienci robią z nami co chcą.
7.21.2010
odezwij sie na skype misz000 od razu dam ci kilka uwag do punktow ktore sobie anpisales.
7.25.2010
Jak do tej pory korzystam z jednego telefonu – służbowo i prywatnie i nie czuję się zbytnio tym obciążony. Mam takiego jednego stałego klienta, który się w dzwonieniu nie ograniczał – porozmawiałem z nim, zrozumiał mnie i dalej współpracujemy.
Na mojej stronie przez pewien czas miałem wpisane: „preferuję kontakt via e-mail”, i myślę, że to działało, bo poniżej był podany mój numer telefonu, a telefon nie dzwonił aż tak często.
Inna sprawa, że nie mając konieczności stale szukania nowych zleceń, po prostu wybieram sobie klientów, którzy mi odpowiadają. Ostatnio odrzuciłem dość atrakcyjną finansowo ofertę, bo klient od samego początku chciał pokazać, że rządzi nie tylko swoimi pieniędzmi, ale także mną. Minęły dwa tygodnie i wrócił, ale już na zupełnie innych zasadach,
I jeszcze odnośnie telefonu: gdy już dzwoni, to jeśli mogę, to staram się odebrać jak najszybciej – nawet po pierwszym sygnale. Nawet, gdy potem mówię, że teraz nie mogę rozmawiać i że oddzwonię za kilka godzin. Odnoszę wrażenie, że klienci czują się wtedy spokojnie, nabierają do mnie zaufania, że zawsze jestem pod ręką.
I chyba dlatego jeszcze nigdy nikt mi nie zarzucił, że nie odebrałem jego telefonu w godzinach wieczornych – a staram się wieczorem takich telefonów już teraz nie odbierać.
7.25.2010
@Jacek Kucharski, dobrze że wspomniałeś o próbach rządzenia Tobą. Wbrew pozorom to dość powszechna sprawa. A nikt nie ma prawa zarządzać naszym czasem i rozkładać naszych planów.
Co do telefonów, czytałem gdzieś o przypadku polskiego grafika, którego zagraniczny klient zaczął do niego wydzwaniać tyle, że na tego grafika koszt. Ja nie jestem za odbieraniem telefonu w porach tzw. ciszy nocnej. Celowo jestem za posiadaniem tel. służbowego, gdyż brzydzę się natarczywością, która nie daje wytchnąć. Oddzielam życie prywatne od zawodowego. Używając jednego telefonu bylem zmuszony go wyłączać dla klientów, tym samym i dla wszystkich.
Nie jestem za przyjmowaniem wytycznych podczas rozmów telefonicznych. To też zamierzam uwzględnić w umowie, której wzór chcemy z użytkownikami dopracować i oddać społeczności.
7.26.2010
Mam propozycję – wrzuciłem na Google Docs wzór umowy, który wykorzystuję na co dzień. Zapraszam wszystkich do wspólnego edytowania, aby stworzyć idealną umowę. Wzór dostępny jest tutaj meh blog.
7.28.2010
@Michał Piechota, bardzo fajnie masz zbudowane portfolio. Spodobało mi się parę elementów znajdujących się z prawej strony. Myślę, że będzie szansa o tym wspomnieć w jakimś poście.
Co do samej umowy, to nie wiem czy ktoś się do Ciebie odezwał. Dzięki jednak za to, że wyszedłeś z inicjatywą. Miałem ostatnio problemy z dostępem do sieci, ale na dniach zapoznam się z Twoją wersją umowy, muszę też przepisać swoje nowe wypociny, coś się skleci.