Freelancer ucieka na etat
Freelancer zmyka na etat z nadzieją, że uda mu się lepiej zaspokoić poniżej wymienione i rozpisane potrzeby.
1. Freelancer i potrzeba odpoczynku
Może wynikać z chęci zajmowania się wyłącznie projektowaniem, z chęci zrzucenia z barków reszty towarzyszących zleceniom zadań.
2. Freelancerowi potrzeba odmiany
Może wynikać z chęci podlegania, bo nie każdy ma predyspozycje do rządzenia, podejmowania decyzji. Może też wynikać ze znudzenia obecnym trybem pracy, czyli z potrzeby znalezienia się między ludźmi, w innym miejscu.
3. Wolny strzelec potrzebuje przewartościowania
Pamięć ludzka jest zawodna, emocje są ulotne. Człowiek to istota marudna i niewdzięczna. Poza tym do obecnych czasów słabo pasuje powiedzenie „ciesz się tym co masz”.
Przejście na etat ma uwypuklić różnice, odświeżyć pamięć o tym czym jest niezależność, która potrafi dać w kość, której znaczenie ma się zacząć odkrywać powtórnie właśnie dzięki przejściu na etat. Czasem trzeba brutalnego kopniaka, straty czegoś, by to docenić.
Na etacie niezależność może przestać być postrzegana negatywnie i zacząć być widziana prawie tak jak na początku ścieżki, czyli pozytywnie chociaż bardziej dojrzale.
4. Potrzeba oddzielenia czasu pracy od czasu wolnego
Ruchomy czas pracy trzeba trzymać w ryzach. Inaczej prędko można dołączyć do osób narzekających na to, że nie mają czasu dla siebie, nie mają czasu na nic i stać się niesłownym na gruncie relacji rodzinnych, partnerskich, towarzyskich, bo przeważnie to ich kosztem odbywa się zabawa we własny biznes.
5. Potrzeba oceny i rywalizacji
Pracując dla siebie, będąc szefem nie ma się fizycznej możliwości awansu, bycia prymusem w oczach szafa itd.
6. Potrzeba wiary
Czasem okazuje się że to, że samemu w coś wierzymy przestaje być wystarczające i stopniowo przestaje mieć to sens. Potrzeba zasilacza, trzeba się czymś podpierać i posiłkować, by dalej się w czymś odnajdywać.
Zaczyna się poszukiwać dróg wyjścia, źródeł z których można czerpać motywację, potrzeba nowych przekonań, które mogą dać ludzie myślący podobnie, mający podobne marzenia i cele.
7. Potrzeba wiedzy
Zaradności życiowej nie uczy się w szkołach i prawdziwych jej tajników nie znajdzie się w e-bookach. Trzeba w tym być od środka, obserwować i filtrować. A między ludźmi człowiek uczy się szybciej, ma szansę podpytywać. Co? Np. to w jaki sposób, ktoś potrafi pozyskiwać klientów w postaci wielkich, dobrze znanych marek.
Nabywanie wiedzy to także weryfikacja tego co wiemy, zderzanie rzeczywistości biura freelancera z etatowym biurkiem i wyciąganie wniosków na temat tego w czym jesteśmy lepsi a w czym gorsi.
8. Potrzeba dojrzewania
Etat może tu służyć za sposób na przetrzymanie wyrażające się w bezpieczeństwie finansowym, którego freelancer nie był w stanie zapewnić sobie w pracy na własny koszt, w danym czasie. Może być sposobem na skupienie się nad podwyższaniu swoich umiejętności w sferach, w których nie radził sobie zbyt dobrze.
fot. DepositPhotos
Powiązane artykuły:




33 komentarzy
7.6.2011
Póki co nie wyobrażam sobie powrotu na etat. Czasami miewam koszmarne sny, że nagle znalazłem się w którejś z moich poprzednich firm i budzę się nieomal z krzykiem.
Czasami brakuje mi innych ludzi (bo ileż można rozmawiać z kotami), jakiegoś narzucenia rytmu pracy, czy czegoś takiego jak czas wolny po pracy.
Ale wystarczy, że sobie przypomnę, jak to było na etacie (niskie wynagrodzenie, szef z wiecznymi pretensjami, klienci których nie mogłem olać, monotonna i często bezmyślna praca czy niepłatne nadgodziny) i szybko mi przechodzi.
7.6.2011
Celnie. Właściwie to odnajduję siebie w większości punktów. Potrzeba wiary… miałem z tym problem. Czułem się osamotniony w swoich poczynaniach, nie było blisko osób, które rozumiałyby mój entuzjazm do czegoś i troski wynikające z czegoś. Jak nie idzie, to człowiek powątpiewa. To naturalne. Jak nie wychodzi długo, to człowiek szuka alternatywnych źródeł wyjścia. Nawet jak nie chce iść wtedy na etat, to aktualnie może nie być innej sensownej opcji. Dlatego człowiek decyduje się polatać z CV.
7.6.2011
póki są pieniądze ze zleceń, jest ok i ja nie myślę o etacie.
a co wtedy gdy masz nagle wydatek, na coś co jest zupełnie nie przewidziane? a dotego sytuacja zmusza do przystopowania z realizacją zleceń?
myślę że wszelkie deklaracje typu nigdy nie będę na etacie, że nie zrezygnuję z własnego rytmu pracy raczej tracą moc.
wtedy nas rzeczywistość szybko nas weryfikuje….
nie twierdzę że etat jest piękny, ale…
oby powyższa sytuacja nas nigdy nie spotkała, lecz nikt nie jest w stanie jej wykluczyć….
7.6.2011
Ja też nie wykluczam takiej możliwości, ale traktuję ją jako ostateczność i w razie czego będę kombinował na wszelkie sposoby, że tą możliwość odsunąć jak najdalej.
7.6.2011
Jako freelancer idzie u mnie juz 7 miesiac. wyszedlem na tym znacznie lepiej niz bym pracowal na etacie. co prawda mam luzne godziny pracy, czesto tez wieczorami ale jednak pracuje mniej niz 5 dniw tyg po 8 godzin dziennie. nikt nie stoi za mna, nie kontroluje tego co robie. roboty jest full
pozdrawiam wszystkich ogarnietych freelancerow!
7.6.2011
Ja właśnie jestem na etapie przechodzenia na etat. Głównym powodem była chęć odpoczynku i stabilizacji.
Narazie jest to „ciekawe” doświadczenie…
7.12.2011
jahoo, jak popracujesz na etacie to chętnie poczytam o Twoich wrażeniach, czy tutaj w komentarzach pod jakimś artykułem, albo na twoim blogu.
Mam nadzieję, że trafisz dobrze. Tego Ci życzę.
7.12.2011
Grafik, cieszę się, że masz pozytywne wrażenia odnośnie pracy w charakterze wolnego strzelca. Życzę Ci abyś cały czas miał tyle pracy co teraz, albo jeszcze więcej. Dzięki za wpis. Pozdrawiam
7.12.2011
jzzz, osobiście lubiłem zmieniać charakter zatrudnienia, bo byłem ciekawy nowych doświadczeń, starałem się szukać nowych możliwości.
7.12.2011
Andrzej, czyli etat kojarzy ci się źle. Powiem tak. Ja też mam wiele negatywnych doświadczeń i na ich podstawie budowałem swoje przekonanie o etacie. Też miałem okresy, że broniłem się przed etatem, bo widziałem go w złym świetle. Na szczęście trafiłem lepiej i zmieniłem przekonania. Ale do pracy dla siebie (na swoim) niczego nie mam. Dzięki takiemu charakterowi pracy wycina się chociaż te negatywne emocje, które opisałeś.
7.12.2011
a właściwie do czego porównujemy etat – który jest nie rozwojowy, nie mający przyszłości? do samozatrudnienia – a czym to się różni?
7.12.2011
@jzzz, porównujemy pracę u kogoś z pracą u siebie (na swoim). Różnice są. Podstawowa jest taka, że na etacie komuś podlegasz. Chociaż jako freelancer też nie jesteś wolny, bo podlegasz klientom. Tyle tylko, że jeśli samodzielnie wyszukujesz klientów i nie współpracujesz z agencjami, to podlegasz tylko klientom jakich pozyskasz. Po drodze nie podlegasz jeszcze agencji, która cię wynajmuje, albo szefowi (u jakiego pracujesz na etacie).
7.12.2011
Adamie,
dobrze wiesz że jedno od drugiego właściwie niczmy się nie różni,
to tylko pozory że nie masz szefa, czy też komuś nie podlegasz.
tylko musisz mi przyznać rację że obie formy istnienia na obecnym rynku nie są rozwojowe, nie mają przyszłości. dają pozorne poczucie że freelancerka jest korzystniejsza pod każdym względem – zastanawiam się jakim?
jak w jednym tak i w drugim wypadku rzeczywistość wymusza od Ciebie, mnie i innych aby być dopasowanym do widzimisię klienta, a nawet jego czasy pracy czy też jego aktywności.
A nawet lepsze, państwu jako strukturze społecznie bardziej odpowioda abyśmy byli frilancerarami – dlaczego. nie trzeba daleko szukać bo mniejszego moża łatwiej uziemić – można wywniosować że sami nie dokonujemy wyboru czy zostać freelancerem tylko ten wybór został dokonany za nas, czasami rzeczywistość, czasami otoczenie ale najczęsciej ten nie widoczny szef dokonuje wyboru o pozostaniu w tej czy innej formie działalności….
7.12.2011
@jzzz, a gdyby spojrzeć od strony chęci zaspokojenia konkretnych potrzeb to innego rodzaju potrzeby zaspokoisz na swoim, nawet jeśli jest to trochę gra pozorów.
Wiesz, czy freelacerka to coś co nie ma racji bytu? Nie wiem, staje się to popularne. Dla mnie przygoda z freelancerką zaczęła się tuż po ukończeniu szkoły średniej. Z konieczności. Nie było pracy, nie było praktyki, nie było otwartych granic. Trzeba było za coś chwycić, żeby nie zwariować. To ciężki kawałek chleba.
7.12.2011
@jzzz – czy freelancerka nie ma przyszłości, tu bym polemizował. Wszystko oczywiście zależy od podejścia. Jeśli wyobraża sobie to jako klepanie dzień w dzień tych samych projektów to faktycznie – nuda. Dla mnie freelancerka to ciągły rozwój, czego nie miałem na etacie chociażby z powodu braku czasu. Rozwijam swój CMS, nauczyłem się Javy, biorę udział w konkursach (czasami z sukcesami), rozwijam markę, która zaczyna być rozpoznawalna, piszę artykuły tu i ówdzie (np. do CA). W wolnych chwilach myślę o założeniu sklepu, czasami biorę udział w projektach niekomercyjnych, które w przyszłości mogą (chociaż nie muszą) przynieść dochód pasywny. Na etacie byłem uziemiony bo przez 8 godzin musiałem robić nudne i monotonne rzeczy a wieczorami robiłem albo własne zlecenia albo mi się już nic nie chciało. Teraz ta granica jest płynna i mogę robić jednocześnie coś dla klienta i dla siebie.
Zgadzam się, że na dłuższą metę samozatrudnienie jest nierozwojowe, ale chodzi o to, żeby to był etap przejsciowy a nie docelowy.
7.12.2011
Andrzeju
frelancerka ma bardzo ograniczony zasięg.
jako pojedyńczy człowiek nie jesteś w stanie edukować się w obowiązujących technologiach, nie wspomnę o trendach. – fizycznie zabraknie Ci czasu.
wszystko sprowadza się do tego aby … no włąśnie zmienić podejście.
jeśli wiesz co jest etapem docelowym tym bardziej powinieneś wiedzieć że freelancer to jakaś moda na tu i teraz.
od wszystkiego i niczego – czyli … to na czym zależy tym co chcą mieć ekipę manufakturzustów.
7.12.2011
OK. Zgadzam się, że samodzielnie nie jestem w stanie wiele zrobić. Ale też nie doszedłem jeszcze do tego etapu. Kiedy już będę w takiej sytuacji, że nie będę wyrabiał na zakrętach, to albo kogoś zatrudnię (czyli zostanę pracodawcą), albo będę jeszcze bardziej przebierał w zleceniach, żeby wyhaczać te najlepiej płatne. Jeśli dojdę do tego etapu, że i w tym osiągnę maksymalny pułap… wtedy będę się martwił co dalej. Na chwilę obecną freelancerka jest dla mnie bardziej rozwojowa niż etat. Bo przynajmniej mam czas na własne projekty, które potencjalnie mogą się zakończyć sukcesem. I te „potencjalne możliwości” są własnie zaletą freelancowania w porównaniu z etatem, gdzie nawet o awansie można pomarzyć. Przynajmniej w agencjach lubelskich
7.12.2011
Andrzeju jeśli porównujesz etat i freelancerkę … to masz rację.
dla mnie i jedno i drugie mimo różnic jest niczym innym jak ślepą uliczką.
7.18.2011
Przerabiałem temat freelancerki jak również etatu. Kilkakrotnie. Łącząc nawet jedno z drugim. I po tych latach miłości i nienawiści do tego co robię mogę stwierdzić:
1. Człowiek na etacie zmuszony do robienia rzeczy, których nie lubi, robi wyjazd na „freelancerkę”.
2. Później okazuje się, że to co wkurzało nas na etacie,czyli: wkurzający szef, wkurzający PM, godziny pracy – ISTNIEJE RÓWNIEŻ na wolnym: wkurzający klient, wkurzający pośrednik, wkurzająca pm agencji, wkurzające godziny pracy.
3. Freelancerka sama w sobie prowadzi donikąd. Każdy chce zarabiać coraz więcej. Wynika z tego, że coraz więcej czasu szukamy zleceń, ściągamy kasę. Zajęcia dodatkowe z prowadzeniem działalności tak nas pochłaniają, że okazuje się, że dwa tygodnie temu ostatnio siedziało się przy PS, a termin oddania projektu jest jutro. Zaczyna nas trafiać szlag, bo kasa miała być tydzień temu, a klient dalej chce poprawek. Hmmm, kto jednak jest gorszy? Szef czy nie płacący klient, szef wkurzał, ale płacił.
4. Wracamy na etat. Jest pięknie. Jest kasa. Jest stabilizacja, jest czas. Po wyjściu z pracy idziemy na spacer z żoną. Do kina. Śpimy w nocy, bo ściągnięciem kasy od klienta zajmuje się dział windykacji. Ale… Zmuszają przychodzić na 8. Zmuszają siedzieć 8 godzin, zmuszają do pisania raportów. Znowu wkurza PM. Freelancerka? Nieeee.
5. Co dalej? Własna firma? Może inny pracodawca? Może całkiem co innego?
7.18.2011
ano ano jask masz rację….
jako freelancer robisz sam, nie przerobisz robót za 50 tys. miesięcznie, a co dopiero za 2 mln.
nie chodzi o to aby robić wszystko sam…
7.18.2011
@jzzz, takie pieniądze o jakich mówisz to faktycznie w praktyce nie są realne przy założeniu, że wszystkim od a do z jako wolny strzelec zajmujesz się sam. To nie jest też stawka na nasz kraj. Na światowych blogach mówi się o 10 tys. $ max. Moim zdaniem freelancer jest w stanie zarobić jakieś 10 tys. zł. Nie mówię, że to proste. Tyle zarabiają wyjątki.
7.18.2011
@jask, odpowiadam na Twoje pytania z punktu 5 przez pryzmat siebie. Mogę powiedzieć, że wyszedłem już z 2d, bo nie widzę w tym świetlanej przyszłości.
A co do freelancingu. Tutaj to faktycznie, jeśli jest nawał pracy to zaczyna się okazywać, że coraz mniej masz czasu na odpalenie Photoshopa, bo coraz więcej czasu zjadają Ci te wszystkie odciągające od projektowania rzeczy. I jest dramat. Co z tego, że możesz część prac przerzucać na podwykonawców skoro tak na serio to Ty chcesz zajmować się tworzeniem i chcesz zrzucić ale te zadania, które są koniecznością i związane są z prowadzeniem zleceń.
7.18.2011
@Adam – Moim zdaniem wszystko jest OK. Po prostu wtedy z freelancera stajesz się pracodawcą i to jest normalna kolej rzeczy. Chyba, że ktoś chce być na siłę freelancerem do końca życia
Polecam zapoznanie się z „kwadrantem przepływu pieniędzy” Roberta Kyosakiego.
Nie wszystkie etapy trzeba przejść, ale załóżmy że tak jest. Więc:
Najpierw jesteś etatowcem i pracuje w zasadzie na swojego szefa – najgorsze. Bo on żyje z Twojej pracy. Nie oszukujmy się – to najgorszy sposób na dorobienie się czegokolwiek
Potem jesteś samozatrudniony czyli freelancer. Prowadzisz mały biznes i jesteś samowystarczalny. Dobre do pewnego etapu kiedy albo chcesz więcej zarabiać albo po prostu nie wyrabiasz się z robotą. No i (co najgorsze) płacisz najwyższe podatki.
Następnie jesteś biznesmenem czyli pracodawcą. Wciąż płacisz duże podatki, ale na nie (i wiele innych rzeczy) zarabiają Twoi pracownicy. Możesz sobie więc odbić czasy, kiedy Ty byłeś na etacie
I w końcu jesteś inwestorem, kiedy na Ciebie pracują Twoje pieniądze. Praktycznie Twoją jedyną pracą jest dobre lokowanie kasy. Jako że tu już nie musisz mieć żadnej działalności, możesz więc olać zusy, srusy i inne pierdoły. Nie potrzebujesz żadnych funduszy emerytalnych, bo sam sobie emeryturę robisz.
Ja osobiście zamierzam przeskoczyć etap biznesmena, bo wiem, że byłbym ch…wym pracodawcą. Chciałbym mieć nad wszystkim pełną kontrolę, więc nie miałbym czasu na prowadzenie biznesu.
Być może zaraz ktoś mi zarzuci, że w pierwszym poście wychwalałem freelancerkę. Więc tłumaczę. Chwaliłem w porównaniu z etatem, ale nigdy nie traktowałem tego jako cel tylko etap przejściowy. Bo nie oszukujmy się, na etat to jest tylko POWRÓT a więc cofanie się w rozwoju biznesowym, co już dowiedli mądrzejsi ode mnie, np. wspomniany Kyosaki.
7.18.2011
Andrzeju
mam na myśl że 10 tys. netto?
czy znasz takich co biorą 10 tys. przez okres 4-5 lat?
przyznam ja takich nie znam.
owszem są tacy co brali taką kasę ale tylko przez kilka miesięcy w roku lecz jeśli wziąć pod uwagę cały rok to daje raczej średnią kasę…
bo kiedyś trzeba odpocząć…..
7.18.2011
Andrzeju,
wydaje mi się że chronologia, co kim jesteś w danym momencie nie jest istotna,
nie musisz być najpierw jednym aby być drugim,
istotne jest to po co to robisz. jeśli twoim celem jest być perfekcjonistą – co moim zdaniem lipny cel, to nim bądź,
jeśli interesuje Cię biznes (nie bycie pracodawcą – bo to jednak ogromna przepaść między obiema funkcjami, opcjami)
można być na etacie i być zadowolonym, można być freelancerem a w uważając się za przedsiębiorcę
możesz całość traktować jako potencjalne korzyści lecz do tego nie trzeba wiedzy która jest ogólnie dostępna, ba nawet wiedzy związanej z tą czy inną profesją.
wystarczy zadać sobie pytanie po co studiujemy? te studia nic nam nie dają. wiedza z której czerpiemy korzyści nie została zdobyta na studiach, a jednak jest jest to nagłaśniane że ileś tam ludzi idzie na studia, ileś kończy, ileś ma robotę.
a nie podają ile osób doszło do czegoś w życiu. ciekawe dla czego…..
ps.
w poprzednim poście adresowałem nie do Andrzeja tylko do Adama
7.18.2011
@jzzz
Co do chronologii to pozwolę się nie zgodzić. Owszem, można pominąć niektóre etapy, ale jednak lepiej iść do przodu. Można też pozostać na jednym z etapów. Ale to wszystko zależy od tego jaki masz cel:
- bezpieczeństwo finansowe (ostatnio zresztą bardzo niepewne) -> etat, ale kasa relatywnie mała
- niezależność i adrenalina -> freelance – kasa większa, ale do pewnego stopnia, o czym już pisałem
- znowu pewna stabilność i jeszcze większa kasa -> pracodawca
- największa kasa, zupełna niezależność i jeszcze więcej ciekawych wyzwań a jednocześnie najwięcej wolnego czasu -> inwestor
Nie będę się tu wymądrzał w szczegółach, bo nie jestem kompetentny, ale naprawdę polecam znaną chyba wszystkim książkę Kyosakiego: „Biedny ojciec, bogaty ojciec”. Uważam, że to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy oczekują od zycia czegoś więcej niż etatu. Nie żeby to był jakis podręcznik, ale jest tam kilka „smaczków” które naprawdę mogą się przydać.
Co do studiów. Owszem, konkretnej wiedzy nie wyciągniesz. Ja nawet nie pracuję w zawodzie. Ale wiesz co z nich wyniosłem? Nauczyłem się uczyć (tak uczyć samemu a nie oczekiwać aż nauczyciel mi coś wbije w głowę) i szukać informacji. Nie raz mi się to przydało i nie raz byłem w sytuacji, kiedy ktoś (często nawet mój były szef) przychodził do mnie z pytaniem a ja robiłem z niego głupka, bo ostentacyjnie wpisywałem odpowiednie zapytanie do googli. Coś, co sam mógłby zrobić, ale wolał zmarnować czas swój i mój
Co jeszcze mi dały? Więcej wiary w siebie, dużo fajnych kontaktów i ucieczkę od wojska. Reasumując – może nie wyniosłem żadnej konkretnej i przydatnej wiedzy, ale na pewno dużo innych korzyści.
7.18.2011
Adam, zgadzam się w 100%, samo 2d jest mocno ograniczone jeśli chodzi o możliwość zarobienia na tym porządnych pieniędzy. Moim zdaniem, ktoś kto potrafi zrobić Optimusa Prime’a raczej nie narzeka na brak dobrze płatnych zleceń jako freelancer.
7.18.2011
Andrzeju,
owszem masz racje książka Kiyosakiego otwiera oczy na pewne sprawy, tylko z tym trzeba uważać, gdyż to co tam opisuje opiera się na realiach w żadnym stopniu nie są podobne do realiów europejskich nie mniej.
edukacja jest potrzebna, lecz czy warto marnować kilka lat na pozorną naukę?
czy idąc na studia patrzy się na to czy one coś dadzą?
aby nauczyć się uczyć nie potrzebujesz do tego studiów, bo one nie od tego są, choć większość tak uważa co jest co najmniej dziwne
zapewne wiesz aby w biznesie funkcjonować należy mieć kontakty,
odpowiedz sobie na pytanie czy w biznesie który tworzysz skorzystałeś kiedykolwiek z kontaktów które zdobyłeś na studiach?
widzisz niekiedy zastanawiam się dlaczego biznes musi być realizowany z ludźmi którzy są w odległości nie większej niż fizyczny adres firmy?
co stoi na przeszkodzie aby klient wiedział czego chce?
współpracownik wiedział po co jest w tej firmie co do niego należy? po co jest prezes.
do jask
mogę dać Ci często podawany przykład
możesz umieć robić lepsze rzeczy niż Mc Donald i co z tego – tylko czy tyle zarobisz?
to samo tyczy się Optimus Prime’a zapewniam Cię tego nie robi freelancer, za tym kryje się zupełnie ktoś inny, ktoś kto w ogóle nie myśli być freelancerem
7.19.2011
Myślę, że jak ktoś zaczyna własny biznes to jest na tyle inteligentny, żeby z książki wyciągnąć to co trzeba i odpuścić to co nie pasuje
Co do studiów to odpowiem „i tak i nie”. Oczywiście wszystko zależy od człowieka. Znam ludzi bez studiów, którzy mają własny, duży biznes i znam takich, którzy po studiach nie mogą znaleźć pracy. Tu wtrącę ważną informację z książki Kyosakiego: żadna szkoła nie uczy prowadzenia biznesu i nie wyrabia tzw. inteligencji finansowej. Tego się trzeba nauczyć samemu.
Podtrzymuję jednak zdanie, że studia uczą uczenia się (taki pleonazm), trochę pokory, trochę dorosłego życia bez skakania na głęboką wodę. Bo pracowałem też z ludźmi bez studiów, którzy też uważali, że gówno dają, że im to niepotrzebne. Zero pokory. Gość ciągle odrywał mnie od pracy, żebym mu coś tam pokazał w programie. A gdy zamiast pokazać, powiedziałem gdzie szukać to strzelał focha. A na studiach uczysz się własnie kombinowania i radzenia sobie.
Co do kontaktów to tak: bezpośrednio nie skorzystałem. Pośrednio jak najbardziej. Znajomy na piątym roku wciągnął mnie do jednej z agencji reklamowych, kiedy już kombinowałem czy by nie zostać na uczelni. Być może teraz siedziałbym na etacie i robił doktorat
Znajomy innego znajomego pociągnął mnie do innej agencji a potem poznał z jednym gościem, który mi regularnie podrzuca klientów na strony www.
Nie chcę uogólniać, ale mi osobiście studia bardzo się opłaciły. Chociaż nie ukrywam, że trochę szkoda tych 5 lat. Inna sprawa, że gdybym wtedy poszedł do wojska, potem szukał jakiejś pracy to teraz robiłbym pewnie coś zupełnie innego.
7.19.2011
Dot. studiów, użyłem dyplomu tylko raz: rejestrując się w Urzędzie Pracy. Ale nie powiem, że studia mi się nie przydały, to tam zrobiłem pierwszą stronę i złapałem bakcyla. Nie żałuję ani jednej chwili tam spędzonej. A to, że ludzie studiują dla samej idei studiowania, a później płaczą to inna sprawa. Osobiście znam gościa, który poszedł na politechnikę na programowanie, bo w statystykach było, że programiści są najbardziej poszukiwani, a pracę dyplomową napisał mu freelancer. I co? Jęczy, że kraj do dupy, że nie ma sensu studiować. A nie potrafiłby napisać prostego formularza z walidacją (o ile to można nazwać programowaniem).
@jzzz, tak mi się powiedziało o Prime, po ostatnim seansie. Chodziło mi bardziej o biegłą umiejętność modelowania postaci na potrzeby www. Sam prawdopodobnie będę potrzebował do następnego projektu takiego freelancera.
7.19.2011
macie racje
lecz czy nie uważacie że studia same w sobie mają specjalizować w danej dziedzinie?
owszem konstruują pewnien stan umysłu, ale bardzo płytko
to oczym piszesz, Andrzeju że ktoś ze studiami ma to, a bez studiów ma to, nie wynika czy się uczył tylko od zupełnie czego innego.
idziesz na studia nie po to abyś czegoś się nauczył, tylko zupełnie po coś innego.
może i ktoś potrzebuje studiów aby móc złapać bakcyla w tej czy innej sprawie, każdego rajcuje zupełnie coś innego.
tylko powiedzcie mi po co studiować coś co mi nie przyniesie konkretnych korzyści? coś co mi zapewni podwalin na przyszłość?
to w końcu trwa 5-6 lat.
popatrzcie, budowanie stron to jest dziedzina powiedzmy umysłowa, można się szczycić że weźmiesz średnio 10 tys. tylko że nie pracujesz 6-7h tylko po 9-10 dzień w dzień przez ok. 3-4 tygodnie, bo ważny jest efekt, wiedza się liczy,
a teraz taki ekspert operator koparki, któregoś tam stopnia nie najwyższego zresztą jak się okazuje bez studiów, bez większych umiejętności umysłowych tak w naszym mniemaniu oferują mu 17 tys.
czy was krew nie zalewa? uczyłem się, zdobywałem wiedzę, zresztą wiedzę która jest ulotna tymczasowa, która po stosunkowo krótkim czasie się dewaluuje, bo non stop trzeba ją uzupełniać…
może i freelans sprzyja studiowaniu, lecz potem zbyt można się wciągnąć – a po pewnym czasie … musisz dokonać wyboru.
dlatego uważam że najpierw biznes potem określone studia…
7.20.2011
@jask, może trochę doprecyzuję odnośnie tej rozwojowości grafiki 2d, bo odpowiadając na poruszane przez Was kwestie pewnie byłem pod wpływem jednego z wątków.
Chodziło mi o to, że grafika 2d się pięknie rozwija ale i też coraz więcej można zrobić samym kodem (jeśli o webową grafikę chodzi). Grafika 2d nie jest rozwojowa pod tym kątem, że jest to zajęcie, za które płaci się coraz mniej (to moja opinia), bo konkurencja jest gigantyczna. Poziom grafiki 2d mi imponuje, ale od strony biznesowej (zarobkowej) jest gorzej.
8.1.2011
Artykuł @Andrzeja, w którym rozwija wątek jaki poruszył w komentarzach: http://blog.adesign.8p.pl/1938-Freelancerka_cel_czy_etap_przejsciowy.htm Polecamy!