Zarabianie na poprawkach po kimś
Chyba nikt nie lubi robić poprawek po kimś. Problemy pojawiają się już podczas oględzin warstw pliku graficznego. Potem jeszcze trzeba dowiedzieć się co poeta miał na myśli pisząc zwrotki kodu.
Do tego klient przychodzi do nas, często rozczarowany. Trzeba wykazać się nie lada sprawnością w delikatności uświadamiania go, że zapłacił za bubla. Czasem nawet lepiej wstrzymać się z tego rodzaju uwagami.
Najważniejsze jest, jednak to , żeby klienta nie stracić, bo trochę czasu zajęły już oględziny wyników cudzej pracy i szkoda sobie odpuścić.
I tu warto się czasem pokusić o dokonanie podziału wyceny na:
1. Czynności (poprawki), które można wykonać szybko i tanio.
2. Czynności, które wymagają głębokiej ingerencji w wynik pracy poprzednika.
Najprościej mówiąc, jeśli wyceni się je jako jedną listę poprawek, to istnieje duże prawdopodobieństwo tego, że klient już się nie odezwie, bo suma do zapłaty, nim wstrząśnie.
Rozbijając ofertę na dwie znacznie łatwiej skłonić i sprowokować klienta do utrzymania kontaktu. W rzeczywistości skutkuje, to najczęściej wykonaniem prac szybkich i tanich, których cenę klient jest skłonny przełknąć.
fot. quinnanya




28 komentarzy
7.3.2012
Lepsza jest stawka godzinowa. Wymaga ona jednak zaufania między klientem a zleceniobiorcą. Kiedy tego nie ma, wtedy faktycznie sprawdza się dobrze rozgraniczenie między pracami tańszymi i prostszymi oraz droższymi i bardziej zaawansowanymi.
7.4.2012
Nie pomyślałem o tym. Ma to jakiś sens. Jak klient chce zapłacić za wszystko to ma sumę za wszystko. Jak nie jest w stanie to faktycznie może chcieć zapłacić za część prac. Tak jak napisałeś, przeglądanie wyników pracy kogoś, robienie wyceny, napisanie maila, czyli wszystkie etapy przygotowawcze już zjadają trochę czasu. Szkoda, żeby kontakt z klientem się urwał, więc „lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu”. Jest sens, bo prace wykona się szybko i parę groszy wpadnie. Lepsze coś niż nic.
7.4.2012
@Kamil Lipiński, ja nigdy nie próbowałem pracy ze stawką godzinową. Tzn. to też jest trochę umowne i wirtualne, bo czy się pracuje ze stawką godzinową, czy nie to i tak w końcu człowiek sobie policzy zarobki na godzinę. Wszystko musi się kalkulować, bo inaczej może wyjść na to, że zarobi się mniej niż wynosi minimalna stawka godzinowa, która jest składową miesięcznej wypłaty minimalnej.
7.4.2012
@deryl, czasy są ciężkie dlatego główkuję w ten sposób. I to się sprawdza. Oczywiście każdy robi to na własne ryzyko. Nie zawsze warto się bawić w takie coś, nie każdy chce i musi. Dużo zależy też od majętności klienta i tego jak mu się serwis kręci.
Poza tym warto czasem się pokusić o umiejętne zagranie, żonglowanie tym co ma się znaleźć na dwóch listach w wycenach. Bo czasem pod te tańsze usługi warto podciągnąć coś finansowo droższego, żeby wyjść na swoje.
7.4.2012
Ja generalnie staram się nie brać zleceń polegających na poprawianiu po kimś, bo jeśli coś wymaga poprawy, to zazwyczaj szybciej i taniej jest to zrobić od zera (czy to poligrafia czy to programowanie www – niedawno w ten sposób zrobiłem sklep, praktycznie miesiąc roboty od zera bez koniecznosci poznawania tego, co było pod maską wcześniej).
Jeśli chodzi o stawki, to preferuję wycenę za projekt. Oczywiście kazdy projekt sobie zliczam czasowo (z podziałem na etapy), dzięki czemu do kolejnej wyceny wiem mniej więcej na czym ile czasu mi schodzi. Stawki godzinowe mam dla stałych klientów i tylko w przypadku typowych stałych robótek np. kolejna ulotka, kolejny banerek, kolejne wizytówki i raz na miesiąc wystawiam fakturkę z pozycją „przygotowanie materiałów reklamowych”.
Stawki godzinowe w przypadku dużych projektów i nowych klientów IMO nie mają sensu. Klient tego nie sprawdzi i nie będzie wiedział czy pracujemy czy czytamy blogi. Z drugiej strony jak dostanie rachunek to może powiedzieć „niemożliwe, żeby pan tyle nad tym siedział, przecież to dla pana 5 minut roboty” (znacie to?
))). Lepiej już wymęczyć od klienta szczegóły zlecenia, wycenić i tego się trzymać.
7.11.2012
Pierwszą rzeczą jaką powinien uczynić projektant po otrzymaniu pliku do poprawienia, jest weryfikacja prawa do poprawek czynienia. Jakichkolwiek.
Warto bowiem mieć na uwadze, że rzecz dotyczy poprawiania CUDZEGO utworu, co wymaga wiedzy i zgody jego autora.
7.24.2012
@Andrzej cytuje “niemożliwe, żeby pan tyle nad tym siedział, przecież to dla pana 5 minut roboty”
Standard śpiewka w dużej firmie.
Ja to wielokrotnie słyszałem i to w różnych sytuacjach. Na przykład branża meblarska katalogi z całą ofertą firmy czyli jakieś 200 pozycji. Z projektami, wykonaniem, akceptacją korektą dałem czas około 1,5 miesiąca na co usłyszałem, że ich grafik to zrobił w niecały tydzień
Dyplomatycznie stwierdziłem, że może faktycznie powinni zrobić to u siebie i… robota koniec końców spadła do mnie i wszystkie procesy zajęły jakieś 6 miesięcy. Od każdej osoby decyzyjnej, z którą miąłem do czynienia w tej firmie – bo nie było jednej tylko trzy – słyszałem za każdym raz, że to powinno to trwać znacznie krócej, że poprzednio wszystko szło znacznie szybciej itp. itd.
7.24.2012
@Adam
Faktycznie czasy są takie a nie inne sposób jest niezły. Tyle, że ma jak na moje pewne ograniczenie żeby nie rzec pułapkę. Gdzieś tu padło zdanie „co autor miał na myśli”. Nie wiem jak to dokładnie wygląda przy projektowaniu stron, ale ja sam mam nie fajne doświadczenia z poprawianiem prac po kimś.
Mniejszy problem jest kiedy to są małe prace czy to jakieś pojedyncze ulotki czy wizytówki. Problem jest i to poważny kiedy rzecz dotyczy dużych prac dajmy na to jakiś katalogów.
Problem zaczyna się w tedy kiedy jesteśmy gdzieś zatrudnieni i nie możemy tak za bardzo odrzucić pracy. Ja sam miałem takie kłopoty przez kupę lat z racji zatrudnienia. Szefostwo brało wszystko jak leci i nie patrzyli czy się coś nadaje czy nie. Częstym efektem były nadgodziny, a kiedy coś było nie tak to zgadnij do kogo były kierowane uwagi
Przykładów mógłbym wymieniać kilka, ale jednym z ciekawszych był katalog drobiarski z częściami i całym tym badziewiem potrzebnym do hodowli ptactwa. Z tego co pamiętam jakieś 5/6 tyś. pozycji. Firma ma handlowca/informatyka, który co roku przygotowywał „technikami łączonymi” katalog. Komputer mac, corel, quark, gimp, photoshop wszystko podłączone pod bazy w exelu i do tego jakieś skrypty… ta dam jednym kliknięciem generował katalog i był mocno z tego dumny i zadowolony. Wszystko trafiało do przygotowalni i tu się zaczynała się walka
7.24.2012
@chris, jak zwykle zwracasz uwagę na kwestie niezmiernie istotne i chwała Ci za to. Oczywiście, że masz rację. Podpisuję się pod twoimi słowami. Wiesz, ja nigdy nie podjąłbym się poprawiania po kimś, bo zdecydowanie nie powinno się tego robić. Niekiedy jest tak, że produkt jest dobry, dobrze zrobiony, ładnie napisany i na dodatek robiony „od ręki” przez porządne firmy nie robiące partactwa. Taki produkt tak na dobrą sprawę można tylko popsuć na życzenie, kaprys klienta. Klient być może zwracał się wcześniej z prośbą do autorów o naniesienie korekt stanowiących jego wymysły. Firma po analizie zdecydowała się odmówić i różne mogą być powody odmowy. A naczelnym powodem będzie niemożliwość dogadania kwestii finansowych. W każdym razie takich poprawek nie warto robić, bo nie było warto tego dotykać nawet autorom tworu.
Zupełnie inaczej można podejść do sytuacji, w której widzi się, że projekt głównie w kodzie strony www składa się ze zlepionych i niechlujnych fragmentów, że projekt powstał na bazie przeróbek darmowych szablonów (czasem łatwo to poznać ale to już prędzej od strony graficznej). Jeśli z takim czymś ma się styczność to poprawia się po poprzedniku, który działał na szkodę firmy.
7.24.2012
@Andrzej, ja nigdy nie pracowałem za stawkę godzinową. Może bym się zgodził na to w sytuacji, że zlecenie kończę pod okiem klienta. I to też zależy jaki to klient. To już jest bardzo indywidualna sprawa i trzeba z tym postępować delikatnie, żeby praca nie stała się koszmarem.
Zgodzę się co do tego, że klienci nie wiedzą ile czasu trzeba włożyć na wykonanie danych czynności i nie wierzą w to, że coś może tyle trwać. Sporadycznie zdarzają się sytuacje, w których za cztery kliknięcia myszką można zarobić 20 zł, czasami za niecałą godzinkę pracy można zarobić 300 zł. Ale to sporadycznie. Dobrze wykombinowałeś z tą stawką godzinową dla stałych, sprawdzonych klientów.
Poprawianie po kimś to koszmarna rzecz, szukanina, motanina. Zjada to niepotrzebnie wiele czasu i faktycznie najlepiej zrobić coś od podstaw po swojemu. Właściwie w większości przypadków lepiej zrobić wszystko po swojemu. Tylko, że w przypadku gdy od klienta zawoła się np. 5000 pln a on wcześniej za coś funkcjonującego zapłacił podobną kwotę to może być duży problem. I tutaj pasuje powiedzonko, że chytry płaci dwa razy. A czasem nawet więcej niż dwa. Tylko, że część klientów trzeba usprawiedliwić. Startując z czymś nie wiedzieli jak to wypali, był konkretny zarys, wyszedł produkt. W praniu wyszły wady, rzeczywistość wykręciła w inną stronę, to wymaga konkretnej reakcji itd. Słowem, trzeba zapłacić. I to wcale nie musi być klient zza naszych kręgów. Przecież równie dobrze i my możemy mieć pomysł, stworzyć i odpalić projekt, a realia rynku zmuszą nas do zainwestowania w przemianę, zmianę kierunku serwisu, żeby został rentowny, czy gdy rozwinie się w coś rentownego tylko w danym obszarze, czego nawet nie mogliśmy się spodziewać.
7.24.2012
@Piotr Nasze Ulotki, cenię sobie twoje wypowiedzi, bo są życiowe, podparte ciekawymi przykładami, choć nie zawsze są to przykłady o rozstrzygnięciu pozytywnym dla ciebie.
Mamy kryzys i w moim przekonaniu dotyczy on również naszej branży. Mniej będzie zamówień na druki reklamowe, bo firmy oszczędzają. Rynek stron pod urządzenia z mobilnym internetem powinien kwitnąć, ale ja tego nie czuję. Rozruch jest na rynku aplikacji.
Pułapkę zauważyłeś słusznie, ja tego nie ukrywam. Każdy klient jest indywidualny, potrzeba szczęścia, wyczucia, żeby nie popełnić błędu. I nie ukrywam, że i to nie uchroni nas przed popełnianiem błędów.
Ja stosowałem rozbicie wyceny na dwie części i będę to robić tam, gdzie mam głębokie rozeznanie tematu, gdzie jestem pewien, że dane prace zrobię szybko i nie będzie z tym kłopotów. A jeśli się pojawią to będą mnie kosztować dodatkową godzinkę pracy.
Rozbijam wycenę, bo kwoty wyglądają lepiej, a jak kogoś stać na zapłacenie za pakiet to ma pod spodem sumę łączną.
Tak jak napisałem w tekście, dla mnie liczy się przyciąganie klientów, a coraz łatwiej ich odstraszających, w szczególności w przypadku poprawek, odświeżania serwisu itp.
Mi zwyczajnie szkoda czasu poświęconego na oględziny, maile, pisanie ofert, szkoda mi czasu na rozmowy telefoniczne, żeby potem kontakty się urywały. Dla mnie to strata cennych minut, czasem godzin, za które nikt mi pieniędzy nie zapłaci. Wolę mieć chociaż coś, chociaż haczyk do dalszych rozmów z klientem, którego próbuję zdobyć.
7.24.2012
@Adam, stawka godzinowa i liczenie czasu pracy jest głównie dla mnie, żebym miał podstawę dla dalszych wycen. Dzięki temu większość jednorazowych zleceń mogę w miarę dokładnie wycenić a nie strzelać w ciemno. Ale jak się obsługuje stałego klienta, to nie będę mu za każdym razem wyceniał ulotki. Nad jedną siedzę godzinę, nad inną dwie. Miesięcznie wystawiam mu fakturę zbiorczą. Ot, ryczałt
Co najśmieszniejsze. Wszyscy wyśmiewają się z robienia „banerków za 100zł”. Tym czasem to moja najlepsza fucha. Bo banerki są proste (mam kilka gotowych szablonów) i wychodzi mi 200-300zł za godzinę. Gdybym miał ich więcej, to mógłbym niczego innego nie robić
Jeśli chodzi o poprawianie to nie ma co się szczypać ani litować nad klientem. Chce poprawki (czy napisania od zera), musi się liczyć z kosztami. Przecież nikt Ci nie każe tego robić a on wcale nie musi tego zamawiać u Ciebie. Może pójść do studenta, który zrobi to za połowę ceny. A potem znowu i znowu… Może za którymś razem wróci do Ciebie, żebyś zrobił raz a dobrze
A co do naszych projektów. Taka sama sytuacja. Ryzyko zawodowe. A jak wiesz, nie ma ryzyka, nie ma zabawy. Tylko wiesz, jak robisz własny projekt i sam czerpiesz z niego potencjalne zyski, to trudno. Bywa. Gorzej, jak klient chce Cię wciągnąć w projekt, który tak samo może upaść. Zresztą bardzo często pojawiają się ogłoszenia, że jakiś gość ma super hiper ekstra pomysł i szuka murzyna od czarnej roboty, który go za niego zrobi
))))
7.24.2012
@Piotr Nasze Ulotki, odniosę się jeszcze do przykładu jaki podałeś. Oj, karkołomna robota. Przyznam się, że z tak zawiłym projektem nie miałem styczności. Człowiek (informatyk) sprytnie to sobie wykombinował. Co zrozumiałe chciał oszczędzić sporo czasu. I z generatorem katalogów miałem styczność, tylko, że akurat ten był bardzo ubogi, wyglądał jak rubryka ogłoszeń z gazety, bez grafik.
I tu powstaje pytanie: Czy warto kombinować, żeby zminimalizować nakład czasu pracy po to, żeby znaleźć się w położeniu, które potwierdza fakt, że lepiej zrobić wszystko od początku i ręcznie? Bo na to wychodzi. Jaki sens jest rozdłubywać to wszystko co wygenerowano, szukać się w tym wszystkim jak lepiej jest otrzymać czysty tekst, zdjęcia, zrobić layout katalogu a potem powoli i dokładnie go sobie składać. Ja sensu nie widzę w „rozgenerowywaniu” czegoś co co posiada tysiące pozycji, bo potem to trzeba sensownie katalogować, rozplanować i nanosić. 3 x tyle roboty niż zrobić to od zera, przed generowaniem. Jeśli oczywiście dobrze zrozumiałem Twój przykład.
7.24.2012
@Andrzej, widzisz… wspominasz o banerach. Tutaj wszystko rozbija się o ilość zamówień i faktycznie, gdyby było tego do roboty od groma to człowiek by sobie żył „ponad stan”. Taka jest prawda. Ja się z takich zleceń jak banerki nie naśmiewam, bo wiem, że spora ilość zamówień zapobiega martwieniu się o jutro.
Swoją drogą, banerki to wcale nie jest taka prosta rzecz, którą można obśmiewać. Niby to proste, niewielkie elementy graficzne, statyczne albo ruchome. Ale sam ich format nie należy do komfortowych, bardzo ciężko jest się sensownie pomieścić na ich przestrzeni.
7.24.2012
@Adam. Widzę, że się nie do końca zrozumieliśmy. Ludzie to naśmiewają, że niby siedzisz, dłubiesz, kombinujesz i masz 100zł. Taki zarobek dla studenta. I faktycznie, żeby z tego żyć, trzeba się na zapier…niczać.
Ale ja mam stałego klienta, który zamawia zestaw banerów o stałej strukturze (stąd mam szablony) różniące się tekstem i ewentualnie zdjęciem. Kilka kliknięć na baner i gotowe. I nawet nie muszę się do tego przygotowywać. Mogę to wyklikać w tzw. „międzyczasie”. Zazwyczaj rano podczas przeglądania newsów w necie
Oczywiście specjalne przygotowanie specjalnego baneru to już nie takie hop-siup i zazwyczaj się za to nie biorę (chyba, że „przy okazji” większego zlecenia).
7.24.2012
@Adam może niejasno się wypowiedziałem.
Ja nie rozpatruję tego w kategoriach „brać nie brać”. Jak najbardziej zgadzam się z tym, że trzeba brać bo nie ma innego wyjścia. Chodzi mi o to by dobrze się wgryźć w problem. Dzięki temu tworzymy wartość dodaną, a to się obecnie bardzo liczy. Klient musi nam zaufać, a my za to zaufanie powinniśmy jakoś się „odwdzięczyć”. Trzeba tworzyć relacje, na której będzie oparta dalsza współpraca.
Tak jak wspomniałem ja nie znam się na tworzeniu i zarazem poprawianiu stron, pisałem bardziej w kontekście poligraficznym. Natomiast patrząc z boku widzę, że w jednym i w drugim trzeba być uważnym.
7.24.2012
Kiedyś obserwowałem poczynania pewnego człowieka, który był bardzo wąsko wyprofilowany. Robił same logosy. Wiem, że czasy się zmieniają, nie wiem jak to jest z zarobkami i ilością zamówień na tego rodzaju rzeczy w tej chwili. Ale go podziwiałem. Robił świetne projekty, miesięcznie miał ich sporo a i kasował krocie, bo cenił się na około 1200 zł od sztuki. To było coś. Jak jest teraz to nie wiem, co jest z nim to też nie mam pojęcia. W każdym razie rynku gotowców wtedy nie było, albo był ale mierny, mikroskopijny.
7.24.2012
Jeszcze się wtrącę na moment. Być może faktycznie tak jest, że zabawa w rozbijaniu wyceny na „szybko i tanio”, „prace zajmujące sporo czasu” i „suma za całość” podkreśla swego rodzaju wiarygodność wyceny, optycznie zwiększa zaufanie do potencjalnego wykonawcy? Coś w tym może być.
Klient lubi wiedzieć, co kryje się za konkretną kwotą wyceny. Nikt nie lubi nie rozumieć, nie wiedzieć co to jest, co się za tym kryje, dlaczego tyle. W naszym interesie jest to wyjaśnić, zjednać sobie klienta, dokonać rzetelnego przeglądu i sumiennej wyceny. A to wymaga chęci, starań, czasu, cierpliwości, poświęcenia. Już samo to. Potem w grę wchodzą konkretne działania, czyny.
7.24.2012
@Andrzej, stały klient to skarb. Nie można tego ukrywać. A stawka jest kusząca i bardzo dobra. Wiesz, gdyby zrobić tylko 3 banerki miesięcznie i złapać za to 300 złotych, a potem przeliczyć to na stawkę godzinową to co by wyszło? Nic. Bieda, bierne siedzenie z wędką po 8 godzin dziennie. Ale gdyby mieć sporo zamówień to stawka godzinowa jest olbrzymia na tle przepracowanego miesiąca. Ludzie siedzą na etatach, na różnych szczeblach, mają po 5-15 złotych za godzinę i jak to się ma do 100 złotych za… umówmy się maksymalnie 30-40 minut roboty? Różnica jest taka, że oni dostaną wypłatę za miesiąc przepracowany (stałą pensję) a w dłubaninie na własny rachunek różnie może to wypaść w obliczeniach.
7.24.2012
@Piotr Nasze Ulotki, a ja dla przekory powiem, że nie wiem, czy bym wziął zlecenie o jakim napisałeś. Jeśli oczywiście dobrze zrozumiałem zarysowany przykład. Na tym przykładzie można się wpakować w bagno z wyceną… i to pięknie. Nie potrafię realnie oszacować ile by trwało rozbebeszenie takiego czegoś, doprowadzenie wszystkiego do ładu po swojemu i ostatecznie do składu.
7.24.2012
@deryl, ja eksperymentuję z metodami, staram się przyciągać klientów. Do tego typu zleceń potrzeba pokory, delikatności do klienta, najlepiej spokoju. Zdecydowałem się na poruszenie tego tematu spontanicznie. A i nie ma co ukrywać tego, że w Internecie jest co poprawiać.
Co do przykładu jaki podałeś w wypowiedzi. Sam pewnie czytałeś jak został odebrany mój tekst o wycenianiu projektów logo. Taki cennik już raczej nie obowiązuje.
7.24.2012
@Adam Szczerze to i ja nie wiem czy bym wziął takie zlecenie tak samemu na siebie. Moje byłe szefostwo brało to bo sadzali to tej roboty dwóch a czasem trzech pracowników i w myśl zasady „murzyn zrobi co do niego należy” i szła robota. Im się to opłacało bo nakłady tego szły naprawdę znaczne. Inny kontekst.
7.24.2012
@Adam – to dłubanie po godzinach to też ładny temat na opisanie. Wiele osób sugeruje, żeby siedzieć na etacie i dorabiać po godzinach. Tu stała pensja, tam ekstra kasa. Owszem, to jest dobre dla kogoś, kto zaczyna i nie ma klientów. Ale spójrzmy na to tak: marnujesz czas na etacie za 15zł/h. I co z tego, że potem wieczorem robisz fuchę za 100zł/h skoro nie masz własnego życia? To nie lepiej zrezygnować tych 15zł/h i w ciągu dnia zarobić 100zł/h a wieczór mieć dla siebie? Co ciekawe, ten sposób polecają graficy z dużym skilem i stałymi klientami, którzy spokojnie i bez strachu mogliby olać etat.
Ja może na własnym nie zarabiam dużo więcej, ale mam więcej czasu na własne projekty, które póki co kasy nie przynoszą, ale nigdy nic nie wiadomo. Zresztą moje założenie wcale nie było takie, żeby zarabiać krocie (co mi niektórzy usiłują tu i ówdzie wmówić) tylko mieć większy komfort pracy.
7.24.2012
@Andrzej Święta prawda. Ja zeszły rok taki miałem etat, własny temat i wieczorem jeszcze dorabianie w wydawnictwie. Zapomniałem jak świat, rodzina i przyjaciele wyglądają.
7.25.2012
@Piotr Nasze Ulotki, rozumiem. Wiem, że chodziło Ci o pracę na etacie i wykonywanie poleceń pracodawcy. Nie wiem jak było w tym konkretnym przypadku, ale część pracodawców też nie poświęca czasu na kalkulacje. Biorą, ryzykują, co z tego wyjdzie to się zobaczy. Z jednej strony jest to ryzyko i motanina. Ale ja nawet podziwiam ludzi, którzy potrafią działać bez głębszej kalkulacji, przemyślenia spraw. To też jest umiejętność.
A samej formuły pracy na etacie i tyrania nie będę komentował. Ostatnimi czasy tyle się napatrzyłem, że brak mi sił na to, żeby o tym opowiadać.
7.25.2012
@Andrzej, obserwuje twoje poczynania i wiem ile różnych dziedzin i projektów cię absorbuje. Pisałem już o tym, że budzi to mój podziw.
Rzeczywiście praca na własnym daje komfort. Ostatnio myślałem o powrocie na etat, uparłem się, że dorwę jakieś zajęcie. I klops. Przy okazji rozmów z potencjalnymi pracodawcami, całej tej bieganiny zacząłem doceniać to co mam, miałem. Kurcze, bo jak człowiek spojrzy na to wszystko z boku to to jest komedia jakaś. Konkurowanie, przepychanka, próby prezentowania się przed kimś obcym (coraz częściej młodszym) w charakterze szefa itd.
Praca po pracy to syf. Efekty takich poczynań odczuwa się zdrowotnie. To wychodzi po kilku latach. I nie ważne, że nie jest to kładzenie kostki brukowej tylko praca przy komputerze. Wiem co mówię. Poza tym całe dnie przy kompie są szkodliwe nawet dla samej psychiki człowieka. Ile można żyć wirtualnie, dla pieniędzy? Są ciekawsze sprawy do zobaczenia i zrobienia w życiu realnym.
7.31.2012
Miałam kilka takich sytuacji. I co ciekawe, czasem klient, przyzwyczajony do czegoś, co zrobiła inna firma, woli zapłacić więcej za poprawki po tamtej firmie niż mniej za wdrożenie nowego rozwiązania. Ale często też klient nieświadomy jest tego, że choćby się dało i bardzo chciało, to nie można poprawiać po innej firmie, bo grozi to pozwem do sądu. Ja np. na to nie zezwalam, no bo niby czemu ktoś ma grzebać w czymś, czego ja jestem autorem?
10.19.2012
Witam.
Poprawianie czyichś prac, wartości intelektualnych, ma tak naprawdę wiele twarzy. Z jednej strony klient zapłacił za to, co otrzymał i tak naprawdę może zrobić to, co mu się podoba, a z drugiej strony dla autora może się ta „aktualizacja” odbić czkawką i będzie to dla niego profanacją… To też troszeczkę jakby firma fiat miała pretensje do Zenka, że zamiast oryginalnego szyberdachu zamontował sobie deskę klozetową… co w odczuciu klienta było np. bardziej… estetyczne
Pomijając wszelkich profesjonalistów, bądź adeptów z sensownymi aspiracjami popartymi gruntowną edukacją są jeszcze CI… no właśnie… osobniki, które poznały właśnie PS w liceum, a w podstawówce mieli same 5 u ulubionej nauczycielki plastyki i rysunku… bądź, którzy skończyli kolejną *stkę i właśnie odkryli, że sens życia znajdą w tworzeniu… grafiki… tworzą, tworzą… Ulotka – ok, wizytówka – ok… logotyp – też niech sobie będzie… ale jak tacy delikwenci robią ze swojego wolnego czasu „agencję reklamową” i przez 3 lata uczą się czym są np. spady. Zenek zrobi projekt, który kompletnie nie nadaje się do druku i mówi: „Klient zaakceptował, zróbcie tak, żeby było dobrze. Na kiedy będzie wydruk?”
Pracuję w drukarni, gdzie spotykam bardzo różnych ludzi. Dzisiaj jednego Pana po kolejnej *stce, „właściciela agencji reklamowej X” uświadamiałam, że nie musi przesłać mi chociaż pliki źródłowe bym mogła je przygotować do druku. Pan mi odpowiedział, że jpg, który otrzymałam jest plikiem źródłowym i nie ma innego [*].
Czasem jest też tak, że klient przynosi „gotowy plik do druku” otrzymany od „grafika”, który jest spłaszczoną mapą bitową… bez spadów, teksty przy krawędzi cięcia… przy czym czasem nie wiadomo gdzie konkretnie powinna być ta linia cięcia, ponieważ autor projektu nie zdawał sobie sprawy ze standardu formatów…
Faktycznie problem natury etycznej pojawia się wtedy, kiedy klient przynosi pliki źródłowe od profesjonalisty. Klient za tą pracę zapłacił, więc jest to jego projekt. Chce zmiany. I co dalej? Tak jak Monka, nie każdy zgodziłby się na poprawki.
Sama po gotowym projekcie na życzenie klienta przekazuję pliki źródłowe, ewentualnie materiały i grafiki pomocnicze. Klient będzie zadowolony, to wróci, jak nie – to trudno. Będą inni. Uważam, że skoro zapłacił mi za pracę, to efekt końcowy należy do niego, ja to tylko mogę podłączyć pod moje portfolio, a co z tym dalej będzie – to już nie moja sprawa. Czasem jednak bywa tak, że klient znajduje inną osobę, która zajmie się jego projektem i coś pozmienia, załóżmy stronę www. Na naszej jest odnośnik do tej strony, niestety już nieaktualny. Nasz potencjalny zleceniodawca, który wchodzi na naszą stronę, a potem sprawdza odnośnik widzi coś zupełnie innego, niż np. screen na którego kliknął. Ja mam same screeny z miniaturami, kolega ma screeny i „listy referencyjne”. Kwestią etyczną dla delikwenta, który np. zmienia stronę po poprzedniku jest stopka. Podejrzewam, że np. z „designed by” pozostaje tylko literka C i nazwa firmy na którą jest domena. To też może być sygnałem, że coś jest nie tak.
Świetna strona. Trzymam kciuki za prężny rozwój
Pozdrawiam.
Zakocona