Freelancer i kwota zabezpieczeń
Jaka jest minimalna kwota jaką chcecie osiągnąć, by zabezpieczyć wasze interesy? Czy staracie się trzymać kwotę na czarną godzinę?
Czy zabezpieczacie w ten sposób np. należności trudne? Jaka kwota sprawi, że będziecie spać spokojnie, w spokoju prowadzić będziecie swój biznes?
Myślę, że bezpieczeństwo, spokój działania można utrzymać pracując nad zarezerwowaniem środków w następujących kwotach i na następujące cele:
1. Równowartość 3 pensji
Kwota na czarną godzinę, na wypadek, gdy klienci zwlekają z płatnościami, rozmyślają się, towarzyszy nam brak zleceń. Zabezpieczenie w postaci 3 miesięcznego wynagrodzenie sprawia, że na spokojnie można pracować nad dokończeniem prac bieżących i zaległych.
Daje też możliwość przesunięcia środka ciężkości, skupienia się na pozyskiwaniu nowych klientów. Bez paniki. W spokoju.
2. Równowartość komputera
Kwota pochodząca z wpłat na fundusz naprawczy (awaryjny) wpłacona w całości. Nasz drugi komputer.
Komputer to podstawowe narzędzie naszej pracy. Nowe komputery też potrafią być wadliwe. Nikt z nas nie może sobie pozwolić na to, by podstawowe narzędzie naszej pracy stało 3 tygodnie w serwisie komputerowym.
3. Minimum 3 tysiące złotych, jeśli wykonanie części prac zlecamy osobom trzecim
W przypadku, gdy część prac zlecamy podwykonawcom. Suma taka nie pozwala na wielki komfort. Pokazuje, że zlecenia nie mogą opiewać na wysokie kwoty. Niemniej jednak, na wszelki wypadek nie będzie się trzeba tłumaczyć podwykonawcy dlaczego nie przelaliśmy mu pieniędzy za pracę jaką wykonał.
Tłumaczenie się przed kimś kto się napracował jest rzeczą najgorszą. Nawet rodzony brat by nie zrozumiał, że nie ma się dla niego kasy, a co to dopiero…
Tłumaczymy się kiedy klient nam nie zapłacił, tłumacząc się, że mu ktoś nie zapłacił, bo pewnie i klientowi klienta ktoś nie zapłacił. Najlepiej układająca się współpraca rozleci się z nieuregulowania kwestii finansowych.
Nieprzyjemnie jest wyglądać na oszusta.
Fot. DepositPhotos
Powiązane artykuły:




36 komentarzy
5.1.2011
Bezpieczeństwo finansowe jest bardzo ważne, zwłaszcza gdy działamy na zasadzie freelanceringu. To zapewnia minimum psychicznego komfortu, dzięki któremu nikt nie musi nerwowo zerkać na stan swojego konta – czy przelew już dotarł.
Na pewno przydadzą się pieniądze na „przetrwanie”, czy to do czasu otrzymania przelewu, czy na nieco słabszy miesiąc. Większa rezerwa pozwala to też odrzucić zlecenie, które nam szczególnie nie pasuje. Im większa rezerwa tym większy luz. Tak czy inaczej warto ją mieć chociaż w wersji mini. Sprzęt to również ważna sprawa, bo bez sprzętu nie zarabiamy. Ja akurat mam „zapasową” stacjonarkę. Jeżeli zlecamy coś osobom trzecim wypadałoby dysponować całą kwotą, chyba że układ był jasny: zaliczka + reszta, gdy klient opłaci już fakturę.
Zapasowa gotówka zawsze się przydaje, zwłaszcza gdy działamy jako wolny strzelec i nikt nam za czas choroby czy wolnego nie zapłaci. Często pewnych spraw nie da się przewidzieć. Zapas w postaci trzymiesięcznego wynagrodzenia jest pewnym marginesem błędu. Z racji wykonywanych usług często jesteśmy na końcu łańcuszka opłat wykonywanych przez klientów i to też warto wziąć pod uwagę.
5.2.2011
Będąc freelancerem bez etatu, równowartości 3 pensji nie dałem rady nigdy odłożyć. Ratowała mnie nie raz karta debetowa
5.2.2011
Zgadzam się. Taką kupkę pieniędzy ciężko jest odłożyć. Idealnie jest, jeśli możesz ją wnieść w formie oszczędności na początku drogi, albo wracając do projektowania jako freelancer.
Tylko teraz tak. Takie pieniądze ciężko jest wygospodarować i jak znam życie one szybko znikną.
Niemniej jednak w cywilizowanym świecie tak powinno być. Kwota zabezpieczenia interesów dla siebie w postaci 3 pensji to jeszcze nie jest tak istotne, bo konsekwencje niegospodarności, albo problemów związanych z nieuczciwością klientów ponosimy my, w samotni, bierzemy to na siebie, „nikt tego nie widzi” i nikt się tym nie przejmuje.
Najgorzej jest w przypadku, gdy z kimś współpracujesz i projektu nie zabezpieczysz. W gruncie rzeczy wypada mieć kwotę pokrywającą wartość zlecenia, a przynajmniej działkę dla podwykonawcy. Jego to mało obchodzi, że ktoś nam nie zapłaci, swoją robotę zrobił i trzeba mu dać kasę, bez względu na to czy projekt przeszedł czy nie. Przypadków solidarności i ofiarności w tym wypadku nie znam. Można wyłączyć telefon i czuć się świnią, a być nią nie trzeba. Tak jak napisałeś.
5.2.2011
A ja się panów zapytam, czy jako freelancerzy macie założone DG, czy też rozliczacie się wyłącznie za pomocą umowy o dzieło?
Zastanawiam się nad rozpoczęciem takiej formy zarobkowania i nie wiem jak się zabrać do tematu finansowo-podatkowego.
Czy US nie czepia się jeśli ciągle pozyskujecie klienta, a rozliczacie się bez prowadzenia DG ? (niby sposób zorganizowany i ciągły)
Sorry za Offtop, ale potrzebuje szybko wrócić do graficznej profesji.
5.4.2011
Mam DG i jestem w stanie odłożyć około 1,5 pensji. Ale to też trudno oszacować, bo cały czas jest jakaś płynność. A to część kasy wciąż jest u klienta a to zaczyna się nowy miesiąc i trzeba opłacić ZUS, a to nagle trzeba zapłacić VAT czy inne podatki i w sumie trudno powiedzieć jak naprawdę stoję z kasą
5.4.2011
Mówiąc wprost chodzi o płynność finansową. Wspaniale jest kiedy firma ma takie mozlowosci, które pozwalają firmie na ubezpieczenie wykonywanej pracy. Sami wiemy jak to jest w naszym kraju. Generalnie sam zawsze próbuje zabezpieczyć się, ale wychodzi to naprawdę różnie.
5.5.2011
@arti – niby panów się pytasz, ale dorzucę swoje 3 grosze
.
Osobiście prowadzę DG, aczkolwiek nie musisz od razu się za to zabierać. Na początku radzę Ci spokojnie rozliczać się na podstawie umów – w momencie gdy osiągniesz w miarę regularny przychód załóż własną działalność. Chyba, że nie przeszkadza Ci cała ta papierologia i opłaty związane z chociażby ZUSem, rachunkowością itd.
5.5.2011
@Daiquiri – Dzięki, ale właśnie Zusu się boje, bo mimo że mam etat – płaciłbym więc niższy, to w obecnej sytuacji nie mogę pozwolić sobie na dokładanie chociażby takiej kasy do interesu gdy nie złapie zlecenia. Z jednej strony to śmieszna kwota, ale przecież nie zawsze robi się projekty liczone w tysiącach złotych… Na pewno nie na początku.
5.6.2011
Co do tego zabezpieczenia to 3 miesiące mogą być ok, ale spotykałem się z opiniami, że najlepiej 6 miesięcy, bo:
- jest czas na znalezienie pracy / zlecenia,
- można spokojnie dokończyć swoje projekty.
5.7.2011
Arti – na etacie tylko składka zdrowotna – 3 stówy.
5.7.2011
@Daiquiri, właśnie. Zapomniałem wspomnieć o komforcie płynącym z posiadania zaskórniaków pod kątem płynącej z tego możliwości odrzucania zleceń, albo rezygnowania ze zleceń, które mogą nie skończyć się nigdy. Dzięki Ci za to, że o tym wspomniałaś.
Kolejną ważną kwestią jaką poruszyłaś są urlopy, chorobowe. Dobrze jest jeśli urlopy się przytrafiają, a na nie też trzeba zarobić, a dodatkowo jeszcze ten okres byczenia się sobie zabezpieczyć (żeby wyglądało to na urlop płatny). Choroby to lepiej, żeby się nie przytrafiały nikomu. Niemniej jednak nie można ich nie uwzględniać, nie brać takiej ewentualności pod uwagę. I tu jest problem. Kiedyś o tym pisałem. Najgorzej jest, jeśli nie ma nas kto zastąpić gdy choroba ciągnie się ponad tydzień.
5.7.2011
@jask, bo faktycznie ciężko jest taką „kupę forsy” odłożyć. 3 pensje to i tak mało. W tym akurat tekście nie uwzględniłem wspomnianych przez @Daiquiri urlopów, chorobowego itp.
Żeby odłożyć 3 pensje to, albo trzeba mieć szczęście w postaci dobrze płacących klientów, albo przez pewien okres pracować ponad siły. Tylko to też wiele nie załatwia. Dajmy na to, ile razy zdarzają się takie zlecenia i tacy klienci, żeby się obłowić i poczuć bezpieczeństwo? Owszem można mieć dobrą passę, są pozytywne przebłyski…. ale jak to się mówi „nic dwa razy się nie zdarza”…
Dobrą opcją jest łączenie etatu z fuchami i odkładanie części pieniędzy, jeśli ktoś nosi się z zamiarem przejścia na swoje.
5.7.2011
@deryl, mi ciężko przychodzi współpraca, rzadko wykorzystuję podwykonawców z racji na budżety. Uważam, że dużo więcej idzie zdziałać w teamie i od dawna ubolewam nad tym, że nie mogę sobie pozwolić na tego rodzaju komfort.
Realia są takie, że większy projekt powinien zapewniać przetrwanie i po części finansować kolejny projekt (zabezpieczać go). Ciężko uzyskać taki stan.
5.7.2011
@shpyo, racja. Też czytałem o tym, że najlepiej jest dysponować równowartością 6 wypłat, a jeszcze lepiej 12. Tylko, że to już jest kosmos jak dla freelancera. Wszystko zależy od tego kto i czym się zajmuje. Jak ktoś robi miesięcznie 4 zlecenia i każde za 2000 zł to zrealizuje taki cel:)
5.7.2011
@Piotr Nasze Ulotki, w rzeczywistości to nawet trudno jest sprostać temu co zawarłem w artykule. A tak powinno być by można skoncentrować się na pracy a nie na ściganiu klientów itp.
W tym roku straciłem dwa zlecenia właśnie przez to, że nie byłem w stanie zabezpieczyć ich finansowo. Wymagały one skorzystania z podwykonawcy i nie mogłem ich przyjąć.
5.7.2011
@Andrzej, ja wiem, że to ciężko oszacować. Ciężko jest to wszystko utrzymać w ryzach, jest za wiele czynników jakie trzeba uwzględniać, jest wiele rzeczy, które łatwo jest przegapić, na których łatwo się potknąć.
5.7.2011
@arti, wiesz US nie jest taki straszny. Nigdy nie miałem z tym problemów, bo nie przekraczałem pewnych progów, po przekroczeniu, których zaczynają Ci sugerować, że powinieneś założyć działalność gospodarczą. I wtedy mają oni racje.
Swego czasu w US robili problem np. odnośnie kasy z emisji reklam na stronach www, bo to dla nich samych była nowość i nie wiadomo było jak tak do końca podejść do tego jak takie dochody opodatkować.
Jeśli chodzi o działalność na własny rachunek to tak jak napisała @Daiquiri, najpierw trzeba zadbać o regularne, zadowalające nas dochody. Tak, żeby nas było stać na utrzymanie firmy, płacenie zusów itd.
Do tego czasu najlepiej pracować w oparciu o umowy zlecenie. Warto jest cisnąć właśnie na tego rodzaju umowę.
Jak wspominałem w skarbówce nie ma problemów. Dochody wpisujesz w polu „działalność wykonywana osobiście”.
Często zleceniodawcy dokonujący Ci wypłaty na rachunek sami załatwiają za Ciebie sprawy składek.
5.9.2011
Co do komputera, rekomenduję po prostu zakup porządnego DELLa z 36letnią gwarancją Door2Door. Ja już się nauczyłem po moich wpadkach z poprzednim laptopem, że tak jak mówisz, nie mam czasu na 3 tygodnie bez własnego komputera. Na całe szczęście, Panowie serwisanci z DELLa w ciągu 24h od zgłoszenia problemu przyjeżdżają z wszystkimi niezbędnymi częściami i wymieniają je w ciągu godziny na miejscu.
Dlatego też, imho warto dopłacić te 30% kwoty do sprzętu i spać spokojnie przez 3 lata nie martwiąc się o niego
5.9.2011
@Piotr J. Synowiec
. Żartuję oczywiście, ale faktycznie gwarancja tego typu jest rewelacyjna. Widziałam jak działają – świetna sprawa. Przyjechał specjalista do domu i „naprawił” od ręki.
36 lat to sporo
Ja miałam problem z monitorem od HP, podobna rewelacja. Na drugi dzień od telefonicznego zgłoszenia kurier przywiózł mi nowy, a mnie poproszono o odesłanie tego wadliwego. Oczywiście na koszt HP – przyjechał kurier i zabrał sprzęt. Naprawdę bajka
.
5.9.2011
@Piotr J. Synowiec, o serwisie Della to słyszałem kiedyś wiele dobrego. Właściwie dzięki Ci za to, że napisałeś o tym, bo zdążyłem już o tym zapomnieć. Chociaż… poważnie chodzi o 36 lat?
5.9.2011
@Daiquiri, dzięki Ci za to, że wspominasz o firmach, które poważnie traktują swoich klientów. Bardzo użyteczne wieści.
5.9.2011
@Adam
.
Raczej o 36 miesięcy
5.11.2011
Wpis zacny – ale tak popatrzyłeś, że wszystko w koło pracy
hmmm moim zdaniem 10 000 zapasu na koncie na tzw. czarną godzine to jest minimum!
a przynajmniej moim zdaniem i nie raz sie o tym przekonalem
5.11.2011
Wtrącę w temat z firmami:
Na plus: Logitech – rewelacyjna pomoc techniczna, za darmo wysłali mi odbiornik do MX Revolution. PZU – dali zastępczy samochód na czas naprawy.
Na minus do potęgi n-tej – Nikon – lustrzankę trzymali pół roku tłumacząc się co chwile i że nie ma części, że już wysłali, że nie ma osoby odpowiedzialnej – śmiech na sali.
Warto może kiedyś założyć temat o firmach rzetelnych dla branży
5.16.2011
@jask, mam już prawie gotowy tego rodzaju wpis, na Twoje życzenie:) Myślę, że będzie przydatny dla nas wszystkich.
5.16.2011
@dayv, w gruncie rzeczy te 10 tys zapasu to właśnie 3 wypłaty, bo tyle powinno się zarabiać w naszej branży. I od razu zaznaczam, że zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy zarabiają więcej, i że są i tacy, którzy zarabiają dużo mniej. Przeglądam oferty pracy, gdzie grafikom proponuje się pensję minimalną i mam tego świadomość, że ludzie za tyle pracują.
5.18.2011
wd. Ciebie dla grafika 3000 to jest odpowiednia kwota? :> tzn. ok grafik grafikowi nie równy, ale moim zdaniem 3000 [przynajmniej dla mnie] to nie jest odpowiednia kwota – a ile by ten czy ów nie zarabiał 10 000 tys. to jest bdb zapas
5.18.2011
Z mojej strony
Bardzo dobrą praktyką jest odkładanie na bieżąco drobnych kwot. Ja sam osobiście staram się tak robić… z różnym skutkiem, ale zawsze jakieś odwody dzięki temu mam. Odkładanie jednorazowo dużych kwot jest trudne, znacznie łatwiej jest odłożyć małe kwoty i często. Dodatkowo założenie pod tytułem 3 miesięczne pensje… no a co kiedy pojawia się problemy długo terminowe… innymi słowy trzeba się tak zabezpieczać by cały czas gotówka rosła. To jest trywialne stwierdzenie, ale jak na moje to trzeba dążyć do zwiększania zasobów.
Jeszcze jedna kwestia wydaje mi się, że trzeba dążyć do dywersyfikacji źródeł dochodu w tedy jesteśmy najlepiej chronieni.
5.19.2011
@Piotr, masz racje. W tym artykule chodziło o jakieś realne minimum, które każdy powinien mieć, by czuć się przez jakiś okres bezpiecznie. Nim więcej kasy tym lepiej. Tylko to akurat zależy od tego na jakie kwoty wyceniamy zlecenia i ile ich jest. A nawet więcej, zależy też od tego jakie są nasze rzeczywiste miesięczne moce przerobowe.
5.19.2011
@dayv, 3000 zł? Wiesz, mi się tak powiedziało, bo słucham wiadomości, przeglądam ogłoszenia o pracę i taki zarobek nie jest zły w porównaniu z tymi co zarabiają pensję minimalną. Ale to nie są duże pieniądze jak się spojrzy na to jak drożeje życie.
Myślę, że tutaj nie tylko o poziom reprezentowany przez grafików chodzi. Można też wciągnąć tu tempo w jakim przychodzi nam pracować, stopień w jakim nasza praca jest stresująca. To wszystko zależy od tego gdzie trafimy, od miasta w jakim mieszkamy (kosztów życia) także.
5.19.2011
@Adam Wydaje mi się, że pewnym rozwiązaniem może być kredyt obrotowy lub kredyt odnawialny. Ten drugi daje nam całkiem duże możliwości i w razie W może nas nieźle podratować.
Faktycznie minimum musi być.
5.24.2011
Dziękuję Panowie za rady, sam zaczynam teraz z DG i każda informacja jest na wagę złota
Z tymi oszczędnościami bywa różnie, ale na pewno dla osoby zawziętej i obrotnej „odłożenie kupki $” będzie proste.
Co do komputera zapasowego – ja kupiłem/kupuję lapka z DELLa + stacjonarka, więc na „brak sprzętu” żaden freelancer nie może sobie pozwolić. Warto tu nawet dodać, że dwa komputery to podstawa + jakiś dodatkowy sprzęt na kopie zapasowe.
5.24.2011
@Piotr, kredyty to też jakaś opcja. Nie wspominam o tym, bo z życia znam za dużo przypadków, w których ludzie brali kredyty „na głupka” i potem to się dla nich źle kończyło. W szczególności młodzi ludzie cechują się odwagą w tym temacie. Nie zawsze są to decyzje przemyślane. Wyrażają się one poprzez pustą wiarę w siebie „bo jakoś być musi”, albo zwykłą chęcią nabywania rzeczy materialnych, gadżetów itp. na firmę. Biznes i zasadność zakupów nie jest tak do końca dobrze umotywowana, ani nie wspomina się o tym z czego i jak wygospodaruje się kasę na spłatę zadłużenia.
5.24.2011
@Karol, cieszę się, że wypowiedzi były Ci w jakimś sensie potrzebne. Wspomniałeś o kopiach zapasowych. Faktycznie trzeba je robić, a czasem człowiek igra z losem i tego nie czyni polegając na niezawodności ukochanego hdd.
Warto też dodać, bo zauważyłem, że wielu ludzi ma dwa stanowiska stacjonarne, ale jeden monitor. Sprzedają stare graty, od razu jak kupią nowe. To jest błąd, zawsze trzeba mieć zapas. Jak kogoś nie stać na dwa nowe kompy, albo kompa i laptopa, to trzeba sobie zostawić te rzeczy wysłużone, tak na wszelki wypadek.
6.11.2011
Kwestia starych gratów, wszystko zależy co mamy na stanie, ja osobiście mam 3 komputery. Dodatkowo te „rodzinne” czyli dla rodzica/rodziców, tu gdzieś siostra laptop, z drugiej strony brat stacjonarka + netbook. Akurat w tej kwestii jestem za tym by pozbyć się nadmiaru.
Z doświadczenia wiem, jak pisałem prace inż. miałem stacjonakę taką średnią gdzie instalowałem środowisko serwerowe, po zakończeniu pracy i obronie nie było mi to potrzebne, wręcz zbędne – warto się tego pozbyć choćby za małą sumę. Ja nie lubię siedzieć w zagraconych pomieszczeniach i też tak właśnie staram się robić by nie było nadmiaru.
Mówisz, że ludzie mają dwa komputery 1 monitor – nie zgodzę się – ja zauważyłem że tendencja jest zupełnie inna – 1 komputer i 2 monitory (polecam, ogromny komfort pracy).
Teraz nie na temat, masz może jakieś doświadczenia z darmowym oprogramowaniem komercyjnym – głównie chodzi mi o: bezpieczeństwo (antywirus, firewall), oprogramowanie do planowania projektów (możesz coś polecić?). Bardzo chętnie przeczytałbym taki artykuł nt. darmowych softów z możliwością korzystania komercyjnie (firmowo).
Pozdrawiam, bardzo fajny blog
6.11.2011
@Karol, staram się budować stanowisko alternatywne oparte o darmowy soft, testuję darmowe oprogramowanie, przesiewam. Przygotowuję tego rodzaju artykuł. Najpierw ogólny o tym co wyłapałem, potem będzie o aplikacjach na Win, potem na Ubuntu. Wolno to idzie, bo staram się odsiewać to o czym wszyscy słyszeli.
Oprogramowania do planowania projektów (darmowego) też szukam. Tzn. mam namiary, powoli to sobie sprawdzam (w czasie wolnym) i mam nadzieję, że uda mi się wybrać coś najbardziej konkretnego. Fajnie, że są już jakieś appsy tego typu za free, są jednak ograniczone funkcjonalnie w stosunku do aplikacji płatnych, wersji płatnych.