Freelancer poszedł na etat i zwiał
W poprzednim artykule freelancer zdecydował się przejść na etat, bo chciał zaspokoić różnego rodzaju potrzeby. W tym z etatu zwiewa, gdyż poczuł się głęboko rozczarowany.
Kiedy obowiązki dosięgają łapskami czasu prywatnego
Jeśli ktoś zdecydował się, że przejdzie na etat, by mieć więcej czasu wolnego, z chęci postawienia grubej kreski pomiędzy czasem na pracę i czasem po pracy o co trudno w pracy na własny rachunek, a pomimo ograniczenia zakresu zadań do samego tworzenia zaczyna mu ono brutalnie wkraczać w sferę czasu prywatnego to zabawa przestaje mieć sens.
Kiedy nie szanuje się klientów
Dwulicowość obrzydza pracę i stosunek do ludzi z pracy. Uprawianie sztucznych uśmieszków, czynienie uprzejmości przy klientach i toksyczne obrzucanie go inwektywami za plecami bezlitośnie zaniżają kulturę pracy. Krytykować trzeba umieć. Przy czym najgorsze są epitety wyrażające żarłoczność i pazerności na kasę.
Kiedy zaniża się jakość usług w dzikim pędzie za forsą
Kolejny element zniechęcający do pracy i wykształcający złe nawyki. Człowiek przestaje się rozwijać, pracować nad sobą. Zamiast tego tworzy nużącą bylejakość i przychodzi mu żyć ze świadomością wciskania ludziom kitu. W umyśle widnieje wizja poddania się wyłącznie konieczności wyciskania pieniędzy.
Kiedy nie ma jedności i ładu
Jeśli w firmie panuje rozleniwienie i drwina to w końcu spowolnieją wszyscy. Firma stanie się odrealniona.
Jeśli jeden pracownik kryje niedopatrzenia drugiego w dodatku za niego obrywa, a ten nie ma odwagi wyjść przed szereg i przyznać się do winy to brak tu sensu.
Czasem freelancerzy uciekają na etat, bo wydaje im się, że niewystarczająco radzą sobie z ogarnianiem wszystkich spraw biznesowych. W rzeczywistości firmowej dociera do nich, że może być jeszcze gorzej, więc nie ma tutaj czego szukać.
Kiedy absurd goni absurd
Wciąż funkcjonują firmy, których jedyny fenomen tkwi w tym, że nikomu się w głowie nie mieści jakim cudem zapewniają sobie przetrwanie na rynku.
Kiedy zarabia się zbyt mało
Freelancer narzeka, że w pracy na własny rachunek musi ogarniać cały ogrom spraw nie związanych bezpośrednio z projektowaniem. Jego zarobki wydają mu się niesprawiedliwe. Może stwierdzić, że na etacie zarobi lepiej, bo będzie zajmować się wyłącznie tworzeniem i za to będzie opłacany.
A tu niespodzianka. Popularne stało się łączenie stanowisk i coraz częściej zakres obowiązków nie znajduje odzwierciedlenia w wielkości przelewów bankowych.
Kiedy wyłażą potrzeby
Wypowiedzi, władzy, łączenia funkcji. Pracownik czuje się dojrzalszy do skuteczniejszego ich zaspokajania w pracy w charakterze wolnego strzelca i się ulatnia.
Kiedy cechy charakteru dają o sobie znać
Niektórym ludziom nie przeszkadza to że podlegają komuś i nie myślą oni o przejściu na pracę na własny rachunek. Nie spróbowali swoich sił w samozatrudnieniu więc nie mają porównania. Ci co spróbowali i działali jako freelancerzy dostatecznie długo by weszło im to w krew mają więcej powodów do tego by się miotać pomiędzy etatem a pracą na swoim.
fot. DepositPhotos
Powiązane artykuły:




11 komentarzy
7.6.2011
Adam, czy ty mi się schowałeś w szafie czy za tą stertą pudeł po monitorach?
7.6.2011
Widzę, że podzieliłeś post. Potrzeby i cechy charakteru- to czasem zbyt mało, by powrócić do pracy na swoim. Do tego potrzebna jest siła, odwaga i kapitał.
Na etacie najbardziej boli rozczarowanie ludźmi, zespołem. Człowiek chce usunąć się trochę emocjonalnie w cień, nie wojować z klientami w sposób bezpośredni. I nie wojuje. Za to przychodzi mu się ścierać z zespołem (jeśli źle trafi, a o tym tu przecież mowa).
Pracowałem w jednym miejscu, gdzie szef był chamem pozującym na inteligenta. Świetne pieniądze robił, może to dlatego się poczuł. I on właśnie miał tendencje do tego, że nie można było o jego pomysłach złego słowa powiedzieć. Nie umiał przyjmować krytyki. Poza tym nie szanował klientów. Rzucanie debilami, głupcami itp. było na porządku dziennym. Widać było po nim, że gardzi ludźmi.
Może w zespole nie było okropnie, bo w końcu potrzebował rąk do pracy, to się pohamowywał. Ale o klientach wyrażał się strasznie.
W każdym razie we mnie budził niesmak.
7.7.2011
Nie wiem czy ta ‘seria’ artykułów to sytuacja zaczerpnięta z życia codziennego, ale dla mnie podpunkt o zaniżaniu jakości usług celem wyrabiania wszelakich norm jest jak najbardziej trafiony, ponadczasowy i nie odnosi się tylko do pracy freelancer’a
… czasami chciałbym mieć możliwość wypróbowania tej drugiej strony, po której jeszcze mnie nie było – tak dla własnego porównania.
Pozdrawiam
7.12.2011
Dawid Markowski, staram się bazować na wątkach z życia. Zaniżanie jakości usług nie towarzyszyło mi podczas pracy na swoim. Tylko, że na swoim to brałem bardzo mało zleceń, a to przekładało się na to, że zarabiałem za mało. Na etacie z jakością było już gorzej, bo tam siedzieli mi na plecach i naciskali.
7.12.2011
deryl, może ja odniosę się do kapitału i odpowiem gdzieś na pograniczu, bo dotknę spraw blogowania. Teraz popularne jest mówienie o zarabianiu na blogach. Ludzie patrzą na popularne blogi i myślą, że zbudują taką potęgę od podstaw (chodzi mi o zagraniczne twory). A tam za pisanie się płaci, na rynek blogów wtargnęli ludzie z kapitałem, którzy są w stanie płacić za treść, skupywać blogi.
7.12.2011
jask, lubię sobie posiedzieć w szafie.
7.13.2011
@Adam, piszesz o sprawach w tak realny sposób jakbyś mi za plecami siedział.
7.19.2011
Pamiętajmy, że nie każdy stworzony jest do prowadzenia własnej działalności. Lenistwo? Brak odwagi? Brak pomysłu?
7.19.2011
@WNCREATION, do wymienionych przez Ciebie pozycji można jeszcze dopisać np. brak umiejętności podejmowania decyzji w tempo, nieumiejętność ponoszenia biznesowego ryzyka, przesadna przezorność, przesadna nieufność. Generalnie to biznes nie jest dla osób, które przesadnie zamartwiają się o wszystko.
12.12.2011
Zacząłem pracę na etacie głowie z takich samych powodów które opisałeś w artykule „Freelancer ucieka na etat”.
Rzekomy spokój i stabilizacja na etacie jednak nie okazała się taka stabilna. Praca rzekomo z dala od czasu prywatnego często wchodzi wielkimi łapskami w prywatne życie, nie różniąc się tym o freelancowej formy pracy. Im więcej głów myśli nad jednym projektem tym większe ryzyko, że grafik jest w stanie to wszystko ogarnąć… Nieporozumienia, konflikty mniejsze/wieksze, atmosfera przynależności. Czas wykonania zadania liczony co do minuty, produkcja fabryczna…
Oczywiście wszystko zależy od firmy/agencji
Po paru miesiącach co raz bardziej utożsamiam się z powyższym artykułem. 5letnie nawyki jednak zwyciężają… ;]
12.15.2011
@Patrycjusz Brzeziński, cieszę się, że zwróciłeś uwagę na te artykuły. Chociaż słowo „cieszę” nie jest tu na miejscu skoro zauważasz na własnej skórze podobne do opisanych problemów. Życzę Ci, abyś czerpał radość z pracy, fajnego teamu albo wielu ciekawych zleceń wykonywanych na własny rachunek.