Chyba nikt nie lubi robić poprawek po kimś. Problemy pojawiają się już podczas oględzin warstw pliku graficznego. Potem jeszcze trzeba dowiedzieć się co poeta miał na myśli pisząc zwrotki kodu.

Do tego klient przychodzi do nas, często rozczarowany. Trzeba wykazać się nie lada sprawnością w delikatności uświadamiania go, że zapłacił za bubla. Czasem nawet lepiej wstrzymać się z tego rodzaju uwagami.

Najważniejsze jest, jednak to , żeby klienta nie stracić, bo trochę czasu zajęły już oględziny wyników cudzej pracy i szkoda sobie odpuścić.

I tu warto się czasem pokusić o dokonanie podziału wyceny na:

1. Czynności (poprawki), które można wykonać szybko i tanio.

2. Czynności, które wymagają głębokiej ingerencji w wynik pracy poprzednika.

Najprościej mówiąc, jeśli wyceni się je jako jedną listę poprawek, to istnieje duże prawdopodobieństwo tego, że klient już się nie odezwie, bo suma do zapłaty, nim wstrząśnie.

Rozbijając ofertę na dwie znacznie łatwiej skłonić i sprowokować klienta do utrzymania kontaktu. W rzeczywistości skutkuje, to najczęściej wykonaniem prac szybkich i tanich, których cenę klient jest skłonny przełknąć.

fot. quinnanya