Umowa lojalnościowa, czyli kaganiec
Może w branży webowej lojalka nie jest czymś pospolitym, czymś co podsuwa się nam pod nosy, czymś co dość często równa się z utratą zatrudnienia. Za to kumplom robiącym wizualizacje 3d już się takie „to to” pod nosy coraz częściej próbuje rzucać. „A wszystko to, bo Ciebie kocham”?
BY JOLA BYŁA LOJALNA
O lojalce króciutko. (Najczęściej) masz zakaz wykonywania podobnego, bądź pokrywającego się ze stanowiskiem zawodu jeszcze sporo czasu po tym jak zakończysz współpracę ze swoją firmą. Sytuacja w sam raz, by wypaść z obiegu.
Jeszcze większą bezczelnością jest proponowanie lojalki w momencie, kiedy faktycznie nie jest się pracownikiem wewnątrz firmy, a co jedyne przyjmuje się od niej zlecenia jako freelancer, lub firma. Zleceniodawcy próbują zawrzeć taką umowę, abyśmy pracowali dla nich na wyłączność, czyli mamy czekać na zlecenie, a możemy czekać rok, a nawet więcej i niczego w tym zawodzie dla nikogo innego nie możemy robić, ani w okresie współpracy, ani przez np. okres roku po jej zakończeniu. Absurd.
JAK TO JEST Z TĄ LOJALKĄ?
Z jednej strony należy pracodawcę zrozumieć. Tym bardziej, jeśli zainwestował w pracownika, przez co rozumiem np. posłanie go na szereg kosztownych szkoleń. Pracodawca usprawiedliwiony jest także, jeśli istnieją jakieś przesłanki i faktyczne szanse na to, że pracownik może wynieść jakieś bardzo ważne dla firmy dane.
JAK TO Z TĄ LOJALKĄ NIE JEST?
Najczęściej jednak jest tak, że tych danych pracownik i tak wyprowadzić nie może, szkolenia to fikcja, a umowa lojalnościowa służy temu, żeby pracownika uwiązać do stołka na siłę i ze strachu, bo nikogo się z takimi umiejętnościami nie ściągnie, albo nikt na dane stanowisko za taką wypłatę nie przyjdzie.
A już na pewno nikt nie jest mi w stanie wmówić, że lojalką w pysk rzuca się wtedy, kiedy chce się pracownika zwolnić, ale nie wie się jak o tym biedaczkowi malutkiemu powiedzieć.
Na koniec
Tradycyjnie moje pytanie do Was. Czy ktoś Wam kiedyś proponował umowę tego typu? Podpisywaliście taką umowę? Jakie kwiatuszki zawierała?
fot.
flickr.com/photos/damongarrett/2171069871/
Powiązane artykuły:




46 komentarzy
9.27.2010
Mi kiedyś proponowano podpisanie takiej umowy. Stało się to w momencie kiedy firma radziła sobie średnio. Atmosfera pęczniała, coś wisiało w powietrzu. Wcześniej prosperowaliśmy świetnie, trochę sodowa uderzyła właścicielom do głowy. Zaznaczam, że nie była to firma świadcząca usługi na rzecz internetu i druku.
W każdym razie takiej umowy nie podpisałem. Posypały się zwolnienia.
W niektórych firmach (nie skupiając się wąsko na projektowaniu webowym) tylko ogólnie rzucają takie lojalki np. spawaczom. Wysłali ich na szkolenia, uprawnienia, koszt takich szkoleń to ok. 8-10 tys. zł od łebka (tak gadali). Było to akurat w okresie gdy był boom na Wyspach na pracowników z Polski. A taki np. spawacz miał wszystkie papiery jakich potrzebował, żeby sobie śmignąć i zarabiać więcej. Dlatego pracodawcy im to blokowali, żeby nie wyjeżdżali. A jeśli chcieli się zwolnic, to z tego co słyszałem mieli zapis, że zwrócą koszt szkoleń.
9.27.2010
hmmm…. umowy tego typu nie miałem przyjemności ani wystawiać, ani podpisywać – choć od pewnego czasu jedna z firm współpracująca ze mną „przebąkuje” coś takiego. Całe szczęście akurat wprzypadku wspomnianej firmy to ja jestem stroną która dyktuje warunki więc myślę że nie musze się o to martwić. Jesli jednak zostanę postawiony w takiej sytuacji będę musiał zrezygnować ze współpracy.
Oczywiście lojalka lojalce nierówna i należy podejść do każdej z takich prób indywidualnie oceniając realność tych obiecywanych kursów, szkoleń i inwestycji firmy w Ciebie, ale w większości przypadków zgadzam się z Tobą… jest to tylko i wyłącznie bardzo krótka smycz i kaganiec dla pracownika.
9.27.2010
Ja osobiście nigdy nie musiałam podpisywać lojalki. Przyjaciel mi opowiadał, jak zatrudniał się w dużej firmie na Wyspach to w umowie miał zapis, że każdy kod, nawet taki, który popełni po godzinach pracy będzie należał do firmy. Że był naprawdę dobrym programistą, to w takiej formie nie podpisał.
9.27.2010
A ja podpisywałem, lecz zawsze zmieniałem treść … w ostatnim przypadku zgodziłem się na zastrzeżenie co do konkretnej branży do 1 roku po zakończeniu współpracy.
Niedawno przedstawiono mi inną wersję umowy już z 3 letnim okresem … i się rozstaliśmy. Roszczeniowe podejście do pracownika jakoś mi nie podchodziło.
Co do innych lojalek – na miejscu pracownika lub podwykonawcy zamiast ogólników kazałbym zapisać po prostu zakaz konkurencji co do klientów danej firmy (żeby nie podkupywać – o co chyba chodzi w lojalkach).
Trzeba też stanąć po stronie pracodawcy – wielu prawników nie jest uczciwych i za plecami dogaduje się z klientami że wykona im jakieś prace za ułamek tego co firma – ja uważam że takie działania są naganne i rozumiem że pracodawca dając dostęp swojego do klienta oczekuje lojalności a papier ma być tego gwarantem. Swoją droga wielu pracodawców/zleceniodawców to cwaniaki próbujący wycyckać i swoich klientów i pracowników/zleceniobiorców.
9.27.2010
Ja już podpisywałem takie umowy, ale oczywiście wstawiałem wszelkie własne obostrzenia polegające na tym, że nikt mi nie będzie bronił wykorzystywać mojej wiedzy niezależnie od tego jak bardzo klient się czuje pępkiem świata, ergo liczy się zachowanie w tajemnicy i nieujawnianie samego rdzenia i pomysłu, ale przecież nikt nie będzie chciał „patentować” obsługi sesji po stronie serwera, bo bym od razu kogoś takiego wyśmiał. ;]
9.27.2010
a to nie jest tak, że lojalka może iść tylko razem z umową o pracę, a bez jest nieważna?
9.27.2010
Ja podpisałem taką umowę z jedną firmą, która wiedziała, że będzie ze mną współpracować przez dłuższy czas. Współpraca zakończyła się po roku. Lojalka była na zasadzie takiej jak mówi misz, chodziło tylko o to by na boku nie podbierać klientów firmy i nie próbować na własną rękę wykorzystywać pomysły, jakie dla nich realizowałem.
9.28.2010
Kiedyś pracodawca próbował mi coś takiego podsunąć podstępem, dobrze, że przeczytałem. Zakaz dotykania photoshopa poza godzinami pracy i 2 lata po rozwiązaniu stosunku pracy w celach zarobkowych. Absurd. Nawet nie wiem czy w ogóle to jest zgodne z prawem. Jak zapytałem dla żartu czy illustratora mogę odpalić, to się przestraszył i powiedział, że to też trzeba dopisać. Ubaw niesamowity. Oczywiście ta karteczka poszła do niszczarki. Ogólnie bardzo mu przeszkadzało, że biorę projekty do domu po godzinach. Jakieś pierdółki wtedy robiłem, ulotki dla pizzerii i tym podobne. Usłyszałem tekst: „jesteś moim pracownikiem, nie uważasz, że powinieneś się z tych zleceń rozliczać ze mną?”. Rozstaliśmy się.
9.28.2010
Spotkałem się z umowa, która zabraniała jakichkolwiek prac zarobkowych poza stosunkiem pracy z pracodawca. Brak możliwości realizowania jakichkolwiek projektów po godzinach (bo kod jest własnością pracodawcy), itp. Czyli nawet nie można było makulatury sprzedać, czy nawet iść babci zakupów przynieść ze sklepu i w ramach podziękowania piątaka włożyć do kieszenie.
Zresztą bądźmy poważni, jeżeli firma nie oferuje ambitnych projektów, szkoleń to w jaki sposób pracownik ma się rozwijać? Jedynie siedząc w domu po godzinach i dłubiąc swoje pierdółki może się czegoś nowego nauczyć.
A tak na marginesie, to samo prawo pracy mówi o zakazie konkurencji.
9.28.2010
@arik, różnie to bywa. Na 100% nie musisz tego dostać do podpisania jednocześnie. Najpierw możesz sobie pracować w firmie, mieć umowę na czas np. 3 lat, a w trakcie umowy próbują takie coś wcisnąć. A jeśli chodziło Ci o freelancera, to ja bazuję na przykładach z życia. I tam było tak, że oni faktycznie chcieli chłopaków ściągnąć do firmy na etat, ale oni się nie godzili. Mieli zlecenia z różnych źródeł, terminy i to też się pewnej firmie nie podobało, bo chcieli być traktowani priorytetowo. Powiem tylko, że wszystko krążyło wokoło architektury i budownictwa, więc firma projektowa nie mogła sobie pozwolić na tyły, grymasy…wiadomo jaka tam jest kasa i jakie kary. Więc, kombinowali jak mogli, żeby mieć chłopaków na własność.
9.28.2010
@Damian, no to w sumie jeszcze nie była ta umowa taką straszną. I widzisz Tobie zaproponowali lojalkę na okres współpracy, więc potem mogłeś robić co chcesz, dalej pracować w zawodzie. No, a to że nadal byś nie mógł rozgadywać i sprzedawać patentów tamtej firmy, to w zasadzie bez lojalki nie powinno się tego robić. Ważne, że mogłeś wykonywać zawód. To jest podstawa.
9.28.2010
@jask, też nie jestem pewny tego, czy jest to zgodne z prawem. Jak się jednak takie coś podpisze to to obowiązuje i ciężej pewnie dochodzić swoich praw, unieważnić coś takiego. Zobacz, na dwa lata chcieli Cie wyciąć z zawodu. To kupa czasu. Co w tym okresie robić? Iść na budowę, rozdawać ulotki, sprzedawać w sklepie? To kompletnie może zmienić ścieżkę rozwoju zawodowego.
Czyli co, przychodzili do Was klienci i były podszepty, czy chcesz zrobić fuchę po godzinach? Tak, że pracodawca o tym wiedział, słyszał rozmowy? Może jak to przechodziło przez jego biuro to i miał tam delikatne prawo zamarudzić. Gdyby jednak o niczym nie wiedział, a jeszcze lepiej gdyby to byli Twoi klienci z zewnątrz to co mu do tego? Jeden po robocie zmienia pieluchy, a inny sobie odpala Photoshopa i dorabia, jak ma szansę, siłę itd.
9.28.2010
@FairFaX, pamiętam jak ktoś zajmował się BHP w dużym zakładzie i też miał zakaz robienia czegoś na własną rękę w tym temacie. Jednak po zwolnieniu się z pracy otworzył sklep z gaśnicami itp. W zasadzie nie powinien, po przecież całą siatkę klientów miał dzięki temu, że nałapał ich przez wiele lat pracy w tej firmie. Z samego przykładu wynika, że trochę to świńskie, chociaż z drugiej strony, tamta firma nie produkowała, ani nie handlowała tego typu artykułami przeciwpożarowymi.
O przypadku jaki nakreśliłeś słyszałem. I tutaj to nie do końca rozumiem, czemu to ma służyć? Takie blokowanie działań mających przynieść dodatkowy zarobek, tym bardziej gdy ma on pochodzić z kompletnie innej dziedziny. Nie uwierzę w to, że pracodawca obawia się o to, że mu pracownik potem wypoczęty nie przyjdzie. Pewnie to strach przed tym, żeby gdzieś nie zarobił lepiej i się nie zwolnił.
Trochę to cyrk, bo ja rozumiem, że jakaś gwiazda filmowa może mieć w kontrakcie, że na okres zdjęć nie może chodzić do fryzjera, ale co kogo obchodzi, co Ty robisz po robocie i za ile, tym bardziej, jeśli nie są to działania konkurencyjne?
9.28.2010
@Tomasz Kowalczyk, jak ktoś ma możliwość ustalić warunki takiej umowy to jest pół biedy. Umowę zawierają dwie strony. Jak jest silny nacisk to to jednak może wypadać kiepsko. W zasadzie idę założyć internet i dostaję umowę pod pysk i ile się muszę nawojować, aby zmienić pewien zapis, albo dodać swój?
W przypadku roboty jest jeszcze na szyi ta pętla. „Jak nie podpiszę to jestem na wylocie, a na rynku pracy akurat krucho”. Czasem ludzie podpisują takie coś, bo się trzęsą o przyszłość. Zależy z kim się rozmawia i czy da się rozmawiać. Nie z wszystkimi się da.
Wiesz, gdybyście kodowali jakiś serwis tajemnicę, który ma szansę stać się hitem na skalę Twittera, czy FB, gdyby to była absolutna nowość, ambitny plan, to oczywista rzecz jasna pewnie i bez takich umów by się nie obyło. W innych przypadkach, bardziej przyziemnych, tradycyjnych, starczy zwykła umowa o pracę, która zawiera takie zastrzeżenia.
9.28.2010
@Helena, i to jest właśnie to, czego nie uznaję za sprawiedliwe. I pewnie w tym przypadku również chodziło pracodawcy o to, że ma pod dachem świetnego speca i boi się o to, żeby nikt go nie podkupił. Wyobrażam sobie, że kolega musiał być i tak dobrze opłacany. Niemniej jednak zabranianie mu działań na własną rękę z wykorzystaniem zewnętrznych kontaktów klienckich nie jest tak do końca fair.
9.28.2010
@MF, myślę, że taka lojalka nie powinna obowiązywać po tym jak rozstaniemy się z pracodawcą. Nie mam przez to na myśli, że teraz możemy wykorzystywać kontakty nawiązane w firmie, pomysły, patenty, otwierać klona tej firmy. Nie powinno być jednak zakazu wykonywania zawodu, z czysto życiowych powodów.
9.28.2010
To byli moi stali klienci, z którymi zacząłem współpracę na długo przed rozpoczęciem pracy w tej firmie. Nigdy żaden nie przyszedł do biura ani nigdy nic dla nich nie robiłem w godzinach pracy. Nigdy nie było sytuacji, w której klient firmowy umawiał się ze mną za plecami żeby było taniej. Po prostu szef myślał, że kupił mnie i moje kontakty. I tu się grubo pomylił, bo po kilku nieludzkich akcjach dostał ode mnie wypowiedzenie.
9.28.2010
@misz, aż 3 lata bez Photoshopa?!!! Kurcze, a czemu nikt nie bierze pod uwagę tego co potem. Gdybyś po 3 takich latach miał problem ze znalezieniem pracy w zawodzie przez to właśnie, że nie mogłeś rozwijać sieci klientów, czynnie pracować w zawodzie. Za to nie ma komu beknąć. I to jest kompletna ułomność takiej umowy. Gdyby zrobić zapis, że jeżeli ktoś po tym okresie przedstawi udokumentowane starania o pozyskanie pracy w zawodzie i przez okres 3 miesięcy tej pracy nie znalazł to osoba, z którą zawarł taką umowę musi mu wypłacić odszkodowanie, np. 20000 zł +. Byłoby prawie po problemie. Tyle tylko, że i tu prawo by było liche, naginane, kombinatorka by wchodziła w grę.
No właśnie na to wychodzi, że pracodawcy boją się o podkupowanie pracownika. Tylko to powinni rozwiązywać inaczej, podejmując się konkurencji cenowej, płacąc premię, śmiało mówiąc mu, że jest wielką wartością dla firmy, a nie policzkując go jakimś świstkiem.
9.28.2010
@deryl, wiesz pół biedy, jeśli ktoś zmieni zawód, bo taka lojalka go zablokuje i wyjdzie na tym lepiej niż do tej pory, po czym nawet nie będzie się nosić z planami powrotu do pracy w danym zawodzie. Gorzej jak będziesz ledwo co zipać przez ten okres „przestoju” odliczając dni do końca. Wtedy jest się ofiarą tej umowy. A co to dopiero, gdy wcale nie dostanie się pracy, bo ktoś miał wiele lat doświadczenia w ściśle sprecyzowanym zawodzie, a rynek pracy leży.
9.28.2010
A co gdy ma się zakaz wykonywania zawodu po skończeniu umowy, a robiło się rzeczy do druku, dla weba, od wizytówek poprzez całe identyfikacje, kończywszy na portalach? Co gdy do tego dochodziła jeszcze fotografia reklamowa, panoramy 360? Gdy pracownik zaczął się bawić 3d studio, After Effect? He? Zakaz dotykania urządzeń elektronicznych i do łopaty? Bo takie widzimisię pracodawcy. Absurd! Może firma transportowa zakaże prowadzić samochód przez 3 lata po zakończeniu umowy. Takie lojalki to kpina.
9.28.2010
@jask, no to nie rozumiem Twojego szefa. Może po cichu cykał się o to, że odejdziesz. Tylko o takich sprawach trzeba rozmawiać wprost, a nie snując pretensje. Moim zdaniem nie miał prawa się mieszać, a chciał żebyś go dorabiał.
No właśnie przez komentarze przewija się wątek o tym, że zakaz pracy w zawodzie to absurd. Rzecz, która może Ci wyciąć 2-3 lata z życiorysu i nikogo to nie obchodzi. Mówi się „nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”, a jednak w takim przypadku śmiem w to powiedzonko wątpić. Dlatego, że Twoje interesy nie są w żaden sposób zabezpieczone, może nie znajdziesz pracy wcale, a mógłbyś być aktywny zawodowo, bo masz kontakty, propozycje. Nikt się jednak o Ciebie nie martwi. Pójdziesz do Urzędu to Ci powiedzą „po co Pan coś takiego podpisał”.
9.28.2010
(nie czytałem komentów, więc komentarz wyłącznie do artykułu).
Raz w życiu ktoś proponował mi umowę lojalnościową (6 m-cy) jako integralną całość umowy-zlecenie (w sensie „podpisuj albo spadaj”). Nie zgodziłem się, i nie pracowaliśmy ze sobą wcale. Najśmieszniejsze było to, że kwota zlecenia to był jakiś 1000zł z niewielkim hakiem, a temat to proste cięcie.
Kolesie (trzech ich dzwoniło) tłumaczyli się, że chcą mnie na wyłączność, bo będzie „więcej pracy”. W takim wypadku odpowiadam wprost – chcesz wyłączności, ustalmy miesięczne wynagrodzenie. Mam trzy miesiące siedzieć spocony i czekać, aż dostane dwa zlecenia, których kwota starczy akurat na rachunki? Nyga plz.
Lojalnościówki mają sens w dużych firmach, gdzie ryzyko wyniesienia czegoś jest realne, a szkolenia trwają długo, są drogie, i przydatne. W przypadku freelancerów to po prostu szukanie sobie pajaca na zawołanie.
9.28.2010
Lojalki świetne podsumował Tomek Buszewski. Tylko wtedy mają sens. Raz mi zaproponowano (60 dni, miało niby być tyle roboty), zaproponowałem dopisanie fragmentu o zabezpieczeniu w postaci gwarantowanej kwoty średniej dochodów z ostatnich trzech miesięcy (circa 6000 złotych) w przypadku braku zleceń na określoną sumę. Szybciutko pałka zmiękła.
@misz – Oczywiście, po jednej i po drugiej stronie są osoby uczciwe alternatywnie. Ale nie popadajmy w paranoję.
@Adam Majchrzak – Pamiętaj, subskrypcja komentarzy do danego posta via email
9.29.2010
ot misz powiedział chyba wsjo … co do lojalek – miałem pod nos podsuwane tylko takie, że do momentu odpalenia projektu cichosza
no to takie ok
innej bym za nic nie podpisał, bo jak dla mnie to głupota lekka …
9.29.2010
Nigdy nikt mi nie „zaproponował” podpisania lojalki, ale uważam ze te na kilka miesięcy/lat to porażka. Zdecydowałabym się tylko jeśli miałabym czarno na białym w umowie jakie korzyści (oprócz pracy i pensji) otrzymam i duże kary za niewywiązanie się z tych obietnic. Ale podpisywanie czegoś takiego „bo szef chce mnie mieć na wyłączność” to samobójstwo zawodowe.
9.29.2010
Owszem, miałem takie cudo z 3 razy przedstawiane, ale za każdym razem odmawiałem (raz po licznych zmianach podpisałem wersje „lite” – bardzo duża agencja sieciowa). Ten mój „bunt” nigdy czymś złym dla mnie nie skutkował, a nawet wręcz przeciwnie bywałem bardziej doceniany – toteż nie warto się godzić na wszystko co nam każą
9.30.2010
@Tomek Buszewski, w przypadku freelancerów podpisywanie takiego czegoś to kompletna paranoja. Kto takie coś podpisze ten sam sobie zrobi wielką krzywdę. Na etacie jest pół biedy, bo tam masz przecież wypłatę. A w przypadku freelancera może to być tylko myk, żeby Cię z rynku wykluczyć.
Jest dokładnie jak piszesz, to jest „szukanie pajaców”. Naobiecują góry zleceń, ale nie dadzą Ci tego na papierze. Dadzą Ci za to lojalkę, którą sobie zaszkodzisz.
9.30.2010
@Andrzej, no i słusznie zaproponowałeś. Ważne, żebyśmy pamiętali o tym, że umową to warunki obu stron. Oczywiście łatwo mówić, każdy o tym wie, a sytuacje w życiu są tak różne, różne są naciski itp.
Co do subskrypcji, to fakt, zapomniałem (znowu), tzn. była, ale się stało. Podłączę, podłączę.:)
9.30.2010
@dayv, taki układ o jakim napisałeś jest super. To zrozumiałe, że musi być cisza do momentu odpalenia projektu. Ja to miałem w normalnych umowach zapisane. Nie mogłem pokazywać prac, rozmawiać o nich itp.
9.30.2010
@DorotaM, zdecydowanie może być to samobójstwem zawodowym. Wiesz, co innego jak masz podpisaną umowę o pracę na 4 lata, masz takie stanowisko na którym zarabiasz 250 tys. zł miesięcznie. To wtedy jest inna rozmowa, bo sobie spokojnie wyżyjesz, jeśli rzucą Ci lojalkę zakazującą wykonywanie zawodu po wygaśnięciu umowy o pracę, a zatrudnienia nie znajdziesz.
9.30.2010
@Biter, rynek pracy się dynamicznie zmienia. Coraz więcej młodej krwi szefuje i te relacje, oraz poziom kultury zawodowej jest wyższy. To są pozytywy. Na Twoim przykładzie, widać że warto się cenić, wyrażać własne zdanie. To poczucie własnej wartości jest ważne. Kto wie czy nie kluczowe w takich sytuacjach.
9.30.2010
Ja mam podpisaną umowę lojalnościową, która jest nieograniczona czasowo. Nie ma w niej mowy, że nie wolno mi dotykać photoshopa po godzinach pracy, ani zapisu że nie moge wykonywać swojego zawodu po zwolnieniu się z tej firmy. Jest za to zapis który mówi, że nie mogę rozpowszechniać danych klientów (serwerów ftp, danych kontaktowych) i zabrania korzystania z oprogramowania firmowego dla celów prywatnych.
Oczywiście za złamanie warunków umowy jest przewidziana kara pieniężna. Taka lojalka jest dla mnie zupełnie zdrowa. Nikt nie zabrania mi robienia tego samego jako freelancer, a jedyne co zabezpiecza to wyciek firmowych informacji na zewnątrz.
9.30.2010
@Kamil, no to masz podpisaną umowę, która jest bardzo życiowa. Warunki masz super. Dzięki temu widać, że współpracujesz z ludźmi, którzy nie sieją paranoi. Ta umowa określa to czym jest lojalność. Świetnie.
9.30.2010
@Kamil. taka umowa jest dobra, chociaż szczerze mówiąc, bardziej jako zabezpieczenie, niż żeby faktycznie potrzebna. Wątpię, żeby ktoś uczciwy chciał rozpuszczać dane kontaktowe, czy hasła klientów.
10.1.2010
nie wiem czy wypada ale po komentarzach pozwoliłem się wtrącić i rozwiązać paru osobom problem na swoim blogu:
http://misz.net/index.php/2010/10/zakaz-konkurencji-lojalnosc-oplacona/
może komuś się przyda
10.1.2010
Zakaz konkurencji, lojalki: http://misz.net/index.php/2010/10/zakaz-konkurencji-lojalnosc-oplacona/
Polecam wpis Michała „misza” na temat lojalek.
10.6.2010
Warto może przypomnieć, że umowa lojalnościowa lub zapisy lojalnościowe w umowie o pracę obowiązują tylko wtedy, gdy pracodawca/kontrahent wypłaca nie mniej niż 25% honorarium za każdy miesiąc obowiązywania lojalki.
Gdy nie ma wpłat, lojalka przestaje obowiązywać.
Więc nie jest tak źle.
Trzeba też uczciwie przyznać, że zdarza się taki scenariusz:
–
Delikwent zatrudnia się w firmie X i pracuje tam uczciwie przez kilka miesięcy.
Potem zwalnia się, po odejściu zakłada swoją firmę i przypadkowo zupełnie ma w szufladzie teczkę z kompletem namiarów na wszystkich klientów (i osoby decyzyjne/kontaktowe z tych firm) po czym rozpoczyna kampanię reklamową wykorzystując oczywiście projekty wykonane jeszcze dla pracodawcy.
–
W przypadku tej samej branży, okres karencji jest niezbędny, by strony mogły zabiezpieczyć swoje interesy. By np poinformować klientów, że pan X już nie pracuje a jego obowiązki przejął pan Y, etc.
10.8.2010
@christobal, bardzo rozsądnie brzmi to co napisałeś. Temat nie jest prosty, bo prawo to jedno, a życie dopisuje swoje scenariusze. Klienci np. ulegają przyzwyczajeniom. Grafik, który opuścił firmę wykonywał wcześniej prace, z których klient był zadowolony. Czasem to klient chce namiary na tego właśnie grafika, którego w firmie już nie ma. No, ale to już jest dalsza historia.
2.17.2011
Mój szef miał kiedyś w pierwszej pracy taki pomysł na umowę lojalnościową gdy rozpoczynaliśmy współpracę, ale szybko zrezygnował gdy dowiedział się że potem będzie musiał płacić normalne wynagrodzenie za to że siedziałbym przez x czasu w domu. Biedaczysko pewnie myslało że będę po zakończeniu współpracy grzebał po śmietnikach lub w jakimś markecie na kasie i to mnie zniechęci do odejścia. :p
2.17.2011
Dodam że w podpisałem tylko papierek że w czasie współpracy nie będę podkradał pracodawcy klientów co nawet by mi do głowy nie przyszło bo jeśli już coś robiłem samodzielnie to tylko dla samodzielnie zdobytych klientów lub dużo częściej z polecenia.
2.19.2011
@Czarek1986, zdecydowałem się na poruszenie tego tematu, bo umowy lojalnościowe podkłada się przeważnie z zaskoczenia. Chociaż nie są one jeszcze chlebem powszednim, to myślę, że będą się stawać czymś bardziej powszechnym. Problem w tym, że nie każdy może wiedzieć o takiej umowie, o tym co w jej ramach jest przyzwoitością, a co nie.
Dlatego dobrze, że Ty i inni użytkownicy podzieliliście się swoimi opiniami na ten temat.
6.11.2011
Ja mam problem podobnego typu:
mianowicie zakaz podbierania klientow i wspolpracy z nimi po zerwaniu umowy z agencja.
Problem w tym ze nie napisano ile czasu mam taki zakaz ?
6.28.2011
@ma, odszukaj wpis Michała na misz.net, tam było to chyba dobrze wyjaśnione.
9.1.2011
A powiedzcie mi Panowie jak się ma lojalka dana do podpisania 2 tygodnie przed końcem umowy o prace ,która to nie zostaje przedłużona?a o czym nie było nawet mowy w trakcie podpisywania jak i wcześniej ;plany sprzedażowe na kwartał i do końca roku -praca w handlu-
Pozdrawiam
9.7.2011
@Michał, o to jest już świństwo. Wcześniej nieuważnie przeczytałem Twój komentarz i myślałem, że podali Ci lojalkę w momencie przedłużenia umowy. To bez sensu. Ja bym tego nie podpisywał. Branża nie ma tu znaczenia. Szkoda, że nie rozwinąłeś tematu co do tego jakie wymogi postawili.
Polecam odnalezienie w komentarzach linka do wpisu Misza, który rozwija ten temat.
4.2.2012
Ja mam taką sytuację. Praca w biurze tłumaczeń zakończona w lutym – pracownik biurowy. Lojalka wygląda tak że po zakończeniu pracy z tą firmą nie mogę pracować w tej branży ani pokrewnej przez trzy lata gdyż grozi mi kara 100 000 zł. (nie wiem skąd wytrzasnęli akurat taką kwotę?????).dodam że to były comiesięczne umowy zlecenie.gdzieś słyszałam że można pozwać pracodawcę aby skrócił lojalkę bądź całkowicie wycofał albo płacił po odejściu pracownika połowę z wypłaty do końca lojalki. nie wiem czy to prawda więc jeśli ktoś się zna to proszę o info. z góry dzięki