W komentarzach na blogach fachowych padały ostatnimi czasy zarzuty o wieczne marudzenie na klientów. Wszyscy niby marudzimy. To dla odmiany pochwalmy. Stwórzmy księgę pochwał.





1. Klient dostarcza pierwszorzędne i kompletne materiały

To pierwszy i ogromny powód do zadowolenia, dostarczający klarowności i pozytywnej energii do działania. Przyjemnie jest trafić na klienta, który wie czego chce, dostarczy świetnie przygotowane wytyczne. Którego grafika nie zaskoczy też gratka w postaci setek profesjonalnych i oryginalnych zdjęć produktowych, firmowych, jak i świetnie opracowane materiały tekstowe?

2. Klient się pobratał

To zaskakujące, kiedy człowiek natrafi na bratnią duszę, na klienta, z którym jak się potem okazuje ma wspólne zainteresowania i płaszczyznę porozumienia w sferze poza biznesowej. Czasem ten element łączący, potrafi pozytywnie odzwierciedlać się we współpracy na linii zawodowej.

3. Klient premiuje

Cały rynek pracy lubi sobie przemilczeć hasła takie jak „premia”, „200% za pracę w dni wolne”. Przyjemnie jest więc, jeśli klient dorzuci od siebie coś ekstra na znak zadowolenia ze współpracy z nami. Tym mocniej przyjemnie im mniej się tego po kliencie spodziewamy.

4. Klient poleca

Zaprawdę miło jest wejść we współpracę z osobą, od której słyszymy, że wiele dobrego o nas usłyszała. Przyjemniej się robi na duchu i pogodniej w sercu. Oby tylko i klient, który posługuje się słowami osoby polecającej, w trakcie współpracy nabrał takiego samego, albo jeszcze lepszego przekonania. Oby okazał się osobą uczciwą i stał się kolejną osobą polecającą, a praca uwznioślającą będzie.

5. Klient zleca często

Niespodzianką tu będzie, jeśli wypełniając umowę twierdzimy, że pracę na rzecz danego klienta mamy już za sobą, a perspektywę dalszej współpracy odkładamy w myślach na za dwa, trzy lata.

Co innego, jeśli zlecającym jest agencja, co innego, jeśli teoretycznie drobny klient okazuje się osobą, która prowadzi kilka firm, różnego typu i wyraża dalsze zapotrzebowanie na nasze usługi.

6. Klient przyjmuje projekt bez poprawek i… płaci na czas

Yyy… przepraszam, czy to się dzieje naprawdę? Uczucie to przyjemne, wypełniające wiarą, nadzieją, choć pełne niedowierzania. Uczucie, którego należy życzyć wszystkim projektantom, najczęściej jak to tylko możliwe.

No dobrze. Jako, że takie cuda zdarzają się rzadko, weźmy poprawkę i wszyscy życzmy sobie tego, aby projekty przechodziły bez zarzutów po jednej, drobniutkiej liście popraweczek.

7. Klient okazuje się człowiekiem „w temacie”

Z jednej strony jest to swego rodzaju zagrożenie. Wiadomo, że w takich sytuacjach człowiek się bardziej spina. Nawet w teleturniejach eksperci wykładają się z wypiekami wstydu na swoich dziedzinach, bo coś w tym jest, ta ciążąca odpowiedzialność, bycia kompetentnym w tym na czym człowiek powinien się znać z racji uprawianego zawodu potrafi sparaliżować i uwiązać wiedzę, jak na złość.

Z drugiej strony, jeśli klient się zna to istnieje teoretyczna szansa na to, że prościej nam będzie wymieniać zamysły i szybciej znajdziemy punkty wspólne.

8. Klient pomaga nam w czymś

By tak mogło być, trzeba się raczej zżyć na spotkaniach, wzajemnie się otworzyć, troszkę odsłonić, uzewnętrznić. Chociaż polecenie naszych usług znajomym też jest pomocą, to w tym konkretnym punkcie chodzi o coś zupełnie innego. Np. o uruchomienie kontaktów, dróg dojścia po to, byśmy mogli zrealizować cel, marzenie, z realizacją, których mieliśmy problem ze względu na istniejące bariery.

9. Klient załatwia etat

Wśród freelancerów są osoby, które pracują tak z braku alternatyw, zataczają koło, wracają jak bumerang, bo nie otrzymują szansy, nie mają propozycji pracy, które byłyby dla nich interesujące.

Wśród klientów może pojawić się ten, który doceni nasze umiejętności, jeśli nie projektowe to innego typu. Być może podszepnie o nas słówko znajomym przedsiębiorcom, może sam złoży nam interesującą propozycję pracy.

10. Klient nas zaprasza

Jeśli współpraca wydaje się obu stronom udana, wykonawca spisał się na medal, klient zapłacił i oprócz tego (a nie zamiast) podesłał zaproszenie na imprezę z okazji 10, 20 lecia firmy, na której aż roić się będzie od potencjalnych klientów, to jest to przejaw bardzo miły. Nawet, jeśli nie zdecydujemy się z takiego zaproszenia skorzystać. Sama pamięć, sam gest jest istotny.

11. Klient daje bonusy

Nasi rodzice to jeszcze pamiętają co to wczasy zakładowe, paczki świąteczne, bony towarowe, karnety na basen, bilety do kina. Teraz wszystko się tnie i tłumaczy kryzysem. A co dopiero ma w tej materii powiedzieć freelancer? Freelancer jest wolny i o takich rarytasach nawet nie marzy. No chyba, że ktoś  go uraczy, czymś na zbyciu. Wtedy ma pełne prawo bycia w siódmym niebie.

12. Klient zdaje się na nas

Projektant nie ma wytycznych, bo firma jest rodzinna, klient zielony (nawet nie wie jak takie wytyczne sporządzić) i postanawia nam zaufać. I jakimś dziwnym trafem, wbrew temu co myślimy, współpraca układa się świetnie, wszyscy wychodzą z niej cali, zdrowi i w pełni usatysfakcjonowani.

Wszystko co trzeba udaje nam się uzyskać, za sprawą obrazowych pytań. Klient nie okazuje się być z tych co najpierw muszą zobaczyć różne wersje, żeby wybrać tą, która mu odpowiada, nie zrzędzi, nie przebiera jak na wieszakach.

Do tego płaci, bo chce mieć stronę by wyjść naprzeciw własnym klientom, a nie płaci, bo musi, z łaski. Płaci nam, bo twierdzi, że uczciwie zarabiamy nasze pieniądze. Pięknie? No pewnie!

Podsumowanie

Ktoś się rozpłynął? Tylko pomyśleć, o ile byłoby prościej, bardziej przystępnie, gdyby było rzeczowo, łagodnie, z należytą kulturą. Ile emocji negatywnych można by zastąpić pozytywami, ile krwi i dobrej energii można by dzięki oszczędności na niepotrzebnej szarpaninie przekierować w konstruktywne działania. O ile można by było oszczędzić na zdrowiu i o ile więcej można by zarobić.

Powiem Wam, na koniec, tak zupełnie szczerze, że wbrew wszystkiemu trzymam stronę wpisów w stylu marudnym. Biznes to biznes. Tutaj niby mówi się ładnie, ale nie ma skrupułów. Rozpływanie się w pochwałach, życie wyłącznie chwilami udanymi niewiele nas uczy. Poza tym usypia jakże cenną w interesie czujność.

Ciężko jest pisać rzeczy jednoznaczne, nieść porady. Każda sytuacja jest inna, każdy człowiek i klient jest inny. Wystawianie recept jest szaleństwem.

Co innego wpis marudzący. Przestrzega, alarmuje, otwiera oczy. Nie sprzedaje porad, ale daje wiele.

Tego typu wpisów nie należy postrzegać w charakterze zrzędzenia. Z tego typu   notkami ma się zostać sam na sam. Samemu poszukać dróg wyjścia z danych sytuacji, o których istnieniu już wiemy. Przezorny = ubezpieczony. Wiedzieć o istnieniu czegoś to już bardzo wiele. Nawet jak nie potrafimy udzielić sobie od razu odpowiedzi na pytania o drogi wyjścia z kłopotliwej sytuacji. Może będą gotowe na czas, jeśli i nas dane sytuacje dotkną? W każdym razie jest na to większa szansa, umysł będzie szukał odpowiedzi. No chyba, że niedoczytamy, pozostaniemy nieświadomi, wtedy mózg natrafi na nic więcej jak tylko na lukę w pamięci.

fot. DepositPhotos

Powiązane artykuły:

  1. Na klientów nie ma bata
  2. Cisi partycypanci ciii…
  3. Kiedy klient mówi „Wow”?
  4. Czy Lorem Ipsum „morduje” projekt?
  5. Projektujesz bez gruntu pod stopami?