Logo – uroda pewnych liter
Jestem fetyszystą nazw, na które składają się literki korpulentne, w których jest dużo brzuszków, ale bardzo mało ogonków. Cały też fetysz polega na tym, aby wszystkie litery będąc małymi, były tego samego wzrostu, ewentualnie aby nazwy posiadały jeden ogonek wybijający się nad pozostałe litery, albo wystający pod pozostałymi „robaczkami” na początku, bądź na końcu wyrazu, a najkorzystniej po środku, jeśli tylko nie ma sloganu.
Konieczność wznoszenia wielkich liter
Nie lubię za to konieczności uciekania się do tworzenia logo składającego się tylko z wielkich liter, gdy jest to jedyną drogą (i ograniczeniem jednocześnie), by napis w końcu zaczął mi „siedzieć”.
Ciężar doboru fonta
Są takie nazwy, co nie dość, że ładnie dźwięczą, to pięknie wyglądają (prawie) niezależnie od tego jakim fontem zostaną wypisane. Z dwojga złego lepiej jest mieć dylemat związany z trudami wyboru właściwego kroju mając ich zbyt wiele do wyboru, niż problem polegający na wielogodzinnych poszukiwaniach czcionki, która wydobędzie z nazwy grację (i jakoś człowiek obronną ręką wybrnie).
Partie z ĘĄ. Nie przepadam za polskimi znakami, nie lubię też długich (w tym składających się z 2 członów) nazw
Wolę zaprojektować logo pacanovo, sugus, osman, niż łożyska, taczki, wkrętaki, albo dzicy ulicznicy. Słabiej się widzę podczas tworzenia napisu jedwabniki, przyczepy, sztucery, czy Brzęczyszczykiewiczowie. Więcej czasu zostanie mi na dopieszczenie sygnetu, jeśli nazwą będą: niom, ziom, misy, czub, czy znowuż.
Jestem wielkim fanem liter: a, c, e, i, m, n, o, u, r, s, u, w, x, z (i tak jeszcze „w” bym wywalił).
Co z resztą alfabetu? Korzystniej jest zrobić qp niż kupę.
Powiązane artykuły:




8 komentarzy
9.3.2010
Bardzo wymowne „korzystniej jest zrobić qp niż kupę”. Fajnie napisane, jak zwykle. Fajnie, że uciekasz od języka warsztatowego i piszesz dla zwykłych śmiertelników.
9.3.2010
Niskie i brzuchate łatwiej jest też „ułożyć”. Biorąc pod lupę „cocoa” – żadna z liter nie zrobi Ci na złość i nie będzie wystawała ponad stan, w momencie gdy Ty myślisz jak ją wcisnąć na długopis firmowy. Natomiast w przeciwieństwie do poczciwego kakao – nazwa Łożyska & Wkrętareczki S.A zrobi wszystko, żeby się na wspomnianym długopisie nie zmieścić i uciec z pola widzenia. Jak dołożymy do tego znaczek, który działa w pionie to otrzymamy idealny przepis na koszmary senne osób, które z taką nutą „finezji” muszą cokolwiek zrobić.
Ale czy to nie jest tak, że wolimy „fajne” nazwy – tak jak prawnik woli zajmować się niewinnymi? Oczywiście żartuję, znam smak projektowania dla typograficznych potworów. Mam swoje preferencje, ale w chwili obecnej muszę je czasami chować do kieszeni. Cóż, do życia potrzebuję czegoś więcej niż powietrza i ziemniaków – mam też kilka wyrafinowanych potrzeb typu dobra kawa czy wypad do kina od czasu do czasu.
Z drugiej strony patrzę czasami na magików zajmujących się stricte logo/logotypami i zastanawiam się, czy moje marudzenie nie jest przypadkiem kwestią trochę słabszego warsztatu. Bo czy magicy dostają tylko fajne znaczki do zrobienia? No nie…;-)
9.3.2010
A ja czasem odnoszę wrażenie, że dostaję kiepskie zestawienia liter w nazwach
Nigdy mi te literki nie leżą!
9.3.2010
@daiquiri, ja tutaj trochę wspominam o chodzeniu na łatwiznę. W rzeczywistości nie ma jednak lekko i trzeba się swoje namęczyć. Patrząc ogółem na projekty, to łatwa kasa, szybkie działanie dotyczy projektu jednego na sto;)
Warsztat się przydaje, ale już na oko widać co dobrze osiądzie, a z czym będzie wielki problem. Są takie przypadki, w których karzą upychać za dużo treści, np.: „Auto – Moto Jan Kowalski, Sprzedaż, serwis, używane i nowe”. No trochę to ciężko jakoś sensownie upchnąć, żeby nie zatkać.
We wpisie chodziło mi też o to, aby wymyślać proste, krótkie, dźwięczne nazwy. Same logo to jedno, ono może być świetne, ale jak nazwa będzie ciężka do zapamiętania to będzie kłopot.
9.3.2010
@HelloKate, bo czasem tak faktycznie jest.:) Sam nie cierpię nadmiernej gimnastyki związanej z cięciem, gięciem, piruetami fontów. Wychodzę z założenia, że logo musi być proste.
9.3.2010
@deryl, bo mi nie zależy na tym, żeby pisać teksty warsztatowe. Piszę po swojemu, życiowo i dla wszystkich. Chodzi mi o to, żeby przeciętny obywatel uświadomił sobie jak to wszystko może wyglądać. Podobnie było z wpisem dotyczącym kolorów opakowań. Chodziło mi o to, żeby ktoś zastanowił się nad tym, dlaczego coś pakuje się w taki, a nie w inny kolor opakowania.
9.3.2010
@Adam
Jasne, ale zwykle „wymyślanie” nazwy to coś więcej niż układ liter i brzmienie. Fakt, faktem praca z wdzięczną nazwą pozwala nam też na trochę więcej. Niektóre litery lub ich połączenia aż się proszą o zrobienie z nimi czegoś ekstra. Niestety spora część np. odświeżanych znaczków czy logotypów jest jaka jest. Trudno, żeby zmieniać słabą ale znaną w branży nazwę.
O pomstę do nieba wołają natomiast nowocześni „byznesmeni”, którzy nazwę własnej firmy traktują po macoszemu. Żona się nazywa Barbara? To firma będzie barbarex! Dla takiego geniuszu nie ma znaczenia, że owa firma zajmuje się utylizacją starych skarpet.
Od jakiegoś czasu staram się nie narzekać. Ograniczam do minimum na marudzenie na branżę klienta, nazwę firmy i tym podobne pierdółki. Nie chcę się podświadomie ograniczać i nastawiać na „będzie trudno”. Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Zatem Barbareksy, Stanisławeksy, Moto Kowalsky & synowie – czekam na Was
.
9.3.2010
@daiquiri, „Barbarex” kojarzy mi się z połączeniem Barbary z psem;) Oczywiście bardzo ważne jest to, aby nazwa krążyła wokoło branży, przedmiotu działalności, podobnie jak domena w internecie. Kurcze, no widzisz, a ja sobie nie mogę strzelić na końca nazwiska „y”. Byłbym Kowalsky, Malinowsky, to by było lekko, a tak?;) Kowalsky & Syn, miodzio:)