Czy przerwy w projektowaniu czynią regres?
To naturalne, że projektanci z różnych względów boją się przestojów. Głębsze przerwy w kontakcie z Photoshopem nie muszą jednak być równoznaczne z wykluczeniem z zawodu.
Bazując na własnym doświadczeniu i na doświadczeniu kilku moich znajomych, mogę śmiało powiedzieć, że każdy z nas miał w styczności z projektowaniem dość długie przerwy i tym, którzy do projektowania powrócili krzywdy to nie wyświadczyło.
Stało się tak dlatego, że nie miało to związku z pogrążaniem się. Umysłów nie dominowała myśl typu „jeśli nie projektowanie to nic innego”. Każdy z nas próbował innych rzeczy. Niektórzy odkryli w sobie do tego smykałkę, odnaleźli się w nowych zawodach, chwalą to sobie, powodzi im się dobrze i nie żałują.
Niektórzy wracali do zawodu a inne zajęcia traktowali jako przejściowe. Nie cofali się w rozwoju, nawet jeśli w okresie pauzy nie odpalali dedykowanego projektowaniu softu.
Czytali, obserwowali, wyciągali wnioski. Czasem wyplątanie się, pauzowanie, przerwy, grzanie ławki rezerwowych przynosi z sobą więcej odpowiedzi niż działanie na siłę, w pośpiechu, bez namysłu.
Mi również przytrafiły się chwile, w których projektując czynnie nie miałem najmniejszej satysfakcji. Nie wiedziałem dlaczego, nie wiedziałem czego chcę, nie wiedziałem też, czy jeszcze mogę czegoś chcieć.
Uwolniłem więc głowę od nawałów obowiązków tego typu, postanowiłem sprawdzić się w czymś zupełnie innym. Dałem sobie czas do namysłu, do wyciągnięcia wniosków na temat tego, czego oczekuję.
Nie dotknąłem edytora graficznego przez blisko rok. I wróciłem w formie, która zaskoczyła znajomych i mnie samego. Poczyniłem znaczny progres.
Nie będę tu kłamał, że nic mi z głowy nie wyleciało. To nie tak. Gdybym miał po tej przerwie wskoczyć w młyn, w najgorętszym okresie, z marszu, tak jak stałem, to nikt by nie był ze mnie zadowolony, bo sporo zapomniałem.
Powróciłem w spokoju, z dystansem, zrelaksowany. Zasiadłem do pracy z pasją, sentymentem, chęcią. Byłem wygłodniały. I to zaprocentowało. Powoli wszedłem na obroty. Z bagażem doświadczeń i masą odważnych pomysłów.
Co jakiś czas podejmuję tego rodzaju ryzyko, żeby wracać konkretny, ze świeżym zapasem sił.
Pauzy wnoszą w moim życiu coś jeszcze. Robiąc sobie przerwy wiem, że świat nie kończy się na grafice. Najgorszą z rzeczy byłoby nie mieć zleceń i nie widzieć dla siebie perspektyw w niczym innym, nie wiedzieć i nie znać swoich predyspozycji do czegoś innego. Wtedy to by była czarna rozpacz.
fot. DepositPhotos
Powiązane artykuły:




24 komentarzy
2.24.2011
O, to jest temat dla mnie! Bo ja to się miotałem dość często. Bywało różnie. Raz to ja miałem dość całej tej szopki i tkwienia przed ekranem. Innym razem trafiałem w dziurę przestojów.
Czasem warto zrobić sobie detoks, przemyśleć parę spraw, określić się, odrodzić. Czasem przychodzi to trudno, bo do komputera ciągnie, czasem nie ma pomysłu na inne zajęcie, albo możliwości. Jedno wiem. Nie można przestać się rozwijać, ani w wąskiej dziedzinie, którą się uprawia, ani pod kątem przyszłości. Trzeba myśleć perspektywicznie. Rynek się nasyca. Trzeba mieć pomysł, prognozy, szykować nowe usługi, rozwiązania, bo inaczej można się zdziwić.
Wracając do przestojów. Miałem kilka. Raz zajmowałem się zupełnie czymś innym, prowadziliśmy firmę rodzinną. Nie bardzo miałem czas i siłę na zabawę w coś co lubię. To mi jednak ciążyło na duchu. Wraz z upływem czasu wiedziałem, że będę szukał pracy w swoim zawodzie, ale narastał we mnie strach i niepewność tego, co potrafię, czy to wystarcza, jak to ze mną właściwie jest.
Okazało się, że strach ma wielkie oczy. W większości przypadków to czego się boimy to się nie zdarza.
2.24.2011
@deryl, no i widzisz. Ja miałem jedną sytuację, w której po przerwie miałem propozycję pracy, ale się na to nie zdecydowałem. Tylko, że akurat na ten przypadek złożyło się jeszcze to, że ja nigdy nie czułem się jak ryba w wodzie w wektorach. A tu właśnie o pracę w corelu i na rzecz na szybko przygotowywanych druków chodziło.
2.25.2011
Witam
Może napiszę mały offtop ale chciałbym wylać to co mi na sercu leży.
Grafiką zajmuję się już od dłuższego czasu. W tamtym roku skończyłem uczelnie techniczną na dobrym kierunku który otwiera mi drzwi w dziedzinie sieci.
Jednak nie interesowałem się nimi tak jak projektowaniem stron. Jako grafik zacząłem pracować jeszcze w trakcie studiów i nie powiem że mi się nie podoba bo podoba mi się bardzo ale przeraża mnie to jak bardzo praca grafika / webdesignera nie jest doceniana.
Aktualnie mam żonę i w najbliższym czasie planujemy dzieci i kupno jakiegoś wspólnego kąta. Czasami zastanawiam się czy dam rade za etat grafika sprostać oczekiwaniom rodziny. I pojawia się myśl czy aby czasem nie spróbować czegoś innego właśnie np sieci. Wydaje mi się że mam ostatni dzwonek na podjęcie decyzji co chce dalej robić i ciągle się zastanawiam.
Przez podejście klienta do naszej pracy, zwykły dzieciak który ściągnął sobie oprogramowanie i poczytał pare kursów może sprostać zwykłym prostym wymaganiom klienta czyli ( logo w 5min czy stronę w 15min). I to mnie zaczyna przerażać.
2.25.2011
@Patryk, mi się wydaje, że i z zawodu grafika można dobrze żyć. Fakt, że tu klienci czasem traktują takie prace jako zabawę, pierdoły, dziecinadę. Widocznie oni są dziecinni. Zależy jak się zaprezentujemy, jak podejdziemy do interesów. To potrafi bardzo wpłynąć na wyobrażenia klienta.
Wiesz to wszystko działa w dwie strony. Na stronie PUP pojawiają się oferty dla grafików, programistów, więc i dla „sieciowców” też tam może się coś pojawić i wszędzie jest wynagrodzenie minimalne czyli jakieś 1400 zł a taka wypłatka w dzisiejszych czasach to wiesz… parę dni życia, a przez resztę miesiąca trzeba się żywić samymi nerwami.
Wszystko zależy od tego jak człowiek się zakręci. Zobacz, w sieci jest dużo ogłoszeń w konkretnych firmach. Tam znowu stawiają absurdalne wymagania.
Ja też miałem podobne dylematy jak Ty. Właściwie chyba nieliczni ich nie mają. Mamy rodzinny interes i chociaż sprawdzałem się tam, to ciągnęło mnie do czegoś w zawodzie, dlatego się wymiksowałem.
Myślę, że decyzja dojrzewa w Tobie i podejmiesz tą właściwą.
2.25.2011
Jestem grafikiem i muzykiem (to drugie hobbystycznie), ale w obu dzidzinach sprawdza się to co mówisz.
W pracy zostałem postawiony w sytuacji w której musiałem zrezygnować z grafikowania na rzecz zarządzania firmą… projektuje coraz rzadziej, ale gdy trafiają się zlecenia to czuje się dużo lżej i mam wrażenie że pomysły rodzą się dużo łatwiej niż kiedyś.
Z graniem na gitarze jest tak samo… jak nie mam na nią czasu np po miesiącu żmudnych ćwiczeń pasażów odkładam gitare na 2 tygodnie… mam wrażenie że pasaże których wcześniej nie umiałem opanować wchodzą mi dużo łatwiej.
Kiedy cały czas robisz to samo nie masz czasu na świeże spojrzenie… a w przypadku gitary coraz bardziej się irytujesz że nie wychodzi to tak jak powinno… chwila przerwy relaksu i można wszystko zacząć od początku.
2.25.2011
Gdy zaczynałem studia miałem założenie takie że będę pracował w zawodzie a grafiką będę zajmował się hobbystycznie czyli jak będzie jakieś zlecenie i będę miał na nie czas to chętnie je zrobię a jak nie będzie to będę miał czas wolny dla siebie i rodziny. W sumie to studia i ten kierunek trochę mnie nudziły i chętnie uciekałem od obowiązków do pracy przy grafice.
Przyglądam się bacznie poczynaniom kolegom ze studiów i jak zaczynali prace w zawodzie jako sieciowiec nie mieli dobrych zarobków. Głównie zaczynali od podstaw, małe podwyżki czasami także robota nocna jak coś padło ale chodzą cały czas na jakieś szkolenia zdobywają więcej doświadczenia przez co zwiększają swoją wartość na rynku. Jestem pewny że za 3 lata za 5 będą już na tyle wykwalifikowani że będą już godnie zarabiać i nie będą obawiać się o swoją przyszłość.
U mnie natomiast mimo że widzę progres w mojej pracy i na zlecenia nie narzekam to czasami łapie doła że moje projekty nie są na najwyższym poziomie.
W grafice nie potrzebujemy papierów, certyfikatów czy innych szkoleń.
Klient ocenia nas po naszych zrobionych projektach i po tym jak prowadzimy biznes i prezentujemy się klientowi ( jak słusznie deryl napisał).
Jeżeli zaczynałbym działke w sieciach musiałbym zaczynać od początku musiałbym zrobić cert CISCO który kosztuje 3k i pracować jako „przynieś podaj pozamiataj” za marną podstawę dlatego przychodzą obawy czy mam robić krok wstecz i męczyć się przez rok-dwa by dojść do tego co dzisiaj mam ale potem raczej jestem pewny że jakoś by już poszło czy lecieć dalej i otwierać swój własny biznes ?
2.25.2011
@wasniowski, zabierałem się kiedyś za gitarę i mi nie poszło:) Cieszę się, że wyraziłeś swoją opinię i że potwierdzasz to co napisałem. Wpis powstał, bo mam znajomych, u których jest czasem krucho i często słyszę „czy ja się jeszcze do tego nadaję?”, „czy wszystko nie wyleciało mi z głowy”. Każdy ma tremę związaną z powrotem. Trochę patentów wylatuje z głowy. Na szczęście z ogólną obsługą softu nie ma problemu i to jest ważne. Coś jak jazda na rowerze. Tego się nie zapomina.
2.25.2011
@Patryk, ogólnie szkolenia informatyczne, graficzne, lubią sporo kosztować. Prawie nie znam się na sieciach, ale na przykładzie zasłyszanym wiem, że w twoim fachu tych kursów, certyfikatów trzeba mieć. Jak się ich ma dużo to można z 8 tys. zarabiać. No ale jeszcze musi być człowieka stać na takie szkolenia, kursy, to jest poważny problem.
Wiesz, jak ktoś jest grafikiem i ma certyfikaty Adobe to też inaczej na niego patrzą. A jak ktoś jest grafikiem freelancerem to też dobrze jest zrobić trochę kursów biznesowych, łyknąć trochę prawa itp.
Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś rozwijał się w grafice i jednocześnie w swoim fachu. Ja bym na Twoim miejscu zahaczył się do jakiejś roboty związanej z Twoim zawodem, w jakiejś perspektywicznej firmie, która zapewni Ci szkolenia, zapłaci za nie. Wiesz, wpakowałeś czas w naukę i trochę szkoda tak się z tym pożegnać. Ja bym zadbał o rozwój i w Twoim fachu, bo co dwa zawody to nie jeden, łatwiej o robotę jakby co. Ciężko jest radzić, bo i tak życie weryfikuje wszystko.
Tylko wiesz, gdybyś miał pracę w zawodzie, to otwiera Ci się szansa na zrobienie tych certyfikatów z pieniędzy pracodawcy. A to bardzo wiele.
2.25.2011
@Adam @Patryk, certyfikaty dobrze mieć. Tyle tylko, że tak jak piszecie, trzeba się nieźle wykosztować. A potem jeszcze trzeba mieć sporo szczęścia, żeby chwycić jakąś konkretną, dobrze płatną prace, tak żeby nasze poświęcenie i nakłady poniesione na naukę nam się zwróciły. Tzn. one się zwrócą, jeśli praca będzie, chodzi mi tylko o to, żebyśmy z dumą to potem byli w stanie stwierdzić.
2.25.2011
Oj, krótka przerwa (max parę miesięcy) nie wpływa na jakość ale dłuższa niestety na pewno. „Design” jak cały świat idzie ostro do przodu i odstawienie się od cyca z informacjami jak i brak treningu przed długi czas musi wpłynąć na jakość.
To co robiłem 5 lat temu niekoniecznie dziś uważam za dobre (lekko mówiąc) i myślę że za kolejne lata też tak będę mówił o dzisiejszych umiejętnościach … a więc logicznie rzecz biorąc wycięcie sobie z życiorysu czasu i zatrzymanie się w rozwoju to tak jak by się mocno cofać.
2.25.2011
U mnie spraw wygląda w ten sposób, że przez dziesięć lat pracowałem jako grafiko-operator. Projektowania nie wiele, ale jak już się trafiało to w zasadzie nic przyjemnego. Sam na tą chwilę planuję przerwę… całkiem niedawno złożyłem wymówienie z roboty i zaczynam stawiać pierwsze kroki we własnej firmie, i dodatkowo mam okazję doszkolenia się w łamaniu. Jest dobrze.
Co do przerw to myślę, że jak robić to krótkie, w tym temacie mam podobne zdanie jak @Misz.
@Patryk tak jak obserwuje po znajomych, to warto mieć kilku stałych klientów i dodatkowo istnieć w sieci. Wtedy na pewno nie będziesz narzekać na brak roboty.
2.26.2011
Temat jaki został poruszony mówi głównie o przerwach na tyle długich, że z konieczności utrzymania się w dzisiejszych czasach, nastałaby konieczność alternatywnego źródła finansowania. Co prowadzi własnie do odstawienia programów i narzędzi przeznaczonych do projektowania. A co można powiedzieć tym którzy żyją z tego i nie chcą się rozstawać z projektowaniem ? Sam aktualnie jestem w takiej sytuacji, że nie wierze w swój design i co bym nie zrobił nie podoba mi się. Z doświadczenia wiem, że w takich sytuacjach idealnie sprawdza się urlop
Możliwość (chwilowego) oderwania się od grafiki (o ile przeznaczony czas na odpoczynek wykorzystamy bardzo starannie) czasami przynosi właśnie porządny rezultat o jakim piszesz. Ale co kiedy ilość zleceń i nakład pracy nie pozwala Ci na odrobinę przerwy ?
2.26.2011
Z zawodu grafika można wyżyć. Było tu już to poruszane tutaj kiedyś, dobrze jest mieć zabezpieczenie w postaci etatu w miarę płynnie działającej firmie. Wtedy można sobie dobierać klientów, którzy docenią to co się robi. Z idiotami spotykają się wszyscy, od lokalnych ulotkarzy po znanych doskonale branży w całym kraju. Za drzwi z takimi
Dodam od siebie, że jeśli nie chcemy firmy rozwinąć do więcej niż jednej osoby i nie mamy na starcie stałych odbiorców i jesteśmy nastawieni na łapankę to może być bardzo ciężko.
2.27.2011
Faktycznie Adamie przerwa w moim przypadku opiewa na ok. 2 tygodnie i wtedy moja mała główka oczyszcza się od natłoku informacji jak i zapominam o tym co kiedyś projektowałem i po powrocie mój styl ewoluuje na kolejny poziom.
Uważam, że w każdej pracy należy się przerwa tak i w naszym przypadku. Różnicą jest tylko taka, że my powracamy i tworzymy coś świeżego, a inni wracają do swojej monotonii. Wniosek mamy świetną pracę !
2.27.2011
@misz, jak wspominałem sam odstawiłem soft na rok. Jednak cały czas wnikliwie obserwowałem scenę, dużo czytałem. Trochę czasu minęło nim wszedłem na obroty, jednak z perspektywy czasu nie żałuję. Za to wiem o czym mówisz patrząc na mój kontakt z softem muzycznym. Tutaj blisko 8 lat nie ćwiczyłem, nie obserwowałem i nie potrafię się odnaleźć, bo świat mi piekielnie odskoczył. Nie łapię tu w niczym poza podstawami. Nie wiem nawet jakie aplikacje w tej chwili są na topie, jakie wtyczki są warte uwagi. Nie ogarniam niczego. Także przyznaję rację.
Ostatnio odwiedziłem folio faceta, który aktywnie robi grafikę na www, już wiele wiele lat. I doszedłem do wniosku, że się zatrzymał. To jest ciekawy temat. Widzę, że ludzie dużo młodsi stażem robią rzeczy lepsze. Nie wiem z czego to wynika. Może z wiekiem łatwo coś przegapić, może nie ma się świeżości i czujności, tylko człowiek krąży po sentymentalnych ścieżkach. Niektórzy wpadają w taką pętlę równoległą do tej z życia prywatnego (ogląda się te same filmy sprzed lat, słucha się tych samych płyt, też sprzed lat). Inna sprawa. Jak my zaczynaliśmy to nad wieloma rzeczami musieliśmy główkować sami. Dziś sieć jest tak bogata w szkolenia, tutki, przykładowe psd, że młodzi uczą się szybciej.
2.27.2011
@Piotr Nasze Ulotki, właściwie pod komentarzem @Misza już napisałem, że nie można założyć klapek na oczy, zostawić coś na lata i potem liczyć na to, że powrót będzie prościutki. Bo tak nie będzie. Jak wspomniałem próbuję wrócić do softu muzycznego i przyznaję szczerze, że jest to bolesne, dołujące. Wiadomo, chce się szybko, łatwo, przyjemnie, płynnie, a tu… zonk… nie idzie. Raczkuję. Właściwie jestem początkujący. Gdybym chociaż obserwował przez te stracone lata rynek sprzętu, rynek oprogramowania, gdybym czytał, to chociaż od tej strony, byłbym na czasie. A tak? Dupa.
2.27.2011
@Marcin, jak jest dużo pracy, zleceń to należy się cieszyć.:) A jak się idzie na urlop, to musi być to urlop nie tylko z nazwy. Jak ja szedłem na urlop na parę dni, to przez pierwsze parę jeszcze żyłem pracą. Nie wiedziałem co z sobą zrobić i wolałem być w robocie. Jak już do mnie dotarło, że nie muszę wstać i iść do pracy, to już tam iść nie chciałem, a ten moment się zbliżał, więc zamiast wypoczywać stresowałem się tym, że znowu trzeba iść hehe.
Nie wspomnę już o urlopach, podczas których każdego dnia po kilka razy dziennie dzwonili do mnie z roboty.
2.27.2011
@jask, masz rację. Ciężko jest być freelancerem (tylko freelancerem) i wyżyć z tego, jeśli nie ma się stałych klientów, zleceń. No chyba, że ktoś ma świetne umiejętności handlowe i pociąg do poszukiwania klientów, bo to jest czasochłonne, męczące i dołujące. Łapanka to trochę taka akwizycja, wciskanie się, a na to trzeba mieć pomysł, plan.
Z drugiej strony wiesz, niektórzy celują w klientów zagranicznych, wierzą w social marketing i jakoś im idzie. Dużo czasu wysiedziałem na Twitterze i wiem jak to tam funkcjonuje. Zdarza się, że osoby, które zwą się designerami z dorobkiem w postaci czterech tapet na własny użytek mają tyle zleceń, że skorzy są się nimi dzielić, rekomendować itp. To bardzo dziwne zjawisko, szprycowane marketingiem, a nie umiejętnościami. Czasem przecieram oczy ze zdumienia:)
2.28.2011
@Adam Majchrzak wieść gminna niesie, że social marketing w obecnych czasach jest bardzo skuteczny. Sam osobiście staram się zorientować na tą metodę i muszę się przyznać, że to jest jak z odstawieniem czegoś na dłuższy czas. Narzędzia się pozmieniały mnóstwo nowych metod kontaktu z ludźmi ciężko to wszystko ogarnąć…
Zauważyłem jeszcze jedno ciekawe zjawisko, coraz częściej spotykam w gronie osoby, które określają się mianem freelancereów, a żyją z 3/4 klientów. Myślę, że to właśnie jest spowodowane tym, że na rynku trzeba się łokciami rozpychać. Teraz nie wystarczy być utalentowanym, trzeba wykazać się masą czynników, które dopiero razem zaowocują sukcesem.
3.2.2011
@Piotr Nasze Ulotki, rynek jest zawalony. Na rynku są i wykształceni fachowcy i pasjonaci, którzy wsiąknęli w biznes. Drukiem się trochę martwię, bo wszystko ucieka w internet, staje się nienamacalne. Kiedyś mogło się człowiekowi wydawać, że piekarnie będą zawsze potrzebne, bo ludzie zawsze będą jeść chleb. A ile ich padło przez lata. Ciekawy jestem o przyszłość druku, drukarni.
Ja obserwuję, że dziś wygrywają ludzie z rozwinięta inteligencją emocjonalną. Wykształcenie nie gra wielkiej roli, znam osoby, które niewiele reprezentują jakością swoich usług a mają klientów, świetnie łączą fakty, świetnie czytają zapotrzebowania rynku, świetnie wychwytują możliwości na zrobienie interesu.
3.2.2011
@Adam Majchrzak to co poruszyłem w poprzednim poście dotyczącym gdzie piszę freelancerach żyjących z małej ilości klientów rozwinąłeś w tym temacie
http://warstwy.com/2011/03/02/freelancer-tanszy-od-firmy/
i faktycznie po tym co tam napisałeś sprawa stała się dla mnie jasna, 3 czy 4 klientów wystarczy, jak praca jest obszerna.
Co do ucieczki materiałów w internet, to tak do końca nie jest. Oczywiście klienci zmieniają sposoby promocji, docierają do klientów na różne sposoby, ale standardowe druki mają się bardzo dobrze… mało powiedziane radzą sobie doskonale. Drukarnie, które mają dobre kierownictwo radzą sobie bardzo dobrze.
Co prawda, żeby zaistnieć trzeba bardzo dużo pracy poświecić na pozyskanie i utrzymanie klienta, ale jest to możliwe. Wrażenie, że wszystko ucieka w internet może wynikać z tego, że to my cały czas siedzimy w sieci i wykonujemy mało ruchów poza nią.
Co do inteligencji emocjonalnej przyznaję Ci rację, tyle że tak zawsze było, można był mieć wiedzę, być profesjonalistą, a nie odnieść sukcesu. Było tak jest i tak będzie.
3.2.2011
@Piotr, ja się za to zastanawiam, jak procentowo rozkładają się zarobki drukarni. Ile procent zysków przypada z druku książek, periodyków, a ile z druków typowo reklamowych. Nie znam się, być może zależy to od nastawienia drukarni.
Z tym, że jako obserwator widzę i słyszę opinie tego rodzaju, że gazety uciekają z rynku, że nie czytamy książek.
Za to obserwuję, ze co rusz pojawiają się na rynkach lokalnych jakieś nowe gazetki darmowe, które mają być kulturalnymi, a wiadomości kulturalne to raptem 20% ich zawartości. Reszta to reklamy firm. Rola takich druków rośnie i zastanawiam się, czy to one zarabiają na drukarnie. Ogólnie jak to jest…
3.3.2011
@deryl Ciężko powiedzieć kto co drukuje i z czego żyję, mogę się pokusić o kilka stwierdzeń. Małe drukarnie starają się utrzymywać stałych klientów, średnie trochę się miotają, bo żeby wykarmić pracowników potrzeba przerobić parę ton papieru. Średniacy będą się starać brać wszystko, ale też nie zawsze. Natomiast duże drukarnie mogą robić przy offsecie bardzo małe nakłady za nieduże pieniądze.
„Maluch” będzie zazwyczaj drogi i mało elastyczny, „średniak” może coś zrobić, ale trzeba podejść do nich z rezerwą. Jeśli chodzi o „dużych” to tu zaczyna być naprawdę różnie… dobrze jest przetestować kilka źródeł, można naprawdę trafić na bardzo dobre maszynownie.
Powiem tak jeśli chcesz dobrze drukować, to jak kot powinieneś z kilku mysich dziur spróbować.
Maluchy i Średniaki w Polsce potrafią drukować na Bardzo starym zjechanym sprzęcie… w internecie jest ich w miarę łatwo rozpoznać. W swoich regulaminach obwarowują kwestię kolorów. Przeważnie tworzą kilka paragrafów mówiących o kolorach, że nie odpowiadają za kolorystykę i takie tam. Pojawiają się na przykład takie kwiatki, że dopuszczalne jest do 20% różnicy w kolorze. Jak już się widzi coś takiego trzeba być ostrożnym. Pomijam fakt, że jak można zbadać różnicę 20% na kolorze… rozbarwienia, składowe – Farmazony, a do tego nie mają sprzętu by zrobić testy i zero ustawionych profili na sprzęt.
W naszych warunkach dosyć często pojawia się problem składanych ulotek, z racji tego, że druki ulotek idą zbiorczo, drukarnie nie dobierają papieru pod względem ułożenia włókien co powoduje widoczne załamania na falcach.
Trochę popłynąłem w innym kierunku, ale nie ma zasady co do procentowego rozkładu drukowanych materiałów. Jaka maszynownia taka specjalizacja.
Różnice pojawiają się kiedy zaczyna się mówić o druku dużych nakładów i książek. Jeśli chodzi o druk tych drugich w naszym kraju to mamy zaledwie kilka znaczących drukarń które produkują na dużą skalę na nasz rynek i na eksport. Znaczna ilość druku zwłaszcza kolorowego skierowanego dla dzieci jest wykonywana w Chinach, a zwłaszcza wszelkie wycinanki, kolorowanki i bardzo kolorowe i mocno technicznie rozwinięte pozycje.
Osobiście miałem kontakt z kilkoma drukarniami i mniej więcej wyglądało to tak. Jeszcze dwa lata temu właściciele żyli ze stałych dużych zleceń na dzień dzisiejszy zachłysnęli się pozyskaniem drobnych klientów z sieci. Nie wspomnę, że wszyscy oni radykalnie obniżyli jakość usługi.
Kwestia drukowanych gazetek. To ciekawy biznes, ale wymagający dużego nakładu energii. Zazwyczaj wygląda to tak, że organizuje się kilku reklamodawców, którzy nie wiedzą tego, że pokrywają całkowicie koszt produkcji, pisze się za pomocą studentów jakieś artykuły i gazetę rozdaje się za pomoc kolejnych studentów. Pieniądz wpada niby jak ta lala, ale zazwyczaj takie pozycje długo się nie utrzymują, niska jakość artykułów, inaczej takie gazety nie dają nic ludziom. No chyba, że ktoś obrotny to może zrobić na tym niezły interes.
Gazetki małych sieci sklepowych, są kolejnym przykładem takiego interesu. Co prawda jeśli sieć jest spora to zgrania za to naprawdę duże pieniądze. Przykład parę lat temu miałem do czynienia z jedną z takich gazetek. Gazeta składała się z około 20 stron. Jeden moduł z mięsem kosztował w niej 800 zł na jeden stronie takich modułów mieściło się około 5 (każdy zawierał około 4 produktów), stron z mięchem było od czterech do pięciu. Moduł spożywczy kosztował od 200 do 400 zł (podobnie około 4 produktów) już nie pamiętam ile kosztowała chemia i pierwsza strona. Koszt jaki ponosił zleceniobiorca to było coś około 6000/8000 zł w zależności od nakładu. Zawsze się śmieję z tego, to jest reklama. Kompletnie nie znam jaka była wartość z potencjalnego klienta, ale wyraźnie widać, że to nie istotne jest czy klienci będą kupować czy nie dany produkt…
3.4.2011
@Piotr Nasze Ulotki, dzięki ci bardzo za obszerną wypowiedź. Właśnie to chciałem wiedzieć. Ja nie jestem grafikiem, ale sam temat jest dla mnie bardzo interesujący z czystej ciekawości. Dzięki ci bardzo. Pozdrawiam