Jak darmowe projekty wyglądają w CV?
Często doradza się nam, byśmy darmowe realizacje zamieszczali w CV. A te tęgie głowy, specjaliści od doradzania komuś, nie zwracają uwagi na to, że poza zaklejeniem ewentualnych dziur w ścieżce kariery, od strony życiowej na to patrząc, nie spełniają one znaczącej roli, nie ma wyraźnych plusów takiego postępowania. Mało tego, nawet jeśli potencjalny pracodawca zwróci na to uwagę, to wcale nie musi odebrać tego pozytywnie, tylko wręcz przeciwnie.
Projekty wykonane za darmo, to realizacje rzadko dokumentowane, albo wcale, tak jak to jest z projektami zrealizowanymi dla siebie. Darmowe projekty w konfrontacji z PUP, mogą nam przysporzyć więcej problemów, niż korzyści, gdyż stanowią podstawę do tego, by sądzić, że są pracami wykonanymi „na czarno”, za pieniądze.
Kiedy warto zaryzykować i wpisać darmowy projekt w CV?
Osobiście od zawsze miałem opory odnośnie pokazywania prac wykonanych za free. Trochę to głupie, wolontariat pchać w CV. Sam brzydzę się tego, jak osoby publiczne przed kamerami pchają datki w puszki na zbożne cele, a teraz sam mam się moją dobrodusznością chwalić i robić z tego interes?
Kiedy przełamać się warto?
- Kiedy nie mamy doświadczenia zawodowego, nasze CV jest puste.
- Kiedy projekt jest świetny, wtedy warto wrzucić go w CV i do galerii.
- Kiedy projekt dotyczył czegoś z czym się mocno identyfikujemy.
- Kiedy projekt to nasza inicjatywa, nasz serwis.
W jaki sposób pracodawca może odebrać darmowe realizacje zamieszczone w CV?
Jeśli walczymy o etat, a mamy pewien dorobek, to darmowe realizacje stanowią tylko wycinek całości naszych doświadczeń.
Brak doświadczenia w realizowaniu projektów komercyjnych (płatnych), też nie musi nas przekreślać w walce o etat, a już na pewno niesie to tu z sobą mniejsze ryzyko (to odnotowanie darmowych realizacji w CV), niż w przypadku pozyskiwania klienta, w momencie, gdy walczymy o zlecenie w charakterze freelancera.
Popatrzmy. Pracodawca oferujący etat, z naszego CV, na które składają się prace za darmo może wywnioskować, że człowiek przejawia motywację, szuka rozwiązań, jego zapał nie gaśnie, chce się rozwijać, walczy.
Gorzej na tym gruncie wypada freelancer. Tu potencjalny zleceniodawca, laik może pomyśleć o kandydacie, że ma niskie umiejętności skoro nie potrafił znaleźć zleceń, zatrudnienia. Jest człowiekiem naiwnym, daje się wykorzystywać, więc można go kształtować, urobić, widać że jest uległy, gotowy do poświęceń, więc jak mu się nie zapłaci to nic się nie stanie.
Klasyka?
fot.
flickr.com/photos/27620885@N02/2655219188/in/photostream/
Powiązane artykuły:




13 komentarzy
10.18.2010
Cóż – ja to widzę zupełnie inaczej. Nikt nie musi wiedzieć, że zlecenia są darmowe. Grafik ma się wykazać dobrym portfolio. Ja jakbym zatrudniał grafika patrzałbym na jego jakość jego prac a nie na to czy dostał za to wynagrodzenie czy nie. Fakt, jest w tym wiedza czy dany grafik ‘potrafi pracować z briefem’, ale dla mnie najważniejszy byłby zmysł graficzny danej osoby.
10.18.2010
A to w CV pisze się co jest darmowe a co nie jest? Projektów darmowych nie warto robić z innych względów co ja u siebie co najmniej raz pisałem
10.18.2010
@misz, ja również wpisałem taki projekt w CV i miałem problemy z tego tytułu, kiedyś tam. W CV rzecz jasna nie wpisuje się tego, że za projekt dostało się 2500 tys., albo że realizacja była darmowa. Problem pojawia się później, jak trzeba pokazać jakiś „papier” na to, że się projekt zrobiło. I tak, gdybym teraz musiał coś pokazać w Urzędzie to darmowych realizacji w CV nie uwzględniam (bo są z tego tytułu tylko problemy, nie dość, że człowiek zrobił coś za free, to się jeszcze musi teraz tłumaczyć, że jest czysty). Jak pracuję jako freelancer, to też nie wspominam o projektach za free, wolę nie. Zdarza się, że klienci nieodpowiednio przetwarzają taką wiedzę w głowie, liczą że i oni skorzystają na tym, w takim sensie, że mocno zjedzie się z ceny, bo dla tamtych było za darmo, a im to karzę płacić. Wolę oszczędzić sobie nerwów.
Adresowałem ten wpis głównie do freelancerów, którzy żalą się na to, że klienci próbują ich przekręcić na kasę, że nie chcą płacić. Jak robiłem sajt dla siebie, to zdarzało mi się o tym wspomnieć „a wie pan, odpaliłem ostatnio swoją stronkę, o takich tam sprawach, mogę panu pokazać, nie wiem, czy mi się uda ją rozkręcić, ale trzeba być dobrej myśli”. Tak z grubsza rzecz ujmując, taki projekt MÓJ, dla siebie, jakoś inaczej przemawia do wyobraźni klienta, niż projekt dla firmy. Takie są moje odczucia. Miałem parę klientów, którzy nie bardzo wiedzieli jak się zachować zlecając mi pracę. Nie wiedzieli czy mi w papierach dłubać, czy nie, bo w końcu zatrudniają mnie na chwilę, w konkretnym celu. Zdarzali się tacy, co zerknęli na CV, teczuszkę z projektami, którą miałem przy sobie, no i jednak zawołali o dokumenty, umowy, świadectwa. Słowem, nie lubię rozbieżności. Miałem folder, który zrobiłem za free, miałem to w CV, ale nie miałem na to papierów i już było „a co, a jak?”. A ja zwyczajnie nie miałem ochoty tłumaczyć się z tego, że komuś pomogłem, czemu pomogłem itp.
Misz, ja czytam wszystkie Twoje wpisy i sam już się pracy za darmo nie podejmę, m.in. dlatego, że twoje wpisy pozwoliły mi wyciągnąć odpowiednie wnioski. No i jeszcze musiałem się parę razy przejechać na własnej skórze.
Za to, jeśli startowało się na etat, to zdarzało mi się wpisać w CV coś darmowego. Uczyłem się na błędach. Przestałem wpisywać projekty robione prywatnie dla kogoś, osoby fizycznej. Wpisywałem tylko taki projekt, gdzie mogłem podać numer telefonu do osoby, która potwierdzi moje referencje.
10.18.2010
@kamil waśniowski, ale ty masz trzeźwe, rzeczowe podejście do sprawy i potrafisz właściwie podejść do tematu. Gdybyś to Ty zatrudniał, to dobrze jak kandydat na Ciebie natrafi.
Dla mnie też by nie miało większego znaczenia to, czy kandydat zrobił 10 stron komercyjnych, czy 5 darmowych. Ja też rozumiem to, że tutaj nie chodzi o pieniądze. Napisałem tylko o tym, że nie wszyscy mają do tego takie podejście. A nikt nie lubi się chyba tłumaczyć z tego dlaczego pomógł, czemu robił za darmo i czemu nie robił za kasę, wtedy kiedy pracował za free.
Starając się o etat jest inaczej. Przyjmują Cię do pracy ludzie z Twojej branży, bardziej kumają to jak jest, wiedzą co i jak oceniać. Oczywiście fajnie jest mieć jakiś wspomniany wcześniej telefoniczny namiar referencyjny, pod który potencjalny pracodawca będzie mógł przedzwonić i zapytać jak współpracowało się z nami przy tej darmowej inicjatywie. Na tyle tego, którego obdarowaliśmy powinno być stać, żeby potwierdzić, że ok, że poleca.
Gorzej jest w przypadku freelancerów. Popularnym staje się pokazywanie CV-ONLINE, zleceniodawca też może chcieć zerknąć w dokumenty i mogą pojawić się problemy o jakich wspomniałem wcześniej.
10.18.2010
Zacytuję kolegę @Bartosz Oczujda:
„Czasem odnoszę wrażenie, że tylko w tej branży ludzie dają się na takie rzeczy namawiać. Pójdź do hydraulika i powiedz żeby ci za darmo naprawił kanalizacje… Podejrzewam że zostaniesz wyśmiany…”
[cytat pochodzi z komentarza pod wpisem dotyczącym projektowania za darmo i ryzyka z tym związanego].
Wiele osób tu pisze, że pracując jako freelancerzy mają problem odnośnie negocjowania cen, egzekwowania zapłaty itp. Faktycznie, tak branża ma jakiś defekt, tutaj klienci chcą za grosze, bo myślą, że nasze działania to zabawa na 5 minut, wiele razy o tym było i w tekstach i w komentarzach.
Zgodzę się z tym, że brak dokumentów na darmowe prace wpisane w CV, w przypadku freelancera, to może być klops. NIE POMAGA TO W UŚWIADAMIANIU KLIENTOM TEGO, ŻE ZA PRACĘ NALEŻY NAM SIĘ ZAPŁATA, GODZIWA ZAPŁATA. Chociaż po CV Stachu nie pozna, że coś było za free, to jak zdecyduje się obwąchiwać dalej, np. przedzwoni pod numery referencyjne i koleś mu wyklepie „ze pan taki i taki wykonał dla nas projekt społecznie”, to źle to rzutuje na nasze możliwości targowe. Klient (mający w naturze „cwaniaczyc”) może próbować to wykorzystać. Także darmowym nie warto się chwalić, a jeśli tylko można nie warto się przyznawać, że coś było zrobione za darmo.
10.18.2010
Niejasno napisałem, sorry… jeszcze raz…
Zgodzę się z tym, że brak dokumentów na darmowe prace wpisane w CV, w przypadku freelancera, to może być klops. Chodziło mi o podkreślenie wiarygodności na wypadek tego, gdyby klient chciał przejrzeć nasze umowy.
Przyznanie się do tego, że coś było wykonane za free NIE POMAGA W UŚWIADAMIANIU KLIENTOM TEGO, ŻE ZA PRACĘ NALEŻY NAM SIĘ ZAPŁATA, GODZIWA ZAPŁATA. (Oni już bez takich akcji mają z płaceniem wielki problem).
To prawda, że klient może wykorzystać taką wiedzę „o czymś za free”, do targowania się, do traktowania na równych warunkach, do okazywania niezadowolenia itp. Bardzo rozległy jest ten temat, mimo wszystko.
Jak zwykle trzeba wiedzieć co się robi, z kim się rozmawia. W sumie, jeśli ktoś ma komercyjne realizacje w CV, portfolio, to lepiej nie poruszać w rozmowach wątków projektowania „od serca”, bo jak ktoś ma je miękkie to musi mieć twardą dupę.
10.18.2010
Zawsze można pracować za tort
.
10.18.2010
@jask, pamiętam to debilne zlecenie, o którym czytałem.
@Adam, ja sam wykonałem stronę za darmo, bloga (dla siebie, nie o sobie
) i jakoś na razie z tym problemów nie mam. I oby tak zostało
10.19.2010
@jask, za tort, za ciacho, za kawę:) Mnie też tak próbowali kupić. A to pączuś, a to soczek, a to papierosek, a to coś tam. Nauczyłem się nie przyjmować łakoci, bo nie dostawałem ich z sympatii. Wszystko to było grą wstępną do prośby, która padała, jak brzuchy były pełne i gęby uśmiechnięte.:)
Chociaż piszesz pewnie o sytuacji, o jakiej wspominał ostatnio misz, o barterze? http://misz.net/index.php/2010/10/tortem-w-projekt/
10.19.2010
@Paweł, jak dla siebie to nie będzie z tym problemów. Chłopaki słusznie w artykule dotyczącym ryzyka związanego z darmowym projektowaniem wskazali, że jedyne słuszne projekty darmowe to takie, które robi się dla siebie (twoja strona, blog, strona z kumplem, twoja firmówka). Nikomu nic do tego.
10.19.2010
@deryl, najgorzej z darmowymi projektami w CV wypada się (tak jak wspomniałem) w pośredniaku. „Pracował Pan? Pracował. Pokaż pan umowę. Nie ma pan? Na czarno pan robił?”. Jak trafisz na popaprańca to Cię z urzędu może wykreślić. Dla nich albo masz papierek i jesteś wykreślony, albo jesteś wykreślony, bo papierka nie masz.
Etat to etat. Albo Cię na podstawie papierów i folio łykną, albo nie. Freelancer chwalący się darmowymi projektami może zadziałać na własną niekorzyść. Ta niekorzyść związana jest z klientami kłopotliwymi, bo przecież o problemach rozmawiamy, a nie o współpracy idealnie się układającej.
10.25.2010
Projektowanie dla mnie to przede wszystkim zajawka, przynajmniej pierwsze podejście do projektu, jeszcze przed nadejściem fali bezsensownych poprawek od „klienta”.
Dlatego robiąc coś dla siebie, dla przyjaciół, mając cel i ideę, aby zrobić coś szalonego, zrobić coś innego, zrobić coś co pchnie rozwój dalej, coś co pozwoli zaskoczyć ludzi pomysłem, zrobić coś takiego, że kiedy wstanie się rano, pierwsza myśl to: „no to jest jednak naprawdę zajebiste…”
Zajawka, tak – to jest to, bo trudno znaleźć mi lepsze słowo.
Można siedzieć do rana, pić hektolitry kawy, przekładać warstwy z bólem serca od nadmiaru kofeiny – wtedy są najlepsze efekty!
Podsumowując już i odnosząc się do tematu wpisu: „Jak darmowe projekty wyglądają w CV?” – moim zdaniem kopią tyłek pozostałym realizacjom.
Jeżeli klient, przyszły szef tego nie rozumie – jest bucem i tyle.
PS. Oczywiście nie ma to zastosowania jeżeli: robimy słabe rzeczy, w portfolio mamy słabe rzeczy, robimy słabe rzeczy bez zajawki.
10.26.2010
@hinok, chłopaki we wpisie dotyczącym darmowego projektowania podrzucili zasadę „jak za darmo to tylko dla siebie”. Tylko ona się sprawdza, jeśli o większość ludzi chodzi. Chociaż taka zasada też nie jest idealna, bo są ludzie, którzy potrafią robić dla kogoś, a dla siebie niestety nie.
W darmowym projektowaniu można się wyszaleć, nie zaprzeczam. Jeśli nikt Ci głowy nie suszy, nie uwiązuje cię, nie pogania, to jest szansa na ukończenie dzieła bez „klienckiego popsucia poprawkami”, za które wstyd.