Mówi się, że facetów są w stanie poróżnić kobiety i pieniądze. Czy w imię wspólnego zarabiania warto jest ryzykować wieloletnie więzi? Przecież, żeby policzyć przyjaciół to nie trzeba mieć wszystkich palców u ręki.

Do pracy po znajomości

Już samo pójście do pracy u najlepszego kumpla jest dziwne. Człowiek wyobraża sobie, że będzie mieć taryfę ulgową, że w rzeczywistości firmowej praca będzie się przeplatać ze znaną z prywatnej relacji towarzyską paplaniną.

A tu może się okazać, że Helmuta się nie poznaje. Helmut nie jest taki jak przy kiełbaskach z grilla. Helmut jest oschły i zły dla pracowników. Helmut popisuje się przed nami, kontroluje teren. Helmut nie jest ziomalem. Helmut jest katem.

I po znajomości. I po robocie.

Biznes po kumpelsku

W zasadzie zabierając się za robienie biznesu z najlepszym kumplem ciężko jest o to kto komu ma podlegać. Władczość nie jest wskazana. Nikt nie może być nad kimś i pod kimś, bo to może skutkować bardzo ciężką obrazą ambicjonalną.

Ciężko jest wyobrazić sobie inny układ. Kawałek prywatnej relacji równy z równym wnosi się w majątek firmy. Ba. Jak więź jest prawie braterska to ani jeden ani drugi typek nie będzie chciał być nad drugim, bo to trochę obciachowe.

Może i takie inicjatywy przedsiębiorcze mają plusy. Ludzie się niby znają jak łyse konie. Niby, bo czort wie co tam z kogo wylezie kiedy pojawią się problemy w interesach albo kiedy biznes wypali i uaktywni się w mózgu rejon odpowiedzialny za perfidną zachłanność.

Z przeszczepiania więzi koleżeńskiej we wspólne środowisko pracy wynika lepsze zrozumienie problemów osobistych. W końcu osoby wiedzą o sobie sporo.

Faceci też się sobie zwierzają. Te zwierzenia w prywatnym życiu nie są jednak wspólnymi problemami. Jedna ze stron się wygada. Druga wysłucha i szepnie słowo otuchy.

To zupełnie coś innego niż wspólne kłopoty w interesach. Tu inaczej postrzega się związany z nimi stres partnera biznesowego, bo jest się w połowie sprawcą jego kłopotów. Perfidnie dyskomfortowa sytuacja. Człowiek chce się zapaść pod ziemię, pokruszyć na drobne kryształki, bo dał ciała.

Nieznajomym więcej wolno?

Co gorsza, jeśli człowiek zatrudnia obcych, współpracuje z nowo poznanymi to nie wie w kogo inwestuje i spodziewa się wszystkiego. Posiada więcej czujności względem takich ludzi, pracowników, podwykonawców.

Po dobrym znajomym człowiek nie spodziewa się złego, więc mniejsza jest tolerancja błędów, większa pretensjonalność, a sam ewentualny zawód boli o wiele bardziej.

Wychodzi więc na to, że deal polegający na zaryzykowaniu więzi dla wskrzeszania wspólnej idei opartej na zaufaniu nie bardzo się kalkuluje.

Lepiej possać kciuk.

fot. DepositPhotos

 

No related posts.