Jaki powinien być szef?
Być dobrym szefem nie jest łatwo. W firmach dzieją się różne rzeczy, istnieją różne problemy. Myślę, że jeśli, już kompletnie na chłodno każdy pracownik z osobna i wszyscy pracownicy jednym głosem powiedzą o szefowej, czy o pracodawcy, że w gruncie rzeczy to nie jest zła kobieta, zły facet, to można mówić, że ostatecznie istnieje nić dobrego, usprawiedliwionego życiem przewodzenia grupie.
Jeśli jest szefem z innego świata powinien uważać
Szefowie, którzy są wyłącznie biznesmenami i nie mają swoich korzeni zawodowych w branży powinni otoczyć się wykwalifikowanymi pracownikami, którym powinni ufać i to ich się radzić w sprawie projektów. To co powstaje w firmie powinno być dyskutowane wewnątrz firmy. Pracownicy lubią być ważni, lubią mieć możliwość decydowania, opiniowania, oczekują tego, by liczono się z ich zdaniem.
O tym, czy projekt warto pokazać klientowi nie może decydować żona szefa, pies sąsiada. Chyba, że jakimś cudem są oni autorytetami w dziedzinie designu w oczach całego zespołu. W innym przypadku autorytet szafa, poczucie sensu w to co się robi w zespole zacznie się powoli nadwątlać, a szef stanie się karykaturalny, mało poważny. Załoga będzie go podziwiać za dryg do interesów, za to, że ma szaleństwo za metodę (bo jakimś trafem firma funkcjonuje), ale będzie nim gardzić w sferze kompetencji projektowych.
Nie powinien liczyć na to, że firma poprowadzi się sama, że pracownicy mu ją poprowadzą
Jego pieniądze, jego interes. Jeśli nie będzie przebywał w firmie, jeśli będzie sądził, że pracownicy wezmą na siebie odpowiedzialność za kluczowe decyzje, jeśli on będzie na wakacjach kiedy one będą miały zapadać, jeśli jego telefon nie będzie odpowiadać, to załodze będą opadać ręce. Z czasem ich podejście do zadań firmowych będzie przybierać postawy podobne tym jakie reprezentuje szef.
Nie powinien przeczyć samemu sobie
Porządny szef ma porządek pod kopułką. Mówi o rzeczach przemyślanych. Oczywiście każdemu zdarza się palnąć głupotę, nie być pewnym, tak do końca nie wiedzieć. To naturalne. Nie może być jednak tak by myśli szefa dotyczące konkretnej sprawy wykluczały się wzajemnie.
To jest klucz do tego, by w oczach załogi szef był poukładany, rozsądny, wiedzący na czym stoi. Aż strach pomyśleć co musi się dziać w przypadku, jeśli jest inaczej. Załoga tak na dobrą sprawę nie wie co robić. A może nawet wie, tylko nie wie co na to szef i boi się podjąć ryzyko robienia czegoś nie po jego myśli, stąd wszyscy się wahają i kręcą bez celu.
Powinien umieć przemawiać do grupy i do każdego z osobna
Potrafi zintegrować grupę, sprawić by mówiąc do ogółu ekipy każdy czuł się jej częścią. Potrafi też coś więcej. To więcej, to umiejętność wzięcia na stronę, kiedy tego sprawa wymaga. I zrobienia tego w taki sposób, by reszta nie musiała szemrać. Poza tym, chodzi tutaj też o interesy osoby wziętej na słówko, o przysłowiowy takt i czucie gruntu.
Powinien faworyzować umiejętnie
Jeśli trafi mu się as, w którego warto zainwestować, to już same zauważenie go, docenienie jego wartości dla firmy jest wielkim plusem. Nie można jednak przesadzać z tymi uściskami na oczach wszystkich, nie można osobie zasłużonej, utalentowanej fundować przywilejów kosztem załogi.
Wszystkich należy traktować równo. Każdy ma swoje zadania do wykonania i nie można sprawić by część ekipy czuła się dyskryminowana, traktowana z góry, obwiniana, zawalana dodatkowymi obowiązkami, tymi zdjętymi z pupili, którzy zostają w ten sposób znienawidzeni przez grupę.
Potrafi sprawić, że pracownicy wyróżniający się podciągają poziom członków zespołu
Jeśli ktoś faktycznie się wyróżnia to jego smykałka powinna zarażać pozostałych pracowników, powinien ich swoich metod i skuteczności nauczyć. Wszyscy powinni wiedzieć, że wygrał dla nich ten kontrakt, to zlecenie. A on sam powinien wiedzieć, że jest częścią składu. Jeśli coś się nie powiedzie to przegrał i on, i cała drużyna.
Musi być sprawiedliwy
Dla pracowników ważne jest wiedzieć, że szef widzi. Zauważanie to przyzwoita cecha. Ta uwaga dotyczy tego, żeby sprawiedliwie oceniać sytuacje. Na przykład, jeśli ktoś wypoczął, ktoś chorował, a w tym czasie ktoś dwoił się i troił, bo pracował za trzech, to wypada mu w tym okresie delikatnie mówiąc podszepnąć słówko krzepiącego współczucia, a po powrocie nieobecnych pracowników udzielić mu prawa do wytchnienia, rozluźnić jego kalendarz.
Musi umieć słuchać
Banalne? Właśnie, że nie. Szef nie lubi ludzi mądrzejszych od siebie. A zespół nie może bać się sygnalizować zagrożeń, uwag, pomysłów. Jeszcze ciężej jest sprawić, by takie postępowanie było czymś naturalnym, żeby nie było postrzegane przez innych pracowników jako chęć przypodobania się szefowi, bawienia się w karierowicza.
Powinien wydawać jasne polecenia
Stanowi to problem. Żaden pracodawca nie lubi jak pracownik siedzi bezczynnie. Tym pracownikom często się za to obrywa. Mają się prawo poczuć źle traktowanymi, błędnie ocenianymi, bo być może wykonali swoje zadania i akurat nie mają nic więcej do roboty, i po prostu nie wiedzą, że oznacza to, że w takiej sytuacji mają chwytać za ścierki i szorować biurka, robić porządki na półkach, czyścić komputery z nagromadzonych śmieci itp.
Powinien mieć dar obserwowania i rozładowywania napięć
Szef, który zatrudnia ludzi, wyłącznie po to, żeby zarabiali na niego i swoją wypłatę wiele traci. Szef, który płaci za pracę pracownikom i jest z nich dumny, śledzi ich rozwój, potrafi pochwalić w rozmowie przez telefon ze znajomym przedsiębiorcą to szef o wiele bardziej szczęśliwy. Istnieje duża różnica między kimś kto zatrudnia, bo twierdzi, że musi, kimś kto płaci z łaski, a kimś kto zatrudnia, by dawać komuś chleb, szansę rozwoju i jeszcze potrafi widzieć, i wiedzieć, że bez tych kilku ludzi nie byłoby tego interesu.
Szefowi, który jest bacznym obserwatorem łatwiej też będzie o ewentualne przesunięcia pracowników pomiędzy stanowiskami. Zwyczajnie będzie on widział, co komu wychodzi lepiej. Czasem zamiast zwalniać i wdrażać nową osobę, starczy dokonać korekt ustawienia.
Szef przenikliwie obserwujący szybciej wychwyci także i pomoże w rozładowaniu napięć zespołowych.
Powinien być szczery
Kłamstwo ma krótkie nogi. Jak klienci nie płacą na czas, jak przyszły miesiąc zapowiada się chudo, to z pewnych względów szef nie chce takimi wieściami swej załogi pracowniczej straszyć, nękać, obarczać. Pewnie dlatego, że im będzie to ciężko przyjąć do wiadomości, że części z nich mało to obchodzi, bo tych problemów nie traktują jako swojej działki.
Mówienie o tego typu problemach to wstyd. Nim dłużej utrzymuje się złe wieści w tajemnicy, tym ciężej jest je z siebie wydusić. Niektórzy pracodawcy boją się o spadek motywacji do pracy, o spadek wydajności pracy. Jeśli problemy nie znikną, to i tak wszystko w końcu wyjdzie na jaw. Pracownicy są częścią firmy, muszą wiedzieć w jakieś są sytuacji, chcą czuć się swoimi ludźmi, bo w miejscu pracy zostawiają lwią część swojego życia, tu zarabiają na przetrwanie. Więc lepsza jest gorzka prawda niż tajenie prawdy, co rodzi podejrzenia i słuszne pretensje.
Powinien używać celnych słów niosących motywację
A na tym polu trzeba być kreatywnym, bo mało, które argumenty mają taką samą siłę dwa razy. Obietnice, zbitki słowne niosące w sobie siłę i optymizm, powtarzane wciąż – słabną, tym mocniej im mniej za nimi faktów, fundamentów, fizycznych dokonań, treści. Puste słowa trafiają w próżnię.
Powinien nagradzać
Jak coś się powiedzie, jak ekipa odniesie sukces, to oczekuje nagrody. I to też wymaga kreatywności. Starczy wspomnieć, że takie same pochwały i takie same wysokości premii powszednieją. Ludzie szybko przyzwyczajają się do dobrego i traktują takie przejawy jako naturalną kolej rzeczy, a nie stymulator, rzecz podkreślającą wagę sukcesu.
Powinien mieć poczucie humoru
Dowcip, zabawna anegdota to dobry patent na to, by dobrze wejść w dzień pracy. W tym tkwi jakieś przesłanie. Dzieli się obowiązki jakiegoś ambitnego działania po czym każdy rozchodzi się by robić swoje. Istnieje dreszczyk. Rozluźniający dowcip oznacza tu tyle samo co, będzie ciężko, ale damy radę.
Powinien być człowiekiem dynamicznym
Dynamicznym, ale niekoniecznie przebojowym. Ludzie przebojowi nie muszą być ludźmi lubianymi. Za to ludzie dynamiczni rozkręcają ruch, wyrywają z nudy, rutyny, sprawiają, że coś się dzieje, potrafią ocknąć wewnętrzne pokłady sił i chęci, nastawić pozytywnie, zarazić pasją do działania.
Powinien umieć rozmawiać o problemach
Problem związany z rozmowami o problemach tkwi chyba w tym, że do tego trzeba spokoju, odpowiedniego nastawienia i ponad wszystko czasu, którego brakuje w tym pędzie.
Pokazanie ludzkiej twarzy ma swoje plusy i minusy. Ludzką twarz trzeba pokazywać umiejętnie.
Powinien umieć przyznawać się do błędów
Szefującym kobietom przychodzi to łatwiej. Szefującym facetom ciężej, bo faceci od razu czują się debilami. W każdym razie, solidnego szefa, w naprawdę wymagającej tego sytuacji, powinno być na tego typu skruchę stać.
Powinien być podziwiany za to, że jest konkretny, poukładany, rzeczowy
Dlatego, że taki człowiek w oczach błyszczy, lśni, budzi respekt. Każdy nabiera o nim przekonania, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
Powinien być postrzegany jako człowiek zaradny, skuteczny
Gdyby zsumować zawartość wszystkich tych punktów, to można powiedzieć, że taki szef jest postacią godną naśladowania. Kimś kim chciałoby się być. I o to właśnie chodzi, o reprezentowanie sobą cech i wzorów zachowań, o to by być przykładem, człowiekiem, którego obserwowanie może wiele nauczyć.
Powinien ściśle zarysowywać sfery dystansu między nim a załogą, jak i sfery otwartości i człowieczego podejścia
Ciężka to sztuka, bo jak tu sprawić, aby z jednej strony być zintegrowanym z załogą, wiedzieć, że ona wie, że możemy sobie zaufać, radzić się siebie, przyznawać się do popełnionych błędów, a z drugiej strony stworzyć dystans pomiędzy funkcjami, tak aby ktoś wiedział, że to my wydajemy polecenia, że te polecenia trzeba wykonywać, że to nie są prośby kumpelskie, tylko obowiązki, które trzeba wypełnić, które wynikają ze stosunku pracy. Ta granica jest bardzo cienka, dystans potrafi się skrócić, to skracanie się dystansu łatwo przegapić i potem ciężko odkręcić.
Powinien jakoś wyglądać
Nie tylko, gdy w biurze przyjmuje się gości i klientów. W innym przypadku i pracownicy zaczną się schodzić w dresach i klapkach, a interes zamieni się w kafejkę internetową, którą nawiedziła grupka kiboli, co chce pograć po sieci w Counter-Strike’a.
Powinien zadbać o komfort pracy
Jeśli narzędzia pracy są przestarzałe, jeśli utrudniają one pracę, powinno się je wymienić, zmodernizować. Nie powinna też mieć miejsca sytuacja, w której w firmie jest więcej pracowników niż stanowisk komputerowych. A tak potrafi być. Szef powinien przejawiać troskę o ergonomię stanowisk pracy, bo to troska o zdrowie pracowników.
Problemem rzeczywistości biurowej bywa też kwestia przerw śniadaniowych. Niektórzy robią je sobie 4 razy dziennie inni sami odbierają sobie prawo do faktycznej przerwy jedząc podczas wykonywania pracy.
fot. DepositPhotos
Powiązane artykuły:




24 komentarzy
3.12.2011
Nooo…. cały ja
Nic dodać nic ująć
3.12.2011
Strasznie dużo wymagań (; Z większością się zgadzam. Jednak ciężko stać się ”szefem” jeśli nigdy się takiego nie miało. A właśnie tak jest w moim przypadku. Nigdy nie pracowałem na etacie, zawsze freelance. Ale kiedy biznes się rozkręcił, trzeba było założyć działalność, wynająć biuro i zatrudnić kogoś, było trochę dziwnie.
Dużo zależy też od ludzi, których się zatrudnia. Bo, cóż… ludzie są różni. Tu też trzeba mieć szczęście. Nawet gdyby trafił się szef, który spełnia wszystkie powyższe wymagania może polec, jeśli na liście płac pojawi mu się ktoś, z kim pracuje się po prostu ciężko.
Moim zdaniem najgorszym błędem jest właśnie trzymanie ludzi po 8h dziennie w biurze, bez względu na to czy jest coś do zrobienia czy nie. Sam nie wyobrażam sobie 8-godzinnego dnia pracy. Tryb 9-5 to dla mnie idiotyzm. Zrobiłeś wszystko? Lista to-do pusta? To fajrant. Po co marnować czas na siedzenie i bezmyślne buszowanie po Sieci.
BTW. po kliknięciu „Dodaj komentarz” dostałem 503. Nawyk kopiowania dłuższego tekstu przed wysłaniem ratuje dupę.
3.12.2011
Szef idealny. Jestem ciekawa czy tacy naprawdę istnieją
3.12.2011
Bardzo trafnie ujęte pozycje tyle jak sami wiemy często nijak się mają do rzeczywistości. Zawsze się zastawiałem jak można pogodzić pewne sprawy związane z zarządzaniem. Odpowiedzi dostarczyła mi moja żona, która pracuje
w dużej firmie. Okazuje się, że model zarządzania zasobami ludzkimi stosowany w dużych korporacjach są bardzo skuteczne. Zdaje sobie sprawę z tego, że ciężko jest przenieść ten schemat na mniejsze „powierzchnie”, ale można zawsze spróbować.
Oczywiście kwestie jakie wymienił @Adam są jak najbardziej pożądane u szefa, ale wiadomo nikt nie jest idealny.
No dobra o co mi chodzi… przyjmę formę amerykańską – obrazkową, czyli przykład.
Żona pracuje w zespole około 5 osób, wszyscy mają nad sobą lidera. Nad liderem jest menadżer który dyktuje co mają robić określonego dnia. Zazwyczaj daje im do zrobienia, partie materiału, która jest ciężka do wyrobienia. Tym bardziej, że zespól nie składa się z osób na podobnym poziomie.
Mechanizm działa tak jeśli ktoś zrobił swój materiał, odbiera dalsze partie od osób nie wyrabiających się z robotą. Czyli wytwarza się pewien poziom konfliktu na poziomie pracowników. Zazwyczaj jest to powodem podziału w zespole. Lider ma korygować wszystko i pogodzić wszystkich. Jeśli sytuacja się zaogni trafia do menadżera, który zazwyczaj ma z góry wiadome zdanie na określony temat – jest „zły”, zazwyczaj pracownicy próbują rozwiązać problem sami wraz z liderem. Generalnie mamy już odpowiedni poziom konfliktu. Teraz jeśli ktoś postanawia wyłamać się z szeregu od razu sprawa ląduje u menadżera, on odpowiednio koryguje zachowanie pracownika. Czyli pogłębia się napięcie i wmieszana jest w to już większa liczba osób. Nadmienię, że hierarchia jest znacznie większa. Dalej są kierownicy, dyrektorzy pionów itd.
No i co z tego wynika… wszystko wygląda niby prosto, ale zaczyna się niezła kombinacja kiedy pracownik ma dostać pochwałę. Od czasu do czasu w firmie tej pracownicy przechodzą pewien rodzaj weryfikacji. Wyniki tej procedury są przedstawiane pracownikowi z następujący sposób. Zbiera się kadra wyższa (do trzech osób, menadżer, kierownik i dyrektor pionu) prosi delikwenta do pokoju i zaczyna się jazda. Jeśli ma nastąpić reprymenda wiadomo co się dzieje wszystko zostaje we własnym sosie, ale jeśli pochwała to znienawidzony menadżer zaczyna chwalić przed kierownikiem i dyrektorem, po czym kierownik wypowiada się zazwyczaj ochy i achy… i teraz najpiękniejsze dyrektor wychodzi do wszystkich około 80 osób w pionie i chwali człowiek przed wszystkimi…
Teraz wyobraźcie sobie co czuje człowiek, który taką pochwałę zgarnia (za pochwały nie płacą dodatkowych pieniędzy). Co czują osoby, które zgarnęły reprymendę i jaki mają stosunek do osoby chwalonej… pogłębia się ich złość nie na kierownictwo, a na pracownika chwalonego.
Generalnie mechanizm ten sprowadza się do tego, że wszelkie uczucia pracowników rozłożone są nie na jedną osobę tylko na ich szereg. Odpowiedzialność zbiorowa, konformizm i wszelkie mechanizmy zbiorowe spełniają bardzo dużą role w tym modelu.
Mała dygresja. Wspaniałym rozwiązaniem w tej firmie jest poczta elektroniczna, pracownicy mają zablokowane swoje prywatne konta, ale za to mogą korzystać
z firmowych. Wiedzą, że poczta ta jest monitorowana, ale i tak piszą przez nią różne rzeczy, bo w zasadzie „nikt na to nie reaguje”. Jest to kolejny element kontrolujący poczynania.
Reasumując, firma ta poradziła sobie z „problemem” pracowników zrzucając wszystko na system. Nie zmienia to faktu, że ludzie przychodzą tam do pracy
z przyjemnością bo jak się zespół dotrze to tworzy zgrany układ, który ma przyjemną atmosferę. Ludziska śmigają do roboty z uśmiechem za 1400 zł… bo pracują w fajnym zespole… nie jest to piękny układ?
Z mojego doświadczenia wiem, że podobne układy sprawdzają się na mniejszą skalę. Mam kontakt z firmą, w której jest dwóch szefów no i oczywiście kierownik. Jeden jest tym „złym” a drugi „dobrym”. Pierwszy szef jest od kija a drugi od marchewki, kierownik od wszystkiego. Co najlepsze potrafią się zamieniać miejscami. Ten system działa od lat i co mogę powiedzieć, że ludzie, którzy tam pracują bardzo sobie chwalą to zatrudnienie.
3.13.2011
Ubiegłeś mnie Adam z tym artykułem, ja mam szkic jeszcze tylko choć w stylu „grzechy główna szefa”. I chyba go mimo Twojej publikacji skończę, bo u Ciebie jest to tekst z punktu widzenia podwładnego a ja staram się postawić obok i ocenić i ze względu na jakość pracy w firmie jak i efekty.
A tak poza tym to dobry tekst i dogłębna analiza
3.13.2011
Najważniejsze u szefa jest to, żeby nie był debilem. Po prostu.
3.15.2011
Uważam że szef powinien umieć dostrzegać i wykorzystać zdolności i słabości swoich pracowników, a najlepiej jeśli umiałby ich inspirować… Choć rzadko się to zdarza to jednak jest to możliwe (z własnego doświadczenia).
3.17.2011
@Marek, jasne że zdarza się, że szef daje kopa w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Szefa też to cieszy, bo widzi, że ma dobry wpływ na pracownika. Jeden z moich pracodawców przyznał jednak, że w bardzo podobnej sytuacji potrafi zachować się różnie, raz mu się powiedzie, innym razem „spali sprawę” i gryzie się w jęzor. Przyznał, że sam nie rozumie co nim powoduje, i pożałował, że nie jest to rzecz dana na stałe.
3.17.2011
@Paweł, zdarza się i tak;) A wtedy człowiek się dziwi jakim cudem firma funkcjonuje.:)
3.17.2011
@misz, w takim razie z niecierpliwością czekam na „grzechy główne szefa”.:) Myślę, że szef, który potrafi spojrzeć na siebie z boku to dobry szef. Najgorsi są tacy co nie przyjmują niczego do wiadomości, tylko są zaprogramowani kilkoma frazesami o własnej doskonałości.
Tak jak zauważyłeś ugryzłem to od strony podwładnego. Właściwie to takim szefem bym chciał być, jak napisałem.
3.17.2011
@Piotr Nasze Ulotki, bardzo rozbudowana i ciekawa wypowiedź. Wiesz, duże przedsiębiorstwa zawsze mnie interesowały pod względem hierarchii i ja wiem, że proste to jest tylko na schematach w książkach od przedsiębiorczości. W molochach jest wszystko w miarę ok, bo musi. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że skoro daje się ogarnąć masy pracownicze, to tym bardziej w małych firmach powinien być porządek. Żeby dużą firmę objąć wzrokiem, to trzeba by ją oglądać z helikoptera, w małej firmie wszyscy są w zasięgu wzroku. Jak prześwietlę przeszłość z małych firm i w wyobraźni przeniosę ten chaos do wielkiej firmy to widzę jeden wielki kataklizm:)
Wiesz, ja miałem styczność bardziej z drugim modelem przez ciebie opisanym, bo epizody w wielkich firmach (branżowych i nie) nie dawały mi szans na poznanie mechanizmów zarządzania. Największe doświadczenie mam za to w związku z firmami, w których podział zadań był elastyczny. Czyli, szef – pracownicy (tutaj wymienność pozycji, uzgodnienia co do podziału zadań). Nie było to złe, ale łatwo było o niesprawiedliwość.
3.17.2011
@Helena, myślę, że trzeba by dosztukować jeszcze jedną taką listę by zbliżyć się do ideału;) Istnieją równi goście. Wszystko weryfikują realia i konkretne sytuacje. Jeśli postępowanie szefa jest zrozumiałe dla pracowników to jest ok.
3.17.2011
@Paweł Kadysz, czyli masz duże pokłady indywidualizmu w sobie i lubisz pracować po swojemu. To jest akurat pozytywne. Sam mam podobnie. Podziwiam ludzi, którzy potrafią się podporządkować, robić gdzieś, w czymś wiele lat i im to nie ciąży, nie nudzi się. Ja próbuję co jakiś czas wskoczyć w pracę zespołową, podporządkować się decyzjom szefa, który mnie zatrudnia. Zauważyłem jednak, że jest mi to potrzebne, kiedy chcę się usystematyzować, po rywalizować, poćwiczyć cierpliwość w grupie, czy liczę na to, że w firmie będę ogarniał duże tematy, takie do których sam nie wiem jak podejść, albo zwyczajnie nie ogarnę czegoś sam.
W innych przypadkach wole być freelancerem. Mi się podoba Twoje inicjatywa, bo tam robisz to co chcesz, przenosisz swoje pomysły, to jest taka niezależność projektowania, coś o czym wielu marzyło, a z czasem o tym zapomniało dając się podporządkować schematom firmowym.
3.17.2011
@MF, no właśnie na tobie się wzorowałem pisząc ten tekst:)
3.17.2011
Hehe, domyślam się, że chodziło ci o mnie?
Ja sobie przypominam jednego szefa, który potrafił słuchać naszych mądrości i robił to z bardzo dziwnym wyrazem twarzy, którego nie potrafię opisać, a zdjęcia z tą miną nie poślę, bo nie jestem fotogeniczny.
Co to był za wyraz twarzy. Z jednej strony facet robił się czerwony, jakby miał zaraz besztać. Z drugiej strony na jego twarzy malował się bardzo dziwny uśmiech. Trochę jak trębacz, trochę jakby wstrzymywał wybuch śmiechu. Hehe. I ja nie wiem czy go duma rozpierała, że ma tak zaangażowanych ludzi w składzie, czy wręcz odwrotnie, kpił sobie z nas. Dziwny przypadek, pozytywny kolo.
3.18.2011
Szef nigdy idealny nie będzie, ważne żeby pozytywne cechy przeważały nad tymi negatywnymi. Miałem różnych szefów (już pisałem o tym wcześniej) i zależy skąd szef się wywodzi. Niestety a może na szczęście żaden szef nie jest jasnowidzem i trzeba się mocno czasami „natrudzić” żeby widział to co ma widzieć, a nie widział tego co ma nie widzieć. Na moje nieszczęście kiedyś myślałem, że szef widzi moje zaangażowanie, a on niestety widział tylko to, że wychodzę na papierosa.
Z doświadczenia wiem, że rzeczy które zrobimy, z których jesteśmy zadowoleni i myślimy, że szef też wie, że odwaliliśmy kawał dobrej roboty, musimy je mocno pozycjonować względem wszystkiego co robimy w firmie. Jeśli tego nie zrobimy zostaną niezauważone, a podczas weryfikacji może okazać się niestety, że tylko siedzimy i wypalamy piksele w monitorach a projekt, który spowodował opad szczeny klienta i pozyskał cztery nowe zlecenia dwa miesiące temu się nie liczy. Przecież to wszystko zasługa PM, który tak chętnie opowiadał o tym projekcie, tak naprawdę nie wiedząc o co w nim chodzi (bo jak już wcześniej też wspominałem nie potrafi odróżnić jquery od flasha).
Niestety, sama dobra praca nie wystarczy w firmie aby w oczach szefa być super wartościowym pracownikiem, potrzebny jest do tego osobisty PR, nawet w przypadku gdy szef spełnia 90% z tego co wymienił Adam.
Na szczęście nie pracowałem w firmie takiej jaką wymienił Misz w swoim artykule, z czego się bardzo cieszę i dzięki temu doceniam to co mam.
Nie narzekajmy na szefa swego, bo możemy mieć gorszego
A jak się nie podoba to zawsze możemy przejść na swoje i po kilku latach okaże się jakimi my jesteśmy szefami.
3.19.2011
Ja pracuję z bardzo fajnym szefem, chyba jedyną jego wadą jest to, że jest strasznie zakręcony (kontakty z klientami, telefony, itp.) – czasem trzeba się kilka razy przypominać o swoje. ;] Aczkolwiek jeśli miałbym oceniać obiektywnie, to nie jest to nic specjalnie strasznego, bo jak już się człowiek przypomni, to dostaje o co prosił.
3.22.2011
Bycie szefem nie jest zadaniem łatwym. Uważam, że jedną z trudniejszych rzeczy jest zaznaczenie tej cienkiej granicy pomiędzy „koleżeństwem” a „władzą”. Niestety przeważanie zarówno koleżeńskiego stylu bycia, jak i sprawowania władzy absolutnej nie sprzyja fajnej atmosferze i wydajnej pracy zespołu. Są tacy ludzie, którzy mimo utrzymywania dosyć luźnych stosunków służbowych nadal pozostają „szefostwem”. Wytwarzają taką fajną sytuację gdzie pracownik może pozwolić sobie na swobodny żart w trakcie zebrania, ale jednocześnie nie będzie się spóźniał czy pierdział w stołek 8h bo jednak „szef” patrzy. I to jest genialne.
Niestety nie każda osoba będąca szefem, ma do tego predyspozycje. Niekiedy szeregowy pracownik awansuje na szefa zespołu, ze względu na to, że ma duży staż pracy w firmie, jest solidny, świetnie sprawdzał się w swojej dotychczasowej roli itd. i bardzo ciężko było go pominąć przy awansie – ot co. Jednak w momencie gdy brakuje mu predyspozycji do szefowania, można krzyknąć „I’ve created a monster!”.
3.23.2011
@deryl, z tą mimiką twarzy u szefa też miałem podobną historyjkę. Tylko w moim przypadku, te strojenie min przez szefa oznaczało tyle co „ale jestem wspaniały, że mam taki zaangażowany zespół”. No i super, ja też się cieszyłem:)
3.23.2011
@Tomasz Kowalczyk, to zakręcenie to normalka. Czasem jest to nawet fajne, dużo śmiechu przy tym. Dziś tak już jest. Człowiek robi jedno, a po głowie toczą mu się urywki tysięcy innych spraw:)
3.23.2011
@jask, dobrze trafiłeś z tym osobistym PR. Tylko teraz tak. Nie wiem jak Ty, ale ja czuję do tego bunt, dla mnie to śmierdzi. Robię swoje i potem mam jeszcze wchodzić na biurko, dyndać na żyrandolu i krzyczeć, że jestem mistrzem, że jestem z siebie dumny, bo dałem radę? Wszystko to po to, żeby ktoś to zauważył.
Przekładając to na życie. Załóżmy, że ktoś nam coś sprezentował. Czy będziemy go lubić, jeśli do końca życia będzie nam opowiadał, że żeby to zdobyć to musiał sforsować góry, lasy, musiał uciec z pokładu ufo, pracować na 2 etaty, żeby na to odłożyć pieniądze itp. Jak coś komuś dawał to coś dla kogoś zrobił i powinien darować sobie szczegóły.
3.23.2011
@daiquiri, z tym awansem wysłużonego szeregowego pracownika np. na kierownika to bardzo ciekawa sprawa. Z jednej strony zna on firmę jak własną kieszeń i nawet może przejawiać cechy przywódcze, a jednak… kurcze coś potrafi nie zagrać. Może z tym jest podobnie jak z kimś kto siedział w pace całe życie i nie potrafi już żyć na wolności, decydować? Może coś jest na rzeczy z tym, że awans przyszedł za późno?
A z rozgraniczeniem poleceń służbowych i przetwarzaniem ich przez słuchających w prośby koleżeńskie, z których wykonaniem można przecież poczekać spotkałem się, mieliśmy z tym problem. I ostatecznie nie wiem, czy problem „chłopie wrzuć na luz” został rozwiązany…
10.15.2011
Czyli tak w skrócie szef powinien być normalnym, rozsądnym człowiekiem, a najlepiej takim szefem-kumplem
Ja słyszałam różne opinie na ten temat i pod różnymi ludźmi w przeszłości pracowałam. Powiem tak: jak się pracuje u kogoś, kto trzyma pracowników tylko po to żeby zapierniczali non stop, a nawet nie zna ich imion, to jest naprawdę słabo. Zero motywacji. Człowiek się rano budzi i żyć mu się nie chce, jak pomyśli, że ma iść do takiej pracy, gdzie szef go nie lubi, drze się na niego i w ogóle atmosfera jest beznadziejna.
Moje podejście do pracowników jest takie, że jesteśmy zespołem, razem robimy różne projekty i wszystkim nam zależy, żeby robić to coraz lepiej i by pozyskiwać coraz ciekawsze zlecenia. Bo wiadomo, jak firma się rozwija, to rozwijają się pracownicy.
Myślę, że moi pracownicy mają motywację do pracy, bo nie ma czegoś takiego jak obóz pracy – jeśli zrobiłeś swoją robotę, to możesz wyjść z pracy wcześniej. Jeśli jest bardzo dużo pracy i nie wyrabiamy, to oni sami proponują, że zostaną dłużej. I to jest fajne, bo im zależy.
Nie wyobrażam sobie też nie lubieć się z pracownikiem. Ja z każdym mam dobry kontakt bo to jest jedyna droga do porozumienia. Wiadomo, że czasem jest ciężko – terminy gonią, jest nerwówka, dlatego ważne jest, aby relacje były dobre, by sobie pomagać nawzajem.
Poza tym, moim zdaniem praca to nie ma być po prostu praca tylko coś, co się lubi. Jak lubisz to co robisz, to łatwiej się motywujesz. W dodatku jak jest fajna atmosfera, pośmiejemy się, powygłupiamy czasem to jest naprawdę przyjemnie.
Oczywiście obowiązki są i każdy je zna, więc na mnie spoczywa odpowiedzialność, żeby wszystko było na czas i żeby klient był zadowolony. Więc jak trzeba to przypilnuję, pouczę itp. I nie zawsze się zgadzamy ze sobą, bo ja jako szef czasami pewne rzeczy widzę inaczej – bardziej naciskam na terminy itp.
Ale staram się, żeby każdego pracownika inspirować do rozwoju firmy – angażuję ich w różne dyskusje, pomysły, pytam o zdanie itp.. Bo wiem o tym, że sama tego nie osiągnę bez zespołu, któremu też na tym zależy.
10.24.2011
@Monika Loryńska, no to jesteś właściwą osobą na właściwym miejscu. Nic tylko pogratulować Ci podejścia. Ja uważam, że kobiety radzą sobie lepiej ze sprawami związanymi z kształtowaniem dobrej atmosfery. To głęboki temat, ale świat facetów jest tak skonstruowany, że stawiają oni na rzeczowość, stanowczość. Wielu facetów nie potrafi pytać o to jak czuje się zespół (w stosunku do innych facetów to nawet trochę dziwne).